Warszawa, jakiej już nie ma. Pola Negri kręci na dachu

Redakcja
26.04.2017 20:36
Warszawa, jakiej już nie ma. Pola Negri kręci na dachu
fot. 02. Mozaika z góralem autorstwa Stanisława Jagmina. Zbiory autora

W ośmiopiętrowym niebotyku przy Placu Zbawiciela u zbiegu z Mokotowską miały miejsce jedne z najciekawszych wydarzeń z początków polskiego kina. Tu, w atelier filmowym „Sfinks” Aleksandra Hertza grała w wielu filmach późniejsza gwiazda Holywoodu, Pola Negri.

Kamienica, gdy powstała w 1910 r., mogła zachwycić architekturą. Przetrwała drugą wojnę światową jedynie nieznacznie zdewastowana. Niestety po 1945 r., w trakcie nielicznych remontów z jej elewacji usuwano kolejne elementy wystroju. Częściowo przywrócono je podczas renowacji elewacji w 2015 r. Odtworzono m.in. pękate renesansowe kolumienki, balustrady tralkowe z kulami, czy pasy dekoracyjne w postaci zielonkawych kafelków.

nr 1

Kamienica przy Mokotowskiej 12 wkrótce po jej powstaniu ok. 1911 r. Warto zwrócić uwagę na efektowne szczyty.

Niestety nie jest to pełna rekonstrukcja. Wielu elementów zabrakło. I tak nie wróciły trzy efektowne szczyty wypełnione płaskorzeźbami. Nie powróciła też, usunięta z trudnych do ustalenia przyczyn, ceramiczna kompozycja Stanisława Jagmina, ukazująca leżącego na łące górala. Wreszcie nie odtworzono pierwotnego kształtu dachu, który nie był blaszany jak dziś, lecz szklany o metalowym szkielecie, wzbogacony dodatkowo przeszkloną kopułą. To ten szklany dach sprawił, że w czasie pierwszej wojny światowej Aleksander Hertz uznał budynek za idealne miejsce na atelier filmowe.

Wypełnij PIT-a za darmo i pomóż Fundacji Radia ZET

Najwyżej, jak było można

Wróćmy jednak do początków istnienia kamienicy. Zaprojektowana została przez Antoniego Jasieńczyk Jabłońskiego dla Władysława Krzymuskiego. Jak donosiła „Nowa Gazeta” z 1910 r., prace budowlane nadzorował architekt, lecz bez udziału majstrów. „Pracują tu związkowi robotnicy mularscy, dzieląc się zgodnie zyskami, bez pośrednictwa majstrów, pracując 8 godzin dziennie i każdy z nich wyrabia po 800 sztuk cegieł dziennie, czyli po 100 na godzinę. Przedsiębiorcom oddano tylko roboty specjalne, mianowicie kanalizację i centralne ogrzewanie Więckowskiemu i ska, zaś betonowe S. Metelskiemu” – czytamy.

nr 2

Mozaika z góralem autorstwa Stanisława Jagmina. Zbiory autora.

Notatka brzmi nieco jak relacja z budowy MDM-u w latach 50., ale prace postępowały naprawdę w szaleńczym tempie. W początku 1910 r. kopano fundamenty, a już w grudniu kończono ostatnie piętro.

W początku 1911 r. dom był gotowy i mając 38 metrów do dachu, mógł uchodzić za prawdziwą ozdobę Warszawy. Zarazem jedną z najwyższych i najnowocześniejszych kamienic powstałych w tym czasie w całym imperium rosyjskim. Był też w 1911 r. najwyższą kamienicą warszawską. Jej maksymalną wysokość wyznaczały w tym czasie dwa czynniki. Po pierwsze, wyżej nie dochodziło już ciśnienie wody. Po drugie, wyżej nie sięgały drabiny strażackie.

Z zewnątrz była to nowoczesna, wczesnomodernistyczna architektura, posiłkująca się jednak zarówno przetworzonymi formami renesansowymi, gotyckimi, jak też elementami późnej secesji. W słońcu silnie odbijały się ceramiczne patie dachów i rzędy kwadratowych kafelków pod oknami.

03. Witryna kwiaciarni Józefa Fariny. Kadr z filmu Moi Rodzice Rzwodzą się.

Witryna kwiaciarni Józefa Fariny. Kadr z filmu „Moi Rodzice Rozwodzą się”.

Budynek miał oczywiście wszystko to, co powinna mieć nowoczesna kamienica w tym czasie. Elektryczność, dwie windy, centralne ogrzewanie, w części okien rolety. Mieszkańcy mieli do dyspozycji bezpłatną pralnię. Starannie zaprojektowano wystrój klatek schodowych i przejazdu bramnego, a dwie dolne kondygnacje wypełniły przeszklone witryny sklepów i lokali, ożywione dodatkowo szeroką, przeszkloną werandą od strony Placu Zbawiciela. Znalazła się za nią restauracja Benigny Cicharo, później zaś m.in. Stanisławy Cebrowskiej. Z kolei na ostatnim piętrze, pod dachem, działało ówczesne solarium dr. Łuczyńskiego z gabinetami dla kąpieli słonecznych i "elektrycznych", inhalatoriami, salami zabiegów ortopedycznych i gimnastyki rytmicznej "przy grze na automatycznych organach".

Hertz zakłada „Sfinksa”

W czasie pierwszej wojny światowej wiele dawnych firm plajtowało. Inne przenosiły się. Solarium dr. Łuczyńskiego wyprowadziło się na Agrykolę. Ogromny, unikatowy i zapewne bardzo drogi lokal upatrzył sobie człowiek wyjątkowy, Aleksander Hertz. Był on obdarzonym niezwykłym talentem producentem filmowym, reżyserem i założycielem wytwórni filmowej Sfinks.

Do 1908 r. Hertz pełnił funkcję kierownika oddziału Banku Dyskontowego. Ale dawał u siebie schronienie działaczom PPS-u, w tym Józefowi Piłsudskiemu. Rosjanie aresztowali go za to i zesłali na kilka miesięcy w głąb imperium. Szybko z zesłania powrócił, jednak do pracy w banku nie miał już powrotu. Zajął się zatem dystrybucją, wyświetlaniem w kinach i kręceniem własnych filmów. W roku 1909 założył Towarzystwo Udziałowe „Sfinks”, którego udziałowcami byli też Alfred Silberlast (Alfred Niemirski), Marek Zuker i Józef Koerner.

nr 4

Kamienica przy Mokotowskiej 12 po 1945 r. Fot. Karol Pęcherski. Muzeum Powstania Warszawskiego.

Hertz miał rozległe znajomości. Dobrze był notowany w kręgach finansowych, które chętnie pożyczały mu pieniądze, miał dobre kontakty z warszawską arystokracją i burżuazją. Przed 1914 r. jego interes rozwijał się znakomicie. Wybuch pierwszej wojny światowej nie przyniósł mu plajty. Wręcz przeciwnie. Potrafił odnaleźć właściwą niszę. Jak pisze Edward Zajiček w „Zarysie historii gospodarczej kinematografii polskiej”, Hertz wykorzystał wówczas koniunkturę na propagandowy film dokumentalny. I to zarówno jeszcze w czasach panowania rosyjskiego, jak i po ucieczce Rosjan w sierpniu 1915 r. pod okupacją niemiecką. „W ten sposób zostały udokumentowane m.in.>Warszawskie pole bitwy< (październik 1914), >Uroczysta wkroczenie legionów polskich< (1916), >Zwołanie Rady Stanu i jej pierwsze posiedzenie< (styczeń 1917)”. W czasach, gdy nie było telewizji ludzie chętnie oglądali na własne oczy sceny z ważnych wydarzeń czy też niezbyt odległych od Warszawy pół bitewnych.

Umowa na 12 filmów

Ale Hertz podjął też produkcję filmów fabularnych. W kamienicy przy Placu Zbawiciela jego gwiazdą stała się Apolonia Chałupiec (Pola Negri), która w odróżnieniu od całej plejady innych aktorek nie opuściła Warszawy. Przypomnijmy tu, że aktorką filmową stała się nieco przez przypadek. Miała chrapliwy głos i złą dykcję, co zamykało jej karierę w teatrze. Na ekranie kina niemego nie miała jednak sobie równych. Jej karierą zajął się Kazimierz Hulewicz.

nr 5

Ostatnie kondygnacje kamienicy przy Mokotowskiej 12 obecnie. Niestety widoczna na zdjęciu kopuła i dach budynku są dziś obłożone blachą. Fot. Jerzy S. Majewski.

''Wszedł w kontakt ze >Sfinksem<. Napisał scenariusz >Z życia wyższych sfer< pt. >Niewolnica zmysłów< (1914), zapewnił sobie pozycję współproducenta i zaangażował podopieczną do roli tytułowej. Całość, łącznie z dwoma tańcami bohaterki, wyreżyserował Jan Pawłowski. Następnym filmem Chałupiec w >Sfinksie< była >Żona< (1915). Z okazji premiery tego obrazu aktorkę nazwano polską Aston Nielsen. Aleksander Hertz zawarł wówczas z Chałupiec dwuletnią umowę na grę w 12 filmach” – czytamy w książce Zajička.

Filmy kręcone były właśnie w studiu przy Placu Zbawiciela. Czasem filmowcy wychodzili w plener. Najczęściej niezbyt daleko – do Parku Ujazdowskiego, czy za dawne rogatki Mokotowskie. Z górki i brzegów stawu w Parku Ujazdowskim zachowały się chyba najstarsze ocalałe kadry kręcone w warszawskim plenerze. Udają nie Warszawę, lecz jeziorko na jakiejś głębokiej prowincji. Oglądamy je w filmie „Bestia” z 1917 r. Inne obrazy z Polą Negri kręcone na ostatnim piętrze kamienicy przy Placu Zbawiciela i Mokotowskiej, to m.in. „Studenci” (1916), „Tajemnice Warszawy” (1917) i „Jego ostatni czyn” (1917).

Gdy wkrótce Pola Negri wyjechała z Warszawy do Berlina, próbując robić tam większą karierę, Hertz kręcił przy Placu Zbawiciele filmy już bez niej. Były to niemal wyłącznie obrazy sensacyjne i melodramatyczne. Utrata Poli Negri, która w Berlinie zaczęła nagrywać dla studia Saturn, była dla Hertza dotkliwa. Uznał, że zerwała kontrakt i wytoczył aktorce proces. Jak miało się później okazać, proces był fikcyjny i miał na celu, poza wyciągnięciem odszkodowania od niemieckiej wytwórni, podbić wartość Poli Negri na filmowym rynku w Niemczech. Ostateczny rezultat był średni, gdyż wkrótce Saturn upadł. Sama Pola Negri wkrótce jednak miała stać się gwiazdą filmową pierwszej wielkości.

Plan pod szklanym dachem

W zbiorach Filmoteki Polskiej zachowały się zdjęcia z planu filmowego na ostatnim piętrze kamienicy przy Mokotowskiej 12. Pod szklanym dachem widać aktorów w zaaranżowanym wnętrzu mieszkalnym, reżysera, kamerzystę i operatora światła z dużym reflektorem doświetlającym plan. To dzięki takim urządzeniom filmy pod szklanym dachem można było kręcić przez cały rok. Zupełnie inaczej niż w plenerze, gdzie trudno było przewidzieć pogodę. Na innej fotografii powstałej podczas kręcenia „Arabelli” w reżyserii Witalisa Korsaka-Gołogowskiego oglądamy Polę Negri w modnym wnętrzu mieszkalnym.

nr 6

Ostatnie kondygnacje kamienicy przy Mokotowskiej 12 przed remontem. Fot. Jerzy S. Majewski

Pracę przy kręceniu „Arabelli” w 1916 r. wspominał Stefan Dekierowski: „Każdego dnia po ukończonych zdjęciach szliśmy z Korsakiem do laboratorium, żeby jeszcze tego samego dnia wywoływać nakręcony materiał (…). Przeprowadzaliśmy pierwszą dokładną kontrolę celem sprawdzenia ekspozycji i ostrości”. Potem suszyli taśmę, kopiowali ją na kopiarce wymagającej ręcznego zmieniania czasu, zaś w przerwie obiadowej oglądali już materiał na ekranie.

Łatwo sobie wyobrazić, jaką trudność musiało sprawiać wnoszenie na ostatnie piętro kamienicy scenografii. Część przygotowywana była na miejscu, ale w windzie stale wożono przeróżne niezbędne akcesoria, co zapewne irytowało niejednego zamożnego lokatora budynku.

W 1918 r., po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, Hertz powrócił do dokumentu. Widzowie znów mogli zobaczyć uroczystości w miastach odzyskiwanych przez Polskę czy zaprzysiężenie Wojska Polskiego na Placu Saskim w końcu 1918 r. Niebawem wyprowadził się z budynku. Zmarł w roku 1928. Na dachu nie kręcono już filmów, lecz kamienica zagrała jeszcze krótką scenkę w filmie Mieczysława Krawicza „Moi rodzice rozwodzą się” z 1938 r. z Jadwigą Andrzejewską w roli głównej. Przez kilka chwil widzimy autentyczną witrynę kwiaciarni Zakładu Ogrodniczego Celiosa Józefa Fariny, działającej w kamienicy aż do wojny.

Druga wojna nie przyniosła zniszczenia kamienicy, ale lata gospodarki komunalnej kompletnie ją oszpeciły. Dopiero w 2015 r. zabytek odzyskał część dawnej urody. Po wojnie zapomniano o działającej tu wytwórni „Sfinks”. Kamienica znana była z zupełnie innych powodów. Tu, w dawnej restauracji Benigny Cicharo, znalazła się szkoła języka angielskiego metodystów. Wiele uroku miała też niewielka księgarnia mieszcząca się na rogu budynku. Dziś jej miejsce zajmuje apteka.

Więcej o historii możesz przeczytać na blogu Jerzego S. Majewskiego