Napadli go w autobusie, grozili nożem. Bo miał długie włosy i zbyt wąskie spodnie

Redakcja
08.01.2019 13:04
Autobus
fot. Tomasz Radzik/East News

16-letni chłopak został zaatakowany przed dwóch mężczyzn w jednym z warszawskich autobusów. Napastnicy kopali go i grozili nożem, a następnie wyrwali drzwi i uciekli. Poszkodowany twierdzi, że nikt z pasażerów nie stanął w jego obronie. 

Incydent, o którym pisze stołeczna "Gazeta Wyborcza" miał miejsce w ostatni czwartek w autobusie linii 145 jadącym w kierunku Ronda Wiatraczna w Warszawie. 16-letni Janek, uczeń liceum na Targówku wracał ze szkoły, siedząc z tyłu przegubowca.

Wyzywali go, kopali, chcieli okraść

Na jednym z przystanków do pojazdu weszło dwóch mężczyzn. Gdy zauważyli Janka, zaczęli go zaczepiać, wyzywać od "pedałów" i "ciot". Ten początkowo to ignorował, ale sytuacja zrobiła się groźna, gdy jeden z agresorów wyciągnął nóż, a drugi pobiegł na przód autobusu, by w razie czego odciąć zaatakowanemu drogę ucieczki. Według jego relacji, obaj mieli ok 18-19 lat, a jeden z nich czapkę z daszkiem z logo Legii Warszawa. 

W pewnym momencie nożownik kopnął mocno Janka i krzyknął do niego „Zaraz ci wy..., pedale j...”, „Oddawaj telefon, bo ci zap...lę”. Zdaniem Janka to przez jego wygląd i ubranie - nosi długie włosy, a tamtego dnia miał też na sobie obcisłe spodnie. Wtedy wstał i zamarkował gest wyjęcie czegoś z plecaka, po czym wykorzystał moment nieuwagi napastników i pobiegł w stronę kierowcy. 

– A on zareagował od razu. Chwycił telefon, zadzwonił na policję i zwolnił do 20 km na godz. Zatrzymał się na najbliższym przystanku i zamknął drzwi od środka. Mężczyźni zaczęli biegać po autobusie, krzyczeć, pytać, dlaczego nie jedziemy. Próbowali wyjść. W końcu wyrwali drzwi i uciekli – mówi Janek w rozmowie z "Wyborczą".

Policja bada sprawę, nikt ze świadków nie pomógł

Po kilku minutach przyjechali funkcjonariusze policji, którym nie udało się jednak znaleźć w okolicy bandytów. Zawieźli więc chłopaka do domu. Jeszcze tego samego dnia 16-latek udał się ojcem na komisariat, aby złożyć zeznania w sprawie zajścia. Policja potwierdza w rozmowie z gazetą, że przyjęli zgłoszenie i badają sprawę - przesłuchują świadków, zabezpieczą też nagrania z miejskiego monitoringu. 

Zobacz także

Janek przyznał, że oprócz niego, agresorów i kierowcy w autobusie przebywało jeszcze 15 osób. Niestety, nikt nie zainterweniował. – Ludzie popatrzyli sekundę i odwracali wzrok. Trochę przykre, bo gapili się przez okno i myśleli tylko o sobie. Tylko na koniec podeszła do mnie jedna starsza pani, chciała jakoś pomóc, uspokoić mnie. Myślała, że jesteśmy kolegami i wybuchła między nami sprzeczka – relacjonuje dziennikarzom "GW". 

RadioZET.pl/warszawa.wyborcza.pl/MP