Sekretarz energii USA nie miał w Polsce ochrony SOP? "To błąd", "stosunki będą gorsze niż w PRL"

Redakcja
02.03.2019 12:20
Perry
fot. Mateusz Jagielski/East News

Służba Ochrony Państwa miała odmówić ochrony amerykańskiego sekretarza energii Ricka Perry'ego podczas jego listopadowej wizyty w Polsce - informuje portal tvn24.pl. Zdaniem ekspertów, był to przypadek bez precedensu. 

Rick Perry, były gubernator Teksasu, który w administracji Donalda Trumpa pełni funkcję sekretarza ds. energii, przyleciał do Polski w listopadzie. Spotkał się wówczas z prezydentem Andrzejem Dudą, premierem Mateuszem Morawieckim oraz przedstawicielami rządu zajmującymi się kwestią energetyki. Kulisy tej wizyty zdradza tvn24.pl. 

Według ustaleń dziennikarzy portalu, rozmowy dotyczące szczegółów przyjazdu Perry'ego trwały kilka tygodni. Amerykanie poprosili stronę polską o zapewnienie swojemu ministrowi ochrony, ale Służba Ochrony Państwa się na to nie zgodziła. Skutkowało to nie tylko większą ilością agentów, którzy musieli przylecieć specjalnie z USA i przemieszczaniem się po Warszawie bez polskiej obstawy, ale też pogorszeniem relacji z amerykańskimi służbami.

B. oficer BOR: stosunki będą teraz gorsze niż w PRL

- Jeśli Amerykanie proszą, to znaczy, że mają podstawy by go (Ricka Perry'ego) chronić. W Stanach jest objęty ochroną. Powinno się zrobić analizę zagrożenia i wyrazić zgodę. Przez 20 lat nie zdarzyło się takie odrzucenie prośby Amerykanów. Stosunki będą teraz gorsze niż w PRL –  twierdzi w rozmowie z tvn24.pl anonimowo były wysoki rangą oficer Biura Ochrony Rządu (poprzednika SOP). Inny rozmówca dodaje zaś: - Wobec Amerykanów zawsze mieliśmy szeroki gest, ale co do zasady nawet jak minister z San Marino chciał ochronę, to zawsze była zgoda.

Zobacz także

Także byli szefowie BOR Mieczysław Gawor i Andrzej Pawlikowski (również pytani przez tvn24.pl) nie mają wątpliwości, że była to sytuacja bez precedensu. - W czasach, gdy byłem szefem BOR nie zdarzyło się, by odmówić, jeśli była prośba Amerykanów o objęcie ochroną – mówi Pawlikowski.

Przekazując ten 1% na rzecz Fundacji Radia Zet pomagasz najbardziej potrzebującym!

- Zdarzało się odmówić, gdy była prośbę o ochronę amerykańskiego gubernatora, ale w przypadku wyższego szczebla, czyli sekretarzy nie odmawialiśmy. Wcześniej decydował o tym szef MSWiA, teraz komendant SOP. To błąd, że decyzję o znaczeniu politycznym zostawia się szefowi służby – dodaje gen. Gawor.

Czy wpłynie to na relacje z amerykańskimi służbami?

Jeden z informatorów przyznaje, że istnieje obawa, iż stosunki między polskimi a amerykańskimi służbami mogą zepsuć się do tego stopnia, że podczas analogicznej wizyty któregoś z polskich polityków w Stanach, nasi funkcjonariusze mogą zostać potraktowani tak samo (np. nie będzie się ich wpuszczać do budynków rządowych) bądź gościom z Polski nie zostanie zapewniona ochrona Secret Service. 

Zobacz także

Inny z rozmówców podkreśla, że Perry'emu jako sekretarzowi energii nie przysługiwała na mocy polskiego prawa ochrona ze strony naszych służb - tak, jak się to dzieje w przypadku np. prezydenta, wiceprezydenta czy sekretarza stanu USA.

– Decyzja należy do komendanta SOP. Amerykanie chcieli ochronę, ale oni nieraz mają duże oczekiwania i lubią rządzić. Czasami trzeba dać im odpór - mówi w rozmowie z tvn24.pl. 

Dymisja szefa SOP, incydent w trakcie konferencji bliskowschodniej

Przypomnijmy, że 26 lutego dymisję, po wcześniejszych ustaleniach z szefem MSWiA Joachimem Brudzińskim, złożył dowódca SOP gen. Tomasz Miłkowski. Według oficjalnego stanowiska polskiego rządu, miał on zrezygnować z powodów osobistych, nieoficjalnie mówi się zaś o "całokształcie" i szeregu wpadek z udziałem SOP-owców. 

Zobacz także

Wirtualna Polska przytacza, że jednym z powodów mogła być sytuacja, która miała miejsce podczas odbywającej się w połowie lutego w Warszawie konferencji bliskowschodniej, w której uczestniczył m.in. wiceprezydent USA Mike Pence. Polscy funkcjonariusze mieli domagać się od agentów Secret Service przebadania się alkomatem oraz okazania dokumentów uprawniających do kierowców pojazdami poza terenem Stanów Zjednoczonych. 

Rzecznik SOP zaprzeczał takim informacjom. Ani on, ani gen. Miłkowski nie skomentowali też - pomimo pytań ze strony tvn24.pl - doniesień ws. wizyty Ricka Perry'ego. 

RadioZET.pl/tvn24.pl/wp.pl/MP