Zamknij

Na koniec roku dwója i promocja do następnej klasy? "Minister zmusza nas do kłamstwa"

07.04.2022 09:44
Uczeń ze świadectwem na koniec roku szkolnego
fot. KAROLINA MISZTAL/REPORTER

- Wystawmy oceny dopuszczające, żeby uczniowie mogli zdać. Ósmoklasistów zachęcajmy, by uczyli się zdalnie w ukraińskiej szkole - proponują nauczyciele, którzy już zastanawiają się, co zrobią na koniec roku szkolnego z nowymi uczniami z Ukrainy, skoro MEiN na ten temat wciąż milczy. - Jak ocenić, co wpisać na świadectwie? Według uważania? Wylosować? Zmusza się nas systemowo do oszukiwania, do powszechnego poświadczania nieprawdy - komentują pedagodzy.

SP nr 164 w Łodzi przyjęła ponad 30 dzieci z Ukrainy. Uczą się tu, bawią, integrują, tygodnie mijają. Co dalej? - Niech mi pani nie zadaje takich pytań, też chciałabym wiedzieć, ale nie wiem – odpowiada Małgorzata Dembowska, dyrektorka szkoły.

Chociaż minister edukacji Przemysław Czarnek ma nadzieję – parafrazując jego wypowiedzi z konferencji prasowych – że wojna wkrótce się skończy i dzieci z Ukrainy będą mogły wrócić do swoich domów i szkół (jeśli je jeszcze mają), to nauczyciele, choć bardzo by chcieli, nie mają tyle optymizmu i zastanawiają się, co zrobią za dwa miesiące. Wtedy, w czerwcu trzeba będzie wystawić oceny i rozdać świadectwa na koniec roku szkolnego.

Posłuchaj podcastu

Absurd, nonsens, paranoja

- Żeby klasyfikować ucznia, promować go do następnej klasy, trzeba mieć do tego podstawy, czyli wyniki w nauce. Samo bycie w klasie, siedzenie w ławce nie jest podstawą do klasyfikacji – zaznacza od razu Edyta Książek, polonistka z Częstochowy. Uczniowie z Ukrainy nie dostają na razie ocen, bo chociaż - tak jak w SP nr 164 - zapisani są do normalnych klas, to nie znają na tyle polskiego, by móc odpowiadać, pisać sprawdziany, kartkówki. Poza tym nauczyciele chcieli postawić na aklimatyzację nowych uczniów, by dobrze poczuli się w szkole i choć trochę zapomnieli o tym, co dzieje się w ich kraju.

Jak więc na świadectwie wystawić ocenę, gdy nie ma nawet ocen cząstkowych? Oczywiście można nie klasyfikować ucznia i zostawić go na drugi rok w tej samej klasie, ale wielu nauczycieli zdaje sobie sprawę z tego, że byłoby to mocno krzywdzące dla dzieci. Dlatego np. Mariusz Lisek, dyrektor SP nr 7 w Lublinie rozważa, by nowym uczniom z Ukrainy – a ma ich w sumie 70 – wystawić oceny dopuszczające na koniec roku. - Stopień dopuszczający zakłada, że uczeń z pomocą nauczyciela wykonuje pewne zadania, że nie opanował doskonale wszystkich treści, więc spełniałoby to kryteria tej oceny. Jednocześnie uczeń zdałby do następnej klasy – stwierdza dyrektor.

Ostatecznej decyzji nie podjął, bo zdaje sobie jednak sprawę z mankamentów tego rozwiązania. Trudno np. porównać taką ocenę dopuszczająca z dwóją polskiego ucznia, który chodzi do szkoły od września, kolejny rok z rzędu. - Dyrektor, który będzie podpisywał świadectwa, ma swoim podpisem zaświadczyć, że uczeń zrealizował podstawę programową. W wypadku dzieci z Ukrainy to absurd i nonsens, bo uczniowie, którzy pojawili się na trzy miesiące przed zakończeniem roku szkolnego, nie są w stanie opanować podstawy programowej ani z polskiego, ani z innego przedmiotu – ocenia Książek i dodaje: - Wtłaczanie tych dzieci na siłę w polski system edukacji i nakazywanie ich oceniania jest nieporozumieniem, powoduje paranoiczną sytuację.

Oceny to nie wszystko, bo jak słusznie przypomina Jolanta Gajęcka, dyrektorka SP nr 2 w Krakowie, podstawą do klasyfikacji jest też obecność na co najmniej 50 proc. obowiązkowych zajęć, czyli np. na co najmniej połowie zrealizowanych w roku szkolnym lekcji języka polskiego.

Egzamin ósmoklasisty nie dla uczniów z Ukrainy

Jeszcze więcej pytań nauczyciele mają odnośnie do ósmoklasistów. Mariusz Lisek specjalnie nie zapisywał nowych uczniów do ósmej klasy, nawet jeśli - patrząc na liczbę skończonych klas w Ukrainie - powinni do niej iść. Takie osoby uczą się na razie z siódmoklasistami. W ten sposób dyrektor chciał przesunąć o rok konieczność pisania egzaminu na koniec podstawówki.

- Ale u mnie np. jest dwóch uczniów w ósmej klasie i zdeklarowali się, że do egzaminu ósmoklasisty podejdą – opowiada Małgorzata Dembowska. Czy ostatecznie napiszą test i go zdadzą? Tego nie jest już taka pewna. Bo tak jak większość uczniów, chociaż zapisani są do standardowych klas, polski znają słabo. Co prawda Centralna Komisja Egzaminacyjna i Ministerstwo Edukacji i Nauki ogłosiły, że młodzież z Ukrainy ma mieć przetłumaczone polecenia na ukraiński, ale np. wypracowanie z polskiego i poszczególne zadania trzeba będzie napisać po polsku.

- W jaki sposób uczeń ukraiński, który nie miał do czynienia z językiem polskim, który nie umie czytać, mówić w tym języku, nie rozumie kontekstu ma napisać egzamin i ma być oceniany na takich samych zasadach jak uczeń polski, który jest w szkole ósmy rok? To kolejna sytuacja absurdalna, uczniom fundujemy stres, a nauczycielom poczucie nonsensu - ocenia Edyta Książek. Ci, by lepiej pokazać niedorzeczność tego pomysłu, odwracają sytuację i pytają: jakby to było, gdyby ktoś z Polski miał po dwóch, trzech miesiącach w ukraińskiej szkole, ucząc się dopiero tego języka, napisać tamtejszy egzamin na koniec szkoły ze znajomością lektur i zasad językowych.

- A co z przyrodą, techniką, plastyką, muzyką – pytają dalej nauczyciele. Te zajęcia dzieci mają np. tylko w czwartej albo szóstej klasie. Oceny z tych przedmiotów są jednak wypisywane na świadectwie ósmoklasisty na zakończenie podstawówki. Uczeń z Ukrainy, który teraz dołączył do ósmej klasy, nie miał więc tych zajęć, a ocenę musi mieć. 

- Co wpisać na świadectwie? Według uważania? Wylosować? Zmusza Pan systemowo wszystkich do oszukiwania, bo z prawdą i z uczciwością nie będzie to miało nic wspólnego. Swoją nieudolnością wymusza Pan dylematy moralne! Zmusza Pan do powszechnego poświadczania nieprawdy! Chyba przyszedł czas, żeby nazywać rzeczy po imieniu. Kłamstwo. Zmuszanie innych do kłamstwa – tak w emocjonalnym wpisie na facebooku zwróciła się do ministra edukacji Przemysława Czarnka Jolanta Gajęcka.

Te wszystkie pytania – o ocenianie, klasyfikację, promowanie do następnej klasy i wypisywanie świadectw – skierowaliśmy do Ministerstwa Edukacji i Nauki. Odpowiedzi do czasu publikacji tekstu nie dostaliśmy.

MEiN powinno podjąć decyzję

Nauczyciele sami więc szukają rozwiązań. Jako najlepsze widzą oddziały przygotowawcze. Tam uczniowie z Ukrainy intensywnie uczą się języka polskiego, a po wakacjach będą mogli zdecydować, do której szkoły i klasy pójść. Tylko takich oddziałów jest jak na lekarstwo, trafiło do nich zaledwie 10 proc. dzieci (w sumie po wybuchu wojny w Ukrainie szkoły przyjęły już prawie 200 tys. nowych uczniów). Samorządy nie chcą otwierać takich oddziałów, bo za tym powinny iść konkretne pieniądze chociażby na zatrudnienie nauczycieli, a tych pieniędzy samorządy nie mają, z MEiN dostają tylko obietnice.

- Jako nauczyciel i egzaminator stwierdzam, że tym dzieciom do niczego zdawanie egzaminów nie jest potrzebne. To stres, który możemy im zaoszczędzić – mówi Książek i proponuje, by - jeśli już ósmoklasista z Ukrainy chodzi do standardowej klasy, a nie oddziału przygotowawczego - po prostu zwolnić go z takiego egzaminu. Apel w tej sprawie rodzice i nauczyciele z inicjatywy „Protest z wykrzyknikiem” i „Nie dla chaosu w szkole” wysłali już do MEiN, CKE i Rzecznika Praw Obywatelskich.

Aby tacy uczniowie mogli kontynuować naukę w szkołach średnich (podczas naboru brane są pod uwagę wyniki z egzaminu ósmoklasisty), według Edyty Książek trzeba wprowadzić dla nich inny system rekrutacji. - Tylko to wymaga rozwiązań systemowych i kompleksowych, na poziomie szkoły i samorządu się tego nie załatwi – zaznacza polonistka.

Jolanta Gajęcka ma inny pomysł. Zachęca, by dyrektorzy namawiali nowo dopisanych ósmoklasistów do nauki zdalnej w ukraińskiej szkole, bo taka możliwość jest. To oznaczałoby jednak, że rodzice oficjalnie musieliby wypisać dziecko z polskiej podstawówki.

- Niech spokojnie dokończą tę ósmą klasę w swojej szkole. Na zakończenie powinni otrzymać dokument poświadczający ten fakt i w wakacje mogą spokojnie ubiegać się o przyjęcie do szkoły ponadpodstawowej na wolne miejsca – przedstawia plusy Gajęcka i zapewnia, że to najlepsze rozwiązanie: - Dyrektorzy szkół będą podejmować autonomiczne decyzje takie, jak podejmują od lat. Nie będziecie musieli kłamać. Nie będzie lipnej klasyfikacji, egzaminów i ukończenia szkoły, w której zamiast ośmiu lat było się kilka tygodni. Nie będzie stresu dla uczniów i egzaminowej farsy.

Dodatkowo, jak proponuje, w wakacje takim dzieciom na spokojnie można zorganizować intensywny kurs języka polskiego, aby we wrześniu w szkole ponadpodstawowej nie mieli już problemów z komunikacją. - Czekamy na rozporządzenia – podkreśla na koniec Dembowska.

RadioZET.pl

C