Zamknij
Lekcja w liceum
Liceum bez jedynek jest możliwe
fot: PRZEMYSLAW GETKA/REPORTER/East News
EDUKACYJNY EKSPERYMENT

W tym liceum nie ma jedynek. „Przecież chodzi o wiedzę, nie o strach”

Aleksandra Pucułek
Aleksandra Pucułek Redaktor Radia Zet
20.01.2022 13:59

Niestety, często sposobem na egzekwowanie wiedzy jest straszenie jedynką. Jeśli uczeń będzie się bał, to będzie się uczył. W ten sposób potężnie napędzamy stres, a ja chciałam przyjąć taką formę: nie straszymy, tylko mobilizujemy.

Aleksandra Pucułek: Dobiega właśnie końca semestr zimowy. Uczniowie w pocie czoła poprawiają jedynki, a u was jedynek nie ma.

Marzena Kamińska, dyrektorka VI LO w Lublinie: Nie ma ocen niedostatecznych cząstkowych. To znaczy, że w trakcie semestru nie wystawiamy jedynek, ale na koniec mogą się już uczniom przytrafić.

Szkoła bez jedynek jest możliwa?

- Oczywiście, że jest możliwa, nie widzę żadnych problemów, jeśli chodzi o system oceniania, który wprowadziliśmy w naszym liceum.

Przyznała pani w jednej poprzednich z rozmów, że o takiej zmianie myślała już od kilku lat. Co było tym zapalnikiem, by przekuć to w końcu w rzeczywistość?

Pracuję w szkole już ponad 20 lat i przez ten czas zaobserwowałam ogromne zmiany w funkcjonowaniu uczniów w szkole, w życiu i to jak podupada ich zdrowie psychiczne. Gdy zaczynałam pracę - wtedy zresztą skala ocen była jeszcze czterostopniowa od dwójek do piątek - uczniów, którzy mieli potężne problemy z psychiką praktycznie w szkole nie było. Teraz nie mam klasy, w których nie byłoby takich problemów.

Jakich?

Zaburzenia depresyjne, fobie szkolne, lęki, które nieraz prowadzą do tego, że nastolatek nie może przychodzić do szkoły, boi się, nie może wstać z łóżka. Często te problemy kończą się w szpitalach psychiatrycznych. Nie mamy dokładanych danych, ilu osób to dotyczy, bo część młodzieży nie przyznaje się do swoich dolegliwości i dopiero jak uczeń opuszcza lekcje, dostaje słabsze oceny, to zapala się u nas czerwona lampka.

Zaburzenia depresyjne, fobie szkolne, lęki, które nieraz prowadzą do tego, że nastolatek nie może przychodzić do szkoły, boi się, nie może wstać z łóżka

Schodząc trochę z głównego tematu, jak wygląda u was w liceum opieka pedagogiczno-psychologiczna?

Mamy na szczęście psychologa i pedagoga z tym, że mogliśmy dla nich wygospodarować tylko po pół etatu. Uczniów mamy 560. Dlatego wdrażałam wychowawców, by to oni w pierwszym etapie próbowali wyłapać problemy swojej klasy, a jeśli widzą, że potrzeba specjalisty, to wkracza wtedy psycholog, a dalej kierujemy do poradni. Tylko ta grupa, która potrzebuje pomocy, jest potężna, to kolosalna zmiana i zaobserwowałam ją nie tylko w mojej szkole, ale opowiadają mi też o tym rodzice, nauczyciele z innych szkół.

Jakie są przyczyny tych problemów emocjonalnych, psychiatrycznych?

Jest dużo nowych bodźców, za którymi nasz organizm nie nadąża. Telefony, monitory, internet - my nie ewoluujemy tak szybko jak technologia. Wystarczy przejechać, przejść przez miasto i człowiek jest zmęczony tymi wszystkimi obrazami, szumem, światłami. Do tego po szkole brak rozrywek. Kiedyś przed blokiem widać i słychać było grupy dzieci, teraz jest pusto, nie słychać śmiechu.

Zanika też podobno pomoc koleżeńska, która kiedyś była podstawą. Młodzież nawet jak stawała przed wyzwaniami, była w tym razem. Teraz, jeśli się spotyka, to wirtualnie, bo tak jest szybciej.

Tu działa cały zespół czynników, nawet zdrowie fizyczne. Skolioza, różne deformacje kręgosłupa są bardzo liczne, przybywa osób z nadwagą. To też przyczynia się do siedzenia w domu i mamy zamknięte koło. Pytanie tylko od czego się zaczyna: od tego, że dziecko ma nadwagę, więc trudno mu ćwiczyć i tyje, czy nie rusza się, więc tyje, ale skutek jest taki sam.

Jaką rolę w gorszym samopoczuciu uczniów ma szkoła? Niedawno rozmawiałam z licealistami, którzy mówili wprost: jesteśmy przemęczeni, niewyspani, nie mamy nawet kiedy i jak zjeść. Nie mówiąc już o permanentnym stresie. Twierdzili, że wszystko przez szkołę.

Rzeczywiście młodzi ludzie są przepracowani, mają nieraz osiem godzin lekcyjnych, potem biegną na korepetycje. Dlatego właśnie staramy się ograniczyć te negatywne emocje, zmieniając system oceniania.

Zanim do tego doszło, w szkole przy wejściu ustawiliśmy fontanny bąbelkowe. Obserwowaliśmy, jak młodzież reaguje na nie. Zatrzymywali się, oglądali te bąbelki, uspokajali się, widać było pozytywne emocje, uśmiech na twarzy. W sali biologicznej udało mi się stworzyć zieloną ścianę, gdzie jest bardzo dużo roślin, fototapeta z wodospadem i dekoracja bliższa natury. Młodzież jak tu wchodzi, to mówi, że się odpręża, że jest fajnie. Jak odmalowywaliśmy niektóre sale, to starałam się wybierać stonowane kolory, bez ostrego żółtego, zielonego, żeby te mocne bodźce były jak najmniejsze, ale dopiero dwa lata jestem dyrektorką, poza tym mieliśmy w tym okresie mnóstwo zdalnego nauczania i pieniądze uniemożliwiają takie działania na większą skalę.

A zmiana systemu oceniania nic nie kosztowała.

Przynajmniej jeśli chodzi o kwestie materialne, bo pracy kosztowało nas to mnóstwo.

Po zmianach w budynku na bardziej przyjazne przyszedł czas na zmianę w ocenach?

Tak, wiedziałam, że jedynka to ogromny stres dla ucznia. Na biologii jak omawialiśmy tematy dotyczące stresu, funkcjonowania nerwów pytałam uczniów, kiedy mają duże negatywne emocje. Zawsze wymieniali jedynki, klasówki, kartkówki. U niektórych samo wejście na konkretny przedmiot, np. na matematykę powodowało palpitacje serca, pocenie się. Pytałam, czego konkretnie się boją, ale często sami nie potrafili określić, o co chodzi. Nieraz o tym mówili pierwszoklasiści, to znaczy, że takie złe doświadczenia nabywane są już zdecydowanie wcześniej. Poza tym niektórzy przyznawali, że tak się boją jedynki, że żeby jej uniknąć, nie przychodzą do szkoły, kiedy jest sprawdzian, więc problemy namnażają się, bo omijają też inne przedmioty i zaległości są większe.

Skoro więc uczniowie jako zasadniczą przyczynę stresu, strachu wskazywali oceny niedostateczne, to pomyślałam, że można by je po prostu zlikwidować. Stwierdziłam: nie oceny, a zdrowie uczniów. Pierwszą rzecz, którą przeanalizowałam, to były kwestie prawne. Rozporządzenie dotyczące oceniania nie zmieniło się od wielu lat i umożliwia wprowadzenie nowych zasad do szkół, tylko należy te zmiany uwzględnić w statucie. Stworzyłam zespół nauczycieli do spraw oceniania, oni też mieli się wdrożyć w przepisy i potwierdzili, że możemy zmienić system. Wtedy – to był maj - zaczęliśmy pracę nad nowym sposobem oceniania i dopiero potem na radzie pedagogicznej w czerwcu przedstawiliśmy nasze propozycje pozostałym nauczycielom.

U niektórych samo wejście na konkretny przedmiot, np. na matematykę powodowało palpitacje serca, pocenie się

Jaka była reakcja?

Na początku konsternacja, milczenie. Chyba nie wiedzieli, jak zareagować, musieli to przemyśleć. Dopiero po jakimś czasie pojawiły się pytania i najczęściej padało: to jak mamy egzekwować wiedzę. Niestety, często sposobem na egzekwowanie wiedzy jest straszenie jedynką. Jeśli uczeń będzie się bał, to będzie się uczył - pokutuje wciąż takie przekonanie zarówno wśród nauczycieli, jak i rodziców. W ten sposób potężnie napędzamy stres, a ja chciałam przyjąć taką formę: nie straszymy, tylko mobilizujemy. Przecież w szkole chodzi nam o wiedzę, umiejętności i wykorzystanie szansy, a nie o strach.

W wakacje zaczęły pracować zespoły przedmiotowe, czyli np. poloniści, matematycy mieli ustalić w swoim gronie formy sprawdzania wiedzy. Podzielili cały roczny zakres materiału na działy i przed 1 września do dzienników elektronicznych wpisali, że np. do 15 września uczeń musi napisać kartę pracy dotyczącą danej lektury, do 30 września ma przygotować prezentację na dany temat, do 20 października ma napisać wypracowanie, a 30 października jest sprawdzian z działu. Zresztą zgodnie z wytycznymi ubiegłych lat nauczyciele i tak mieli obowiązek przekazywania klasie, jaki zakres materiału ma opanować.

Z tym, że teraz jeśli uczeń nie zrobił tych poszczególnych elementów, to nic, może się wykazać wiedzą na sprawdzianie. Jeśli robił te zadania, ale spóźnił się z terminami, to nie szkodzi, nam zależy na wiedzy, a wiedzą się wykazał. Daty ustalamy, żeby usystematyzować pracę uczniów, bo są tacy, którzy przygotowują się regularnie do lekcji, ale jest też grupa, która odkłada wszystko na później i woli mieć określony deadline.

A jeśli sprawdzian jest napisany słabiej, bo może tak być, nam też się zdarza gorszy dzień, ale w trakcie realizacji działu oceny były bardzo dobre, czyli uczeń wiedzę ma, to nauczyciel decyduje, jaką ocenę wpisać. Za karty pracy, prezentacje wystawiamy tylko stopnie od dwa do sześciu.

Jeśli sprawdzian uczniowi nie pójdzie i nie oddał poszczególnych prac, to nic nie dostaje. Przecież nauczyciel ocenia to, czego uczeń się nauczył, jego wiedzę i umiejętności, więc jedynka jest właściwie za co? Z takiego założenia wyszliśmy.

Jedynki jednak będą.

Oceny niedostateczne musimy postawić na koniec semestr lub na koniec roku, bo takie jest rozporządzenie, które określa skalę ocen końcowych od jeden do sześć. Tego więc nie możemy zmienić statutem.

Na koniec zimowego semestru szykują się jedynki?

Mogą się pojawić, ale mamy tak ocenianie opisane w statucie, że uczeń, który nie był w stanie opanować materiału, nawet pod koniec semestru może się tą wiedzą wykazać, więc uczniowie jeszcze odpowiadają, piszą pracę, nauczyciele są przygotowani na to, czyli cel mamy osiągnięty, zachęcamy ucznia do nauki. Jedynki zniechęcały. Jak uczeń dostał kilka ocen niedostatecznych, to pod koniec semestru nie chciał się poprawiać, bo z ocen nieraz była liczona średnia. Po co ma więc odpowiadać, pisać coś jeszcze, jak średnia i tak wyjdzie mu jeden? Często nawet nie próbował, a teraz uczniowie są chętni, starają się nauczyć, czyli poziom wiedzy wzrasta, a o to nam chodziło.

Jak uczniowie zareagowali na szkołę bez jedynek?

Zanim oficjalnie ogłosiliśmy nowy system oceniania, chodziły po szkole głosy, że pracujemy nad taką zmianą, więc aż takiego zaskoczenia nie było, natomiast rzeczywiście cieszyli się, w pewnym momencie była potężna euforia. Jeden uczeń powiedział mi, że nie mógł doczekać się początku roku szkolnego, żeby zobaczyć, jak to będzie. Potem we wrześniu zapanowała konsternacja, uczniowie obawiali się pułapek, ale jak już się w to wdrożyli, to naprawdę są zadowoleni. Samorząd uczniowski powiedział mi zresztą to, o czym myślałam przy okazji tych zmian, to znaczy, że klasy czują dużą mobilizację i jest fajnie, bo się nie boją, Wiedzą doskonale, czego wymagamy, co muszą zrobić, żeby były oceny pozytywne albo wyższe. Nie ma niejasności.

Jeden uczeń powiedział mi, że nie mógł doczekać się początku roku szkolnego, żeby zobaczyć, jak to będzie

Powiedzieliśmy o nauczycielach, uczniach, a jak zareagowała ta ostatnia grupa tworząca szkołę, czyli rodzice?

Mieli dużo obaw. W ankietach i spotkaniach online niektórzy twierdzili, że nie wyobrażają sobie, że nie będzie jedynek, bo jak nie będzie jedynek to nie będzie straszaka i dziecko nie będzie się uczyło. Znów cały czas przewijał się strach, to jest okropne. Gdyby dorosły chodził do pracy i codziennie się bał, np. jak szef zareaguje, jak go oceni, to męczyłby się potężnie. A o młodzieży nie myślimy. Jak przychodzą do szkoły, to nie mogą się bać. I strach nie dotyczy tylko uczniów słabszych. Tych dobrych też, bo boją się, że zamiast piątki dostaną czwórkę, trójkę.

Od tych najlepszych uczniów często słyszę, że właśnie dlatego szkoła im przeszkadza, bo gdy interesują się np. biologią, są olimpijczykami z tego przedmiotu to i tak muszą się uczyć historii, fizyki i najlepiej jeszcze, żeby dostawali z tego też same piątki. Słabsi z kolei nie dają rady przy tylu przedmiotach i godzinach. Wychodzi na to, że polska szkoła jest dla tych przeciętnych, nie za dobrych, nie za słabych.

To prawda, uczeń, który pasjonuje się biologią, zgodnie z naszym prawem, musi nauczyć się też historii, fizyki, geografii i tutaj nauczyciel nie może manewrować, czy rezygnować z treści, ale to nie kwestia szkoły tylko wynik podstawy programowej. Nauczyciele są zobowiązani do jej realizacji. Jeśli chodzi o podstawę, nic nie możemy zmienić. Dobrze, że chociaż system oceniania zależy od nas i rodzice już wiedzą, że chodzi nam o to, by dzieci czuły się bezpiecznie, ale uczyć muszą się porządnie.

Jakieś minusy?

Początkowe problemy i niejasności np. wśród rodziców wynikały z zapisu, który wymusił na nas dziennik elektroniczny. Przy każdym z uczniów w rubrykach, w których określamy formy sprawdzania wiedzy, musimy wpisać znaczki „x”. Po ich rozwinięciu uczeń i rodzic ma podgląd, jaką formę pracy i z jakiego materiału zaplanował nauczyciel. Jeśli uczeń nie zaliczy danej partii materiału, to w dzienniku zostaje mu „x”, żeby wiedział, czego ma się jeszcze nauczyć. Ale to nie jest ocena, czy zastąpienie jedynki. Robiliśmy szkolenia, tłumaczyliśmy to i teraz to już jest jasne.

Został jeden minus - potężna praca nauczycieli, ale tego nie jesteśmy w stanie wyeliminować. Do tej pory np. wypracowanie, które uczniowie mieli oddać 20 września, nauczyciel sprawdzał i sprawę miał zamkniętą. U nas uczeń, który nie napisał wrześniowego wypracowania, albo napisał słabiej, może je oddać w październiku, w listopadzie, w styczniu. Można się poprawiać dowolną liczbę razy, więc nauczyciele zostają często po lekcjach, wymyślają kolejne formy sprawdzania wiedzy.

Został jeden minus - potężna praca nauczycieli, ale tego nie jesteśmy w stanie wyeliminować

Jak wygląda szkoła po niemal semestrze od zmiany systemu oceniania?

Jest więcej uśmiechu. Gdy przyjeżdżają do nas nieraz media i potem oglądam zdjęcia ze szkoły, to widać więcej pogodnych twarzy. Jak przechodzę koło klasy, to uczniowie mi machają, słyszę zdecydowanie więcej „dzień dobry” na korytarzach. W poprzednich latach dostawałam zazwyczaj szablonowe życzenia świąteczne, teraz były inne, emocjonalne, z podziękowaniami, więc widać, że młodzież czuje się bezpieczniej i chce nawiązać relacje. Jest też zdecydowanie mniej stresu.

Każda z tych grup – nauczyciele, rodzice, uczniowie - musiała przede wszystkim zmienić swoje myślenie, ale chyba głównie chodziło o nauczycieli. Od kilku lat starałam się, żeby podczas rozmów z rodzicami nauczyciele analizowali wiedzę uczniów, to znaczy, żeby używali określeń typu: dziecko nie radzi sobie z budową atomu, nie udało mu się zrozumieć tematu o pierwiastkach. Jak się mówi, pani dziecko ma trójkę na koniec semestru, bo opanowało treści na dwójki i trójki, to co to daje rodzicom? Dla mnie to jest niezrozumiałe i niepotrzebne, bo przysłania to, co najważniejsze, musimy używać określeń związanych z wiedzą, po to uczeń chodzi do szkoły, żeby się czegoś nauczyć.

Marzena Kamińska, dyrektorka VI LO w Lublinie
fot. arch. prywatne

Niby słyszymy od rodziców znane hasła: oceny nie są najważniejsze, albo: nie uczysz się dla ocen, ale potem padają pytania o stopień ze sprawdzianu, o czerwony pasek na koniec roku.

Albo spotykają się dwie mamy i słyszy się taką rozmowę: a co twoja córka ma z matematyki? Jest pęd na oceny, wydawałoby się, że szóstka otwiera wszelkie wrota, ale nie zawsze tak jest. Dlatego staramy się mówić o wiedzy, nie o ocenach i w tym kierunku motywować uczniów.

Brak jedynek to eksperyment czy metoda na szkołę?

Długo analizowałam nowy system, wdrożyliśmy się dosyć mocno z nauczycielami w tę formę sprawdzania wiedzy, wiemy, co chcemy osiągnąć, więc nie uznałabym tego za eksperyment. To wypracowany sposób oceniania wiedzy i umiejętności ucznia zapisany w statucie szkoły, nie chcemy tego zmieniać. Nie omijamy systemu, cały czas jesteśmy w systemie, tylko niektórzy nie wiedzą, że ten system jest elastyczny. Poza tym łatwo przyzwyczajamy się do schematów i trudno nam je potem zmienić, tym bardziej mam wielki szacunek dla naszych nauczycieli, że chcieli taką zmianę wprowadzić.

Dobrze, że szkoła bez jedynek istnieje, ale z drugiej strony przychodzą mi jakieś posępne myśli, bo skoro w szkole, w której młodzież spędza większość swojego młodego życia, czuje strach, a w dodatku nie ufa jej, bo sama pani mówiła, że nie wierzyli nauczycielom, że nie będzie jedynek, to znaczy, że coś jest nie tak.

Nie zauważamy pozycji dziecka, nie widzimy, że nasza młodzież żyje w zupełnie innym świecie niż my. Kiedyś godzin też było dużo, ale nie było aż tyle materiału, wiedza poszła do przodu, mamy dużo nowych treści np. z biologii, które są skomplikowane, trudne. Niektórzy sobie z tym nie radzą, zwłaszcza ci zainteresowani inną dziedziną. Pojawia się więc strach. On był od lat, ale gdy do tego dochodzi stres, negatywne emocje i to wszystko objawia się w zdrowiu dzieci, to dla mnie jest oczywiste, że musimy coś zmienić. Podstawą jest zdrowy uczeń. Jak popatrzymy na piramidę potrzeb Maslowa, to na pierwszym miejscu wymienione są potrzeby fizjologiczne, czyli żeby człowiek normalnie funkcjonował w społeczeństwie, musi jeść, oddychać. Na drugim poziomie jest bezpieczeństwo, jak go nie ma, to człowiek nie funkcjonuje dobrze. Żeby wykazał się możliwościami, talentami musi się czuć bezpiecznie, inaczej te talenty zostają ukryte. Zresztą to ile znaczy dla uczniów szkoła bez jedynek, widać najlepiej w sytuacji, którą ostatnio mieliśmy. Nasza uczennica przeprowadzała się z rodzicami nad morze. Musiała więc zmienić szkołę. Strasznie płakała, gdy wyjeżdżała. Bała się, jak to znowu będzie z jedynkami w innej szkole.

Marzen Kamińska - nauczycielka biologii, wcześniej wicedyrektorka teraz dyrektorka VI Liceum Ogólnokształcącego im. Hugona Kołłątaja w Lublinie.

Aleksandra Pucułek
Aleksandra Pucułek

Dziennikarka, teatrolożka. Pisze głównie o edukacji - od żłobków do uczelni. Pracowała w "Gazecie Wyborczej", pisała dla "Dużego Formatu", "Wysokich Obcasów" i "Wolnej Soboty". Współpracowała z tygodnikiem "Polityka". Laureatka Nagrody im. prof. Romana Czerneckiego w kategorii najlepszy artykuł publicystyczny oraz stypendium im. Leopolda Ungera. Nominowana do Grand Press w kategorii wywiad. Nie może żyć bez teatru i czekolady.

Kontakt: aleksandra.puculek@radiozet.pl

C