Butelka w mieszkaniu Ukraińców i wulgarne hasła na korytarzu. "Won z Polski"

16.07.2019 23:46
Napisy
fot. Facebook/OMZRiK

Butelka z nieznaną substancją rzucona do mieszkania oraz obraźliwe i ksenofobiczne napisy na klatce schodowej - w ten sposób ktoś chciał zastraszyć Ukraińców pracujących przy budowie warszawskiego metra. Sprawą zajęła się już policja. 

Sprawę jako pierwszy nagłośnił Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Na swoim profilu na Facebooku opisał, że z piątku na sobotę do mieszkania w jednym z bloków na warszawskiej Woli, który zamieszkują zatrudnieni przy rozbudowie metra pracownicy z Ukrainy, ktoś wrzucił podpaloną butelkę z nieznaną substancją. 

Ksenofobiczne napisy i butelka w mieszkaniu

Oprócz tego, na klatce schodowej tego samego budynku pojawiły się wulgarne i obraźliwe napisy o charakterze antyukraińskim: "Won z Polski", "bydlaki" i "k... upalińskie" (to ostatnie określenie to nawiązanie do UPA - działającej w trakcie II wojny światowej ukraińskiej organizacji nacjonalistycznej):

"Do tego prowadzi podsycanie ksenofobicznych antyukraińskich nastrojów. Przyzwalanie na nienawiść, jaką szerzą grupy skrajnie prawicowych ekstremistów. Narracja obciążająca naszych sąsiadów zbrodniami ukraińskich nacjonalistów z czasów II Wojny Światowej. Zaczyna się od odczłowieczających słów, a wcześniej czy później znajdują się ludzie, którzy gotowi są zabijać, bo przecież to <upaińcy>. A nie ludzie, tacy jak my, szukający lepszego życia, jak tysiące Polaków na emigracji" - czytamy w poście. 

Ukraińcy publikują poruszający list

Ośrodek publikuje ponadto treść poruszającego listu, którego autorami są wynajmujący lokal Ukraińcy. "Polacy budują za granicą, a my wraz Turkami budujemy dla was stację metra przy ul. Górczewskiej. Przyjechaliśmy tu "za chlebem", ale nie chcemy go za darmo. Pracujemy bardzo ciężko 25 metrów pod ziemią, aby zasłużyć na zarabiane pieniądze. Wzbogacamy Polskę nie tylko swoją pracą, ale także płacąc podatki, z których polskie państwo finansuje m.in. szpitale, szkoły i emerytury" - czytamy. 

Zobacz także

"Nasze żony i siostry pracują często jako sprzątaczki i opiekunki dzieci - dzięki temu wielu z Was ma możliwość podjęcia lepiej płatnej pracy i podwyższenia swojego standardu życia. Dlatego nie rozumiemy powodu dlaczego jesteśmy obrzucani wyzwiskami, nasze drzwi i ściana wokół nich zostały pomalowane sprayem, a nasze drzwi obficie oplute. Podpalono nasz dom, czujemy się zagrożeni" - piszą podpisani niżej Andrzej, Bogdan i Witalij. 

"Nie ma naszej zgody na neofaszystowską narrację, na kładzenie podwalin pod zabójstwa na tle pochodzenia" - podsumowuje OMZRiK, dodając, że sprawą zajmuje się już policja. 

Policja zajmuje się sprawą

- Realizujemy w tej sprawie czynności dotyczące możliwości znieważenia. Zgłoszenie otrzymaliśmy w sobotę. Zabezpieczyliśmy ślady i wykonaliśmy na miejscu czynności z udziałem technika kryminalistyki. Sprawa została dziś przekazana do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola, miejsce jest też wciąż objęte naszym nadzorem - mówi w rozmowie z portalem metrowarszawa.pl podkom. Marta Sulowska z komendy policji na Woli. 

Zobacz także

Potwierdza również, że butelka z nieokreśloną substancją została wrzucona przez otwarte okno rzeczonego mieszkania, ale wedle ustaleń policji, w momencie gdy trafiła do mieszkania, nie płonęła. 

- Od razu została ona wyniesiona przez lokatora do kontenera na śmieci, nikomu wyniku w tej sytuacji się nie stało, nikt nie poniósł żadnych obrażeń. Funkcjonariusze zajmują się sprawą obraźliwych napisów na klatce schodowej - powiedziała dziennikarzom. 

RadioZET.pl/metrowarszawa.pl/Facebook