Zamknij
Koniec roku szkolnego
Szkoła przygotowana na zakończenie roku szkolnego
fot: KAROLINA MISZTAL/REPORTER/East News (zdj. ilustracyjne)

Trudny rok szkolny. Od Lex Czarnek po HiT i uczniów z Ukrainy

Aleksandra Pucułek
Aleksandra Pucułek Redaktor Radia Zet
24.06.2022 09:32

To był trudny rok szkolny. Łatano-szarpany przez pandemię, pełen HiT-ów i tysięcy nowych uczniów z Ukrainy, wymęczony przez zmęczonych uczniów i nauczycieli. - Szkoła jak zawsze dała radę, oddolnie - podsumowują dyrektorzy. Dlaczego więc teraz nie będzie dobrze?

Zazwyczaj na początku roku szkolnego uczniowie dostają plany lekcji. Tak było i we wrześniu 2021 z tym, że zamiast fizyki mieli matematykę, informatykę prowadził muzyk, a trening piłki nożnej trener od siatkówki. Według szacunków ZNP jeszcze we wrześniu szkoły wciąż miały ok. 10 tys. wakatów. Chętnych do pracy brak.

Jak ktoś miał już to szczęście i nauczyciela od matematyki, to można było zauważyć jedno: - Po wakacjach dzieci zawsze trochę zapominały, ale tu braki sięgają klasy wcześniejszej, jakby miały dłuższe wakacje – opowiadał nam matematyk z jednej z podstawówek. Dłuższych wakacji oczywiście nie miały, ale za to miesiące lekcji zdalnych, w czasie których liczyły laptopy, telefony, tablety.

Większym wyzwaniem mijającego roku szkolnego okazały się jednak ogromne dysproporcje między uczniami z jednej klasy albo między równoległymi klasami. Chociaż miały dokładnie tyle samo lekcji online, taki sam program zrealizowany przez tę samą nauczycielkę jedni po powrocie mieli uzupełnione zeszyty, zrobione notatki, opanowane tematy. - Drugim zeszyty zjadł pies – opowiadała nam dyrektorka łódzkiego technikum. Nauczyciele w pośpiechu – bo goni podstawa programowa, egzaminy ósmoklasisty, matura, wizja kolejnych tygodni na zdalnym nauczaniu – zaczęli więc zasypywać ten edukacyjny Rów Mariański. Ci, którzy nie nadążali, albo wciąż czekali na nauczycieli chemii czy matematyki (niektórzy się nie doczekali) tłumnie szli na korepetycje – 180 zł za 90 minut matematyki. Tak nieraz wyglądały stawki.

Wyszyński na wycieczce i w lekturze

W ramach integracji i odskoczni od lekcyjno-kadrowych problemów Ministerstwo Edukacji i Nauki zaoferowało program „Poznaj Polskę”, czyli dofinansowanie wycieczek szkolnych. Pod warunkiem, że uczniowie odwiedzą miejsca wybrane przez resort, np. te związane kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Jak twierdził minister edukacji Przemysław Czarnek, młodzież zainteresowana tą postacią, sama go o to prosiła.

Większym wyzwaniem mijającego roku szkolnego okazały się jednak ogromne dysproporcje między uczniami

Gdy ktoś nie zdążył złożyć takiego wniosku, nic straconego. Te bardziej pokorne szkoły w zanadrzu miały jeszcze konkursy o Wyszyńskim, np. klasy 0-3 mogły przygotować prace plastyczne mające odnosić się do wybranej myśli z programu "ABC Społecznej Krucjaty Miłości" Wyszyńskiego.

Prawdziwie bogatą ofertę z konkursami, często dającymi dodatkowe punkty w rekrutacji do szkół średnich, przygotowały kuratoria oświaty. Np. w woj. łódzkim kurator wraz z Wydziałem Katechetycznym tamtejszej kurii proponował uczniom konkurs „Nie lękajcie się”. Celem było co prawda poszerzenie wiedzy o życiu i nauczaniu Jana Pawła II, ale np. w pierwszym etapie konkursu trzeba było napisać wypracowanie o historii przyjaźni Jana Pawła II i kardynała Wyszyńskiego, a w drugim przygotować prezentację m.in. o „Wizji polskości według JPII i Wyszyńskiego”.

Minister Czarnek uważa, że stawia na patriotyczne wychowanie młodzieży
fot. Krzysztof Radzki/East News

Wiedzy na ten temat akurat uczniowie mieli pod dostatkiem, bo tuż przed początkiem roku szkolnego minister Czarnek ogłosił zmiany w liście lektur. Najmłodszym zaproponował fragmenty “Opowiadań o dzieciństwie Karola Wojtyły", a starszym w ramach listy lektur uzupełniających "Przekroczyć próg nadziei", czy "Tryptyk rzymski" Jana Pawła II, a także „Zapiski więzienne” Stefana Wyszyńskiego.

Większość tych lektur, jeśli w ogóle (nauczyciele nie ukrywali, że resztkami swojej autonomii nauczyli się omijać niektóre pozycje proponowane przez MEiN), uczniowie omawiali w domu - wizja powrotu nauki zdalnej spełniła się. Wraz z końcem semestru klasa za klasą, szkoła za szkołą lądowały w domu przed laptopami. - Nauka stacjonarna wszędzie odbywa się bez przeszkód – niespodziewanie podsumował pierwszą część roku szkolnego minister edukacji Przemysław Czarnek. - Nie wiem skąd optymizm i dobre samopoczucie ministra – zastanawiała się w naszym reportażu Magdalena, mama maturzysty i szóstoklasisty.

Za każdym razem decyzja o nauce zdalnej była jak przysłowiowa zima zaskakująca kierowców

Oficjalnie było tak: obowiązuje nauka stacjonarna, a dyrektor konkretnej placówki za zgodą sanepidu może wprowadzić lekcje online, np. dla jednej klasy. W praktyce szkoła młodszego syna Magdaleny w całości przeszła na naukę online trzykrotnie. Poza tym na chłopca nałożono sześć kwarantann, w sumie więc w semestrze zimowym naukę zdalną miał przez 53 dni. Liceum starszego syna w całości na lekcje online przechodziło dwukrotnie, klasa maturzysty na nauce niestacjonarnej spędziła łącznie 45 dni. - Zwariowany, chaotyczny, nieprzygotowany technicznie semestr. Za każdym razem decyzja o nauce zdalnej była jak przysłowiowa zima zaskakująca kierowców – podsumowała Magdalena.

Lex Czarnek pojawia się i znika

Nauczycieli z kolei mocno zaskoczyły, zasmuciły i zdenerwowały propozycje MEiN dotyczące podwyżek. Resort zaoferował nawet 1 tys. zł brutto więcej, potem dodał: liczba godzin przy tablicy z 18 wzrośnie do 22, do tego będzie osiem godzin do dyspozycji dyrektora. Czyli MEiN wspaniałomyślnie za dodatkową pracę zaproponowało dodatkowe wynagrodzenie. Ostatecznie od maja nauczyciele dostali 4,4 proc. podwyżki liczonej od wynagrodzenia zasadniczego, czyli jakieś 100 zł brutto.

Od maja nauczyciele dostali 4,4 proc. podwyżki liczonej od wynagrodzenia zasadniczego, czyli jakieś 100 zł brutto.

Jeszcze bardziej zaskoczyły i zdemotywowały nauczycieli styczniowe wypłaty. Wraz z wejściem w życie Polskiego Ładu, ogromnej i nieprzygotowanej reformy podatkowej, na kontach bankowych pedagogicznej kadry brakowało nieraz 300, 400 zł. Znów obserwowaliśmy jakby podwójną rzeczywistość: minister Czarnek z uporem podkreślał, że nie ma takich przypadków, a np. Dariusz, nauczyciel mianowany wychowania fizycznego i fizjoterapeuta w szkole specjalnej w Wielkopolsce z szeroko otwartymi oczami porównywał wypłatę grudniową (3079) i styczniową (2728 zł).

- Pracuję z niepełnosprawnymi uczniami. Zdarzało się, że byłem ugryziony, podrapany, uderzony pięścią w twarz. Nieraz musiałem też przewijać moich uczniów, myć ich – opowiadał nam. - To naprawdę odpowiedzialny zawód, ale lubiłem tę pracę. Teraz zarabiam mniej niż kasjerzy w sklepie i kierowcy Ubera. Nie chce się pracować - nie ukrywał. Piotr Müller, rzecznik rządu, wbrew rzeczywistości ministra Czarnka, przyznał, że doszło jednak do „nieścisłości” przy zmianie podatków w ramach Polskiego Ładu. Część szkolnej kadry dostało zwrot, część z obniżoną pensją już zostało.

Podczas protestu przeciwko Lex Czarnek w Krakowie, 15 lutego 2022 r.
fot. Beata Zawrzel/REPORTER/East News

To i tak nic przy tym, jaka groźba wisiała nad dyrektorami i nauczycielami od początku roku szkolnego. Nowelizacja prawa oświatowego, znana jako Lex Czarnek, odsłaniała wszystkie strachy i demony z rzeczywistości Przemysława Czarnka. Nowe przepisy radykalnie poszerzały władzę kuratorów (nominowanych przez ministra), którzy zyskaliby prawo do jednoosobowego zwalniania dyrektorów szkół bez możliwości odwołania. Do kuratorów należałaby też ostateczna decyzja o tym, czy organizacje pozarządowe, np. te prowadzące edukację seksualną, mogą prowadzić zajęcia na terenie szkół. Minister znów, jakby nie widząc co jest napisane w nowych przepisach, albo licząc, że ktoś ich nie przeczyta, powtarzał, że „w końcu będą decydować rodzice”.

Lex Czarnek to znikało (gdy nie było mniejszości) to pojawiało się (gdy większość udało się zebrać) na sejmowej wokandzie. Przy okazji jednego z głosowań dowiedzieliśmy się też, że opozycja, w myśl słów szefa MEiN, najpierw robi "dzieciom wodę z mózgu, powoduje rozchwianie emocjonalne, a następnie mówi, że depresji dostają". W ostatnim roku szkolnym padło wiele ignoranckich, lekceważących, kuriozalnych słów z ust ministra odpowiadającego za edukację, ale te były zwyczajnie bolesne dla wszystkich tych, którzy codziennie zmagali się z problemami emocjonalnymi i psychicznymi albo obserwowali, jak ich dzieci się z tym zmagają i cierpią.

W miesiąc 100 tys. nowych uczniów

Wymęczeni, wypaleni, wystraszeni nauczyciele uczyli dalej uczniów, którzy zresztą mówili o sobie podobnie. Niewyspani, wymęczeni, nieraz głodni po siedem, osiem godzin siedzieli w szkolnych ławkach, by potem pójść do domu (lub na korepetycje) i uczyć się do klasówek, wyrabiając w ten sposób drugi etat, coraz częściej w plan dnia wpisując terapię.

Ukraińscy uczniowie starają się odnaleźć w nowej rzeczywistości
fot. Piotr Molecki/East News

Gdy jeszcze na dobre po nauce online nie zdążyli przyzwyczaić się do szkolnych ławek, wybuchła wojna. W ławkach trzeba było znaleźć miejsca dla dzieci z Ukrainy – w miesiąc zapisano ponad 100 tys. nowych uczniów. Najczęściej nie mówiących po polsku. Minister, zupełnie inaczej niż w wypadku wpuszczania do szkół organizacji pozarządowych i Lex Czarnek, nagle nie chciał już o niczym decydować i zasłaniał się „jak najbardziej elastycznym systemem” i nadzieją, że „wojna szybko się skończy”.

- Trochę po angielsku, trochę po rosyjsku i jakoś porozumiałem się z rodzinami naszych nowych uczniów. Teraz „tylko” dzieci trzeba nauczyć czytać, pisać po polsku – tak w praktyce, jak opowiadał nam dyrektor podstawówki i przedszkola z Łodzi, wyglądał elastyczny system. A w klasie? - Wyginam śmiało ciało – określiła z ironią tę elastyczną pracę nauczycieli Aneta Tołoczko-Hordyj, dyrektorka SP nr 28 w Warszawie. Nauczyciele przerabiali materiał z polskimi dziećmi i jednocześnie przygotowywali, tłumaczyli osobne ćwiczenia uczniom z Ukrainy, którzy dopiero uczyli się polskich liter.

I nagle pojawiło się światełko w tunelu: prezydent Andrzej Duda zawetował Lex Czarnek, nie kryjąc zastrzeżeń do tej ustawy. Żadna inna nowelizacja szkolnego prawa nie zmobilizowała w ostatnich latach do stawienia się ramię w ramię, po jednej stronie barykady uczniów, nauczycieli i rodziców - to też napawało optymizmem. Jedynie minister Czarnek znów zaklinając rzeczywistość, twierdził, że powodem weta była wyłącznie wojna w Ukrainie i zapowiedział Lex Czarnek 2, w niemal niezmienionej formie.

Do broni!

Nie tylko dyrektorom się dostanie, jeśli Lex Czarnek 2 uda się wprowadzić. To oni z kolei za wybrane występki mogliby kierować dzieci do prac społecznych w szkole, np. grabienia liści, koszenia trawy, czy sprzątania korytarzy (to już propozycje z ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich od Ministerstwa Sprawiedliwości).

To jeszcze nic - minister Czarnek w mijającym roku szkolnym zaproponował coś, co ewidentnie chodziło mu po głowie od dawna, a przy najmniej od czasu, gdy okazało się, że w wyborach jego partia ma najniższe poparcie wśród najmłodszych wyborców. - Nie będzie WOS-u, będzie HiT - ogłosił. Czyli historia i teraźniejszość. „By młode pokolenia mogły poznać prawdę o najnowszych dziejach.” Jakich? Np. takich, że wśród najpopularniejszych obecnie ideologii jest feminizm i ideologia gender, w UE „różne są religie, co usiłuje się już niwelować poprzez lansowanie ateizmu”, a przeciwko rekompensatom z II wojny światowej protestują „polskojęzyczne media znajdujące się w rękach niemieckich właścicieli”.

To fragmenty podręcznika do HiT-u autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego, historyka, kiedyś europosła z listy PiS. Podręcznik wydaje „Biały Kruk” specjalizujący się w książkach o charakterze religijnym, historycznym i patriotycznym. Wydawnictwo chwali się na swojej stronie m.in. tym, że zostało uhonorowane „prestiżową nagrodą środowisk katolickich Totus w kategorii - Propagowanie nauczania Ojca Świętego Jana Pawła II”.

Zaskoczyła nas pandemia, zaskoczyli nas uczniowie z Ukrainy. Trudno powiedzieć, co tym razem nas zaskoczy

Z podręcznika nie trzeba korzystać, ale z podstawy programowej już tak, a w niej próżno szukać zagadnień z edukacji obywatelskiej, za to uczeń ma poznać "zasługi Kościoła dla integracji Ziem Zachodnich z resztą Polski", charakteryzować „sposoby walki reżimu PRL z Kościołem w latach 60. i 70.”, albo opisywać „rolę Kościoła katolickiego w Polsce w okresie po wprowadzeniu stanu wojennego. Od 1 września w szkołach średnich uczniowie będą mieli trzy godziny HiT-u (w sumie przez całe liceum czy technikum) zamiast obecnych dwóch przeznaczonych na WOS. Z ośmiu godzin na siedem zmniejszony będzie wymiar lekcji historii. Jedno jest pewne: to będzie HiT.

I nie jedyny, bo zmiany minister przyszykował też w edukacji dla bezpieczeństwa, z którego wykreśla moduł o zdrowiu i wpisuje od września edukację obronną. Ósmoklasiści budowę broni poznają teoretycznie, ale uczniowie klas pierwszych szkół średnich, ci wypaleni, wymęczeni, z lękami i depresjami, dostaną do ręki broń kulową, pneumatyczną, repliki broni strzeleckiej (ASG), by uczyć się podstaw strzelania na strzelnicach wirtualnych i laserowych.

Kolejny trudny rok

To wszystko działo się w ostatnich 10 miesiącach. Dlaczego warto o tym przypomnieć? Bo wszystkie te wydarzenia i decyzje pokazują, jak może wyglądać kolejny rok szkolny. - Kolejny trudny rok szkolny. Każdy był inny i każdy był na swój sposób trudny – podsumowuje Michał Różański, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 w Łodzi. - Trudno powiedzieć, co tym razem nas zaskoczy. Zaskoczyła nas pandemia, zaskoczyli nas uczniowie z Ukrainy. Nie byliśmy na to przygotowani, ale jak dzieje się taka sytuacja, to szkoła musi sobie sama poradzić i jak zawsze dała radę, oddolnie - dodaje Aneta Tołoczko-Hordyj.

Niespodziewanie dzień przed zakończeniem roku szkolnego zaskoczył Tomasz Rzymkowski, wiceminister edukacji, twierdząc, że znalazłby nauczyciela, który zarabia 11 tys. złotych netto miesięcznie, czyli tyle ile wpływa na jego konto co miesiąc. - Nauczyciele widzieli, co brali – dodawał.

Wiedząc co jest najważniejsze, optymizmu na nowy rok szkolny mimo wszystko szuka Marzena Kamińska, dyrektorka VI LO w Lublinie. Nauczyciele nie stawiają tu jedynek, zlikwidowano też dzwonki, uczniowie ewidentnie mniej się stresują i częściej uśmiechają. - Mam bardzo dobry nabór – dodaje dyrektorka liceum. Optymizm gaśnie, gdy wraca pytanie o to, kto będzie uczył młodzież z tego naboru. Także uczniów z Ukrainy, bo ci już składają pierwsze podania o przyjęcie do szkół w Polsce. - Dlatego nie będzie dobrze. Bo nauczyciele są zmęczeni, bo odchodzą ze szkoły – stwierdza Tołoczko-Hordyj. Zostają ci wystraszeni, wyczekujący emerytury, wypaleni i garstka wiedzących "co brali" i wierzących w swoją autonomię i uczniów.

Aleksandra Pucułek
Aleksandra Pucułek

Dziennikarka, teatrolożka. Pisze głównie o edukacji - od żłobków do uczelni. Pracowała w "Gazecie Wyborczej", pisała dla "Dużego Formatu", "Wysokich Obcasów" i "Wolnej Soboty". Współpracowała z tygodnikiem "Polityka". Laureatka Nagrody im. prof. Romana Czerneckiego w kategorii najlepszy artykuł publicystyczny oraz stypendium im. Leopolda Ungera. Nominowana do Grand Press w kategorii wywiad. Nie może żyć bez teatru i czekolady.

Kontakt: aleksandra.puculek@radiozet.pl

C