Sprzedawca Żabki do klientki: Pani z Białorusi? Dlaczego nie u siebie?

Katarzyna Mierzejewska
01.09.2017 15:35
Sprzedawca Żabki do klientki: Pani z Białorusi? Dlaczego nie u siebie?
fot. Waldemar Gorlewski/Agencja Gazeta

„Dlaczego nie u siebie” takie słowa usłyszała Białorusinka mieszkająca od sześciu lat w Polsce. Sformułował je sprzedawca jednego ze sklepów sieci Żabka w Warszawie. Swoją historię opisała na profilu marki w mediach społecznościowych. W sieci zawrzało. 

Pani Katarzyna Jerusalimskaja poprosiła sprzedawcę o doładowanie telefonu. Wtedy usłyszała nieprzyjemne komentarze ze strony pracownika. „Pani z Ukrainy? Słyszę po akcencie” – powiedział do kobiety. Kiedy odparła, że jest z Białorusi, on kontynuował watek. Dopytywał, czemu pani Katarzyna nie jest „u siebie”, czyli w swoim kraju. Powtórzył to pytanie kilkukrotnie. Sytuacja miała miejsce w sklepie „Żabka” przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie.

Następnie sprzedawca nie chciał jej pomóc w poszukiwaniach kodu do doładowania telefonu. „Sama sobie Pani poradzi, nie będę pomagał” – usłyszała Białorusinka.

screen1

Pani Katarzyna studiowała i pracuje w Polsce. W sumie mieszka tutaj od sześciu lat. Przyznaje, że dotąd nie spotykała się z tego typu negatywną reakcją. No może poza pewnym nieprzyjemnym wydarzeniem z 2013 roku. Katarzyna była wtedy studentką. - Podczas prezentacji filmu o białoruskiej dyktaturze. Tam opowiadałam, jak ciężko jest w naszym kraju. Wtedy jeden polski student podszedł i powiedział, ze ma nas dość – opowiada w rozmowie z Radiem ZET. – Ten chłopak mówił, że przyjeżdżamy do Polski i odbieramy Polakom pracę i zarobki  - dodaje.

Ucieczka z Białorusi

To było kilka lat temu. Sytuacja w sklepie miała miejsce niedawno. Katarzyna przyznaje, że była zszokowana. Nie spodziewała się, że w 2017 roku może jeszcze usłyszeć podobne komentarze. – Jestem wrażliwą osobą i po wyjściu ze sklepu się rozpłakałam – wspomina.

Pani Katarzyna nazywa takie traktowanie niesprawiedliwym. – Musiałam kiedyś wyjechać ze swojego kraju, bo cały czas byłam prześladowana za swoje poglądy przeciwko Łukaszence. Zabroniono mi studiować, dwa razy zwolniono mnie z pracy przez poglądy. Od KGB usłyszałam "zapomnij, że będziesz tutaj pracować albo studiować”. –wspomina. - W Polsce pracuję, płacę podatki, udzielałam się w hospicjach jako wolontariuszka. Nie wiem, czym zasłużyłam sobie na taką nienawiść ze strony Polaka – zastanawia się.

Wzrost agresji

Pani Katarzyna wspomina nieprzyjemne sytuacje, które spotkały jej znajomych – również obcokrajowców. - Pamiętam akcję z Łodzi, chyba sprzed sześciu lat. Dziewczyna z Kazachstanu wracała do domu z kursu języka polskiego i rozmawiała przez telefon po rosyjsku.  Przez to napadli ją polscy kibice i strasznie pobili. W ciężkim stanie trafiła do szpitala – relacjonuje.

Pani Katarzyna zaznacza od razu, że nie uważa polskich kibiców za złych ludzi – Wszystko zależy od człowieka – powtarza. Przyznaje też, ze od kilku lat widać napiętą atmosferę spowodowaną wzrostem zachowań nacjonalistycznych.

Z niechęci do obcokrajowców wyrażanej przez pracowników, musiała się przed rokiem tłumaczyć restauracja Aioli. "Roz....ć ciapatą rasę czas" - napisał na Facebooku szef kuchni. W wyniku interwencji inicjatywy „Chlebem i Solą” mężczyzna swój wpis usunął i przeprosił. Został też ukarany. Sama restauracja zobowiązała się zorganizować warsztaty antydyskryminacyjne.

Pani Katarzyna Jerusalimskaja dostała już odpowiedź od Żabki. Na razie bardzo lakoniczną. „Kasia, dziękujemy - zajmujemy się tą sprawą priorytetowo” – brzmiała informacja zwrotna.

Co na to Żabka?

Skontaktowaliśmy się w tej sprawie z biurem prasowym Żabki. - W momencie kontaktu z klientami personel sklepów prowadzonych pod naszymi szyldami powinien kategorycznie powstrzymywać się od wyrażania wszelkich opinii i poglądów politycznych oraz społecznych, które mogłyby kogokolwiek urazić - mówi rzeczniczka prasowa Anna Jarzębowska. -  Osoby obsługujące kupujących powinny z szacunkiem odnosić się do każdego z nich, niezależnie od narodowości, rasy czy wyznania. Wszelkie przejawy dyskryminacji innych osób są łamaniem standardów obsługi przyjętych w naszych sieciach - zapewnia.

Jarzębowska podkreśla, że firma podjęła działania w miarę swoich kompetencji.

- O zaistniałym incydencie niezwłocznie poinformowaliśmy Franczyzobiorcę sklepu, który samodzielnie prowadząc swój biznes odpowiada również za zachowanie swoich pracowników - wyjaśnia. - Poprosiliśmy go o przypomnienie kasjerom standardów obsługi w sieci Żabka. Decyzja dotycząca konsekwencji pozostaje jednak w gestii Franczyzobiorcy. Niezależnie od tego w imieniu sieci przeprosiliśmy Panią Katarzynę, która napisała do nas za pośrednictwem Facebooka. Ze swojej strony możemy zobowiązać się, że zrobimy wszystko, aby w naszych sklepach nie dochodziło do podobnych sytuacji - mówi. 

El. MŚ 2018. Czy zapewnimy sobie awans? Wypowiedz się z Mam Zdanie. 

Także komentarze internautów są podzielone. Gros osób solidaryzuje się z Katarzyną i mówi, że wstydzi się za swojego rodaka. Inni uważają, że mężczyzna wcale nie zachowywał się bardzo obraźliwie, no i może kobieta źle go zrozumiała lub jest przewrażliwiona.

Sklepy sieci Żabka funkcjonują na specyficznych warunkach. Są prowadzone przez ajentów na zasadach własnej działalności gospodarczej, w oparciu o umowę współpracy, którą każdy ajent podpisuje z firmą Żabka. I zapewne odpowiada zarówno za swój sklep, jak i pracowników.

Katarzyna Mierzejewska