Zamknij
Tak wyglądało mieszkanie, które zajmowali dzicy lokatorzy.
Tak wyglądało mieszkanie, które zajmowali dzicy lokatorzy.
fot: Archiwum prywatne Krzysztofa Stachowiaka

Dzicy lokatorzy kontra właściciel. 17 lat walki o odzyskanie mieszkania

Mateusz Kapera
Mateusz Kapera Redaktor Radia Zet
24.06.2022 15:31

Ewa i Krzysztof Stachowiak przez 17 lat nie mogli wejść do własnego mieszkania, które bezprawnie zajął jej brat Krzysztof z rodziną. Już w 2010 roku sąd nakazał eksmisję lokatorów, ale ci skutecznie ją blokowali. Wymiar sprawiedliwości był bezsilny wobec działań małżeństwa J., które nie płaciło czynszu i zadłużało mieszkanie.

Ewa Stachowiak wychowała się w Warszawie. Z rodziną mieszka w bloku w centrum Warszawy w pobliżu Teatru Wielkiego. Pracuje jako pielęgniarka. Nie wie jeszcze tego, że za kilka lat jej ojciec umrze, a w spadku przepisze córce rodzinne mieszkanie. Nie spodziewa się również tego, że jej brat Krzysztof za namową żony Elżbiety zbuntuje się przeciwko decyzji głowy rodziny.

Zanim do tego dojdzie, w 1996 roku 40-letnia Ewa postanawia wyjechać do Stanów Zjednoczonych. Chce zarobić na wykupienie mieszkania, które ojciec obiecał jej przekazać po śmierci. Zdaje egzaminy, które są wymagane, aby pracować, jako pielęgniarka za oceanem. - Udało się zdać pierwszym razem i to, jak to się mówi w USA, excellent. Wydawało mi się, że nigdy nie wyjadę z Polski, ale życie pisze własne scenariusze - opowiada. Do Kalifornii wyjeżdża ze swoim partnerem Krzysztofem. On z wykształcenia inżynier po Politechnice Warszawskiej znajduje szybko pracę w biurze projektowym. W USA biorą ślub.

Niespełna 10 lat po wyprowadzce do Stanów umiera ojciec Ewy. To kolejny cios dla niej. Wcześniej straciła pierwszego męża, który w wieku 27 lat zmarł na zawał. Był kajakarzem. Karierę zakończyło wykrycie wady serca.

Jeszcze za życia ojciec ostrzegał Ewę, że może mieć problemy ze swoją bratową Elżbietą. - Pamiętam, jak ojciec przez telefon mówił mi, że Elżbieta chce zająć to mieszkanie. Ustalała nawet ze swoją matką, na którym łóżku będzie spała, gdy przyjedzie w odwiedziny. Bez wątpienia planowali przejęcie tego mieszkania - wspomina. To nie było jedyne ostrzeżenie przed bratową Ewy. W testamencie ojciec pisze, że Ewa dostaje mieszkanie w centrum Warszawy, a jej brat Krzysztof działkę w Milanówku. Przestrzega jednak córkę przed bratową.

“Krzysiek (...), dostał działkę w Milanówku, ale mi nic nie wiadomo, jak się Ela zachowa. Tak więc weź to pod rozwagę”. Za późno. Tuż po pogrzebie brat i bratowa Ewy wprowadzili się do mieszkania, które ojciec w testamencie zapisał swojej córce. - Nawet o tym nie wiedzieliśmy. Donieśli nam o tym dopiero sąsiedzi i znajomi. Byłam w szoku, bo przecież mieli swoje mieszkanie. Próbowałam dowiedzieć się, o co im chodzi, ale usłyszałam tylko, że chcą tam zamieszkać i koniec. Nie było z nimi dalszej dyskusji - mówi Ewa.

Sądowa gehenna

Rodzinny konflikt przechodzi na salę sądową. W 2009 roku sędzia stwierdza, że 53-metrowe mieszkanie w centrum Warszawy należy się Ewie Stachowiak. Nakazuje eksmisję lokatorów bez prawa do mieszkania socjalnego. Brat Ewy bezskutecznie odwołuje się od decyzji sądu. Mimo prawomocnego wyroku Krzysztof i Elżbieta J. wraz z trójką dzieci bezprawnie zajmują mieszkanie.

Jest 2012 rok. Ewa po raz pierwszy, i jak się później okaże nie ostatni, składa wniosek do komornika o eksmisję lokatorów. Pod koniec roku państwo J. otrzymują dwa zawiadomienia o wszczęciu egzekucji. Nie opuszczają jednak dobrowolnie mieszkania.

Krzysztof Stachowiak próbuje dostać się do swojego mieszkania, które zajęli dzicy lokatorzy.
fot. Mateusz Kapera

Do eksmisji nie dochodzi. Elżbieta J. zaczyna składać skargi na czynności komornika oraz liczne powództwa, które zawieszają postępowanie egzekucyjne. Za każdy razem, gdy sąd oddali powództwo lub odrzuci skargę i odwiesi postępowanie egzekucyjne, państwo J. powtarzają procedurę. Pomysłów mają wiele. Wnoszą o cofnięcie eksmisji czy przydzielenie lokalu socjalnego, mimo że ani, gdy ogłaszano wyrok eksmisji ani później ich sytuacja materialna tego nie wymagała. Elżbieta J. kilkukrotnie wnosi o wyłączenie komornika w postępowaniu egzekucyjnym. Po jednym z niekorzystnych dla niej wyroków w sprawie eksmisji wnosi nawet o wyłączenie… sędziego. Argumentuje, że sędzia podczas rozprawy staje po stronie pozwanej Ewy Stachowiak. Wniosek zostaje oddalony.

Niezależnie od absurdalności pozwów czy skarg państwa J., cierpi na tym Ewa Stachowiak i jej mąż, który będąc już na emeryturze, zajął się sądową batalią o mieszkanie. Kilkanaście razy przylatuje z USA do Polski, aby spotykać się z prawnikami, czytać akta, czy pisać pisma procesowe. To wszystko kosztuje czas i duże pieniądze. - Gdy przylatuję do Polski, to jestem bezdomnym, bo nie mam, gdzie mieszkać. Państwo J. bezprawnie zajmują moje mieszkanie i okradają mnie, bo nie płacą za czynsz, czy media - bulwersuje się.

Mijają kolejne lata, a sprawa odzyskania mieszkania zamienia się w gehennę. Lokatorzy nie płacą czynszu do spółdzielni, która grozi właścicielowi, a więc Ewie Stachowiak, licytacją mieszkania. Do tego dochodzą pretensje sąsiadów. W bloku pojawiły się prusaki, które ich zdaniem, ale także administracji, pochodzą z mieszkania zajmowanego przez Krzysztofa i Elżbietę J.

Stachowiakowie decydują się przeprowadzić w mieszkaniu dezynsekcję, aby pozbyć się robactwa. Muszą jednak dostać się do środka. J. nie współpracują, więc wynajmują firmę, która oferuje kontrowersyjną usługę “mediacji lokatorskich”. Jak tłumaczą na swojej stronie internetowej właściciele biznesu: “prowadzimy działania mające na celu odzyskanie nieruchomości, które zostały nieuczciwie zajęte”. Media wielokrotnie informowały jednak o nielegalnych eksmisjach, których dopuszczała się firma.

J. opuszczają mieszkanie, ale skarżą się Komitetowi Obrony Praw Lokatorów, że zostali usunięci siłą. Składają wniosek do sądu o naruszenie posiadania. Na czas postępowania sąd zezwala wrócić lokatorom do mieszkania.

- Nie miałem innego wyjścia. Dezynsekcję można przeprowadzić jedynie, gdy w mieszkaniu nie ma nikogo. Musiałem ją przeprowadzić, bo mieszkanie było w tragicznym stanie. Śmieci było tyle, że trzeba było wywozić je ciężarówkami, a pod nogami biegały robaki - tłumaczy się Krzysztof Stachowiak.

Tak wyglądało mieszkanie, gdy Krzysztof Stachowiak próbował przeprowadzić w nim dezynsekcję.
fot. Archiwum prywatne Krzysztofa Stachowiaka

Wszczęcie przez sąd sprawy o naruszenie posiadania oznaczało kolejne zawieszenie postępowania egzekucyjnego, które trwa już prawie 10 lat. Stachowiakowie są zrozpaczeni. Próbują szukać pomocy w telewizyjnych programach interwencyjnych, w kancelariach prawnych czy stowarzyszeniach broniących praw właścicieli. Na początku 2020 roku sąd oddala pozew państwa J. przeciwko Krzysztofowi Stachowiakowi o naruszenie posiadania. Komornik wyznacza kolejny termin eksmisji - tuż po świętach wielkanocnych. Gdy Stachowiakowie byli już pewni, że to koniec ich gehenny z dzikimi lokatorami otrzymali kolejny cios - tym razem od losu. Pandemia. Rząd ogłosił stan epidemii COVID-19, w którym nie można dokonywać eksmisji.

- Bardzo rzadko się zdarza, że zachodzi tyle okoliczności, które powodują, że przez tak długi okres prawowity właściciel nie może odzyskać swojej własności - mówi rzecznik prasowy Izby Komorniczej w Warszawie. Państwo J. zyskali nie tylko kolejne lata bezprawnego zajmowania mieszkania, ale także czas na pisanie kolejnych pism procesowych. Łącznie przez rodzinę J. do warszawskich sądów zostało złożonych kilkadziesiąt pozwów i skarg. Wszystkie zostały oddalone albo odrzucone.

Śmieci było tyle, że trzeba było wywozić je ciężarówkami, a pod nogami biegały robaki

W tym czasie Stachowiakowie próbują odzyskać pieniądze od J. za to, że mieszkają w ich mieszkaniu, nie płacąc czynszu. Wygrywają prawomocnie, a komornik zajmuje nieruchomość Krzysztofa i Elżbiety J. w Milanówku. Mimo że urzędnik zlicytował własność małżeństwa, to wciąż jednak nie odzyskał pieniędzy. - Komornik nie wyegzekwował jeszcze tych pieniędzy, gdyż państwo J. składają liczne skargi na czynności komornika - tłumaczy komornik Krzysztof Pietrzyk.

Dopiero w kwietniu 2022 roku Stachowiakowie otrzymują pozytywną wiadomość. Rząd znosi ograniczenia dotyczące eksmisji obowiązujące podczas pandemii. Eksmisja zostaje wyznaczona na 26 maja. Krzysztof Stachowiak dzwoni codziennie do sądu. Domyśla się, że państwo J. znowu będą chcieli zablokować eksmisję. Nie myli się. Elżbieta J. składa do sądu kolejną skargę na komornika, ale nie zostaje uznana. Zgodnie z przepisami nie uznaje się skarg opartych na tej samej podstawie, które zostały już oddalone. Do eksmisji jednak nie dochodzi, bo miasto nie jest w stanie zapewnić odpowiedniego lokalu tymczasowego dla państwa J. Szybko jednak znajduje inny odpowiadający wymaganiom lokatorów. Komornik wyznacza kolejny termin eksmisji - 9 czerwca.

Elżbieta J. nie poddaje się. Składa do sądu kolejny pozew przeciwko Ewie Stachowiak wraz z wnioskiem o zawieszenie postępowania egzekucyjnego. W uzasadnieniu wskazuje, że nie może dojść do eksmisji m.in. ze względu na zły stan zdrowia domowników i brak zapewnienia im lokalu socjalnego.

W reakcji na wniosek Elżbiety J. poinformowałam sąd o sytuacji między stronami – o trwającej latami, bezskutecznej eksmisji, o prawomocnych wyrokach w sprawie oraz o przyznanym lokalu tymczasowym. Mimo tego sąd wydał postanowienie o zabezpieczeniu, które w tym samym dniu uchylił, po dostarczeniu przez komornika do sądu akt egzekucyjnych - mówi pełnomocnik Stachowiaków mecenas Diana Steczkowska.

Mieszkanie Stachowiaków mieści się w ścisłym centrum Warszawy.
fot. Mateusz Kapera

Rzecznik Izby Komorniczej w Warszawie Krzysztof Pietrzyk dziwi się, że sąd po raz kolejny wydał w tej sprawie postanowienie o zawieszeniu postępowania egzekucyjnego. Jeszcze tego samego dnia się z niego wycofał.

- Sprawa toczy się od ponad 10 lat. Była badana przez sąd rejonowy oraz okręgowy, a nawet przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Dzień przed kolejnym terminem eksmisji sąd właściwie bez zajrzenia do akt sprawy zawiesza to postępowanie, po czym je uchyla. Na szczęście sprawna reakcja komornika pozwoliła zakończyć to wieloletnie postępowanie - wyjaśnia.

Proszę Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieście, żeby wytłumaczył zachowanie sędziego. W odpowiedzi dostaję zaskakującą informację, że przed podjęciem decyzji sędzia chciał zapoznać się z aktami egzekucyjnymi sprawy, ale mimo kilku ponagleń nie otrzymał ich od komornika. Dzień przed eksmisją sędzia, dysponując jedynie wiedzą z pozwu Elżbiety J., postanowił zawiesić postępowanie egzekucyjne. Zdaniem sądu dopiero po tym orzeczeniu komornik dostarczył akta, których treść zaważyła na zmianie decyzji sędziego.

- Gdyby komornik wcześniej dostarczył do sądu akta egzekucyjne, do czego był zobowiązywany mailowo i telefonicznie, być może nie zostałoby wydane przez sędziego postanowienie o udzieleniu zabezpieczenia. Skoro po zapoznaniu się z aktami komorniczymi, sędzia referent postanowienie to uchylił i oddalił wniosek o zabezpieczenie - przekazała rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie Sylwia Urbańska.

Krzysztof Pietrzyk z warszawskiej Izby Komorniczej potwierdza, że sekretarz sądowy kontaktował się z komornikiem prowadzącym sprawę w sprawie przekazania akt. Zaznacza jednak, że sąd otrzymał informację, że akta egzekucyjne znajdują się w sądzie w Wołominie w związku ze skargą i wnioskiem o wyłączenie komornika.

- Jeżeli sąd śródmiejski chciał otrzymać akta egzekucyjne to powinien zwrócić się drogą służbową do sądu w Wołominie. Między 27 maja a 8 czerwca te akta nie zostały przekazane, więc komornik dzień przed eksmisją pojechał do sądu w Wołominie, wziął akt i sam zawiózł do sądu na warszawskim Śródmieściu - wyjaśnia nieścisłości w relacji rzeczniczki sądu Krzysztof Pietrzyk.

Ostatecznie 9 czerwca, po prawie 12 latach od prawomocnego wyroku nakazującego eksmisję, Stachowiakom udaje się odzyskać mieszkanie z rąk niechcianych lokatorów. Eksmisja przebiega wolno, ale spokojnie.

- Nie spodziewałam się, że potrwa to tyle lat. Jestem szczęśliwa, że się udało i mogę wracać do Polski. Jestem wdzięczna mojemu mężowi, że poświęcił tyle czasu na walkę o nasze mieszkanie - cieszy się Ewa Stachowiak.

Kilka dni po eksmisji ze Stanów do Warszawy przylatuje Krzysztof Stachowiak. Spotykam się z nim przed blokiem, w którym mieści się mieszkanie, o które tyle lat walczył. Nie był jeszcze w środku. Czeka na przekazanie kluczy do mieszkania od mecenas Steczkowskiej. Przy wejściu do klatki schodowej mijają go sąsiedzi, którzy gratulują mu odzyskania własności, ale przede wszystkim współczują, że tyle lat to trwało. W końcu wchodzimy do środka. Okazuje się, że państwo J. nie opróżnili mieszkania w całości. Zostawili po sobie sporo rzeczy i śmieci.

“Jedyni poszkodowani w tej sprawie”

Elżbieta J. ma 50 lat. Z zawodu jest urzędnikiem, ale już nie pracuje. Krzysztof J. jest od niej starszy o 10 lat. Obsługuje miejski monitoring. Małżeństwo J. ma trójkę dorosłych synów. Dwóch z nich pracuje, jeden jeszcze się uczy. Najstarszy syn jest informatykiem i prowadzi własną działalność. Mieszka na zamkniętym osiedlu niedaleko Pola Mokotowskiego w Warszawie. Małżeństwo J. wciąż jest wpisane w księdze wieczystej, jako właściciele zajętej przez komornika nieruchomości w Milanówku.

Nie spodziewałam się, że potrwa to tyle lat. Jestem szczęśliwa, że się udało i mogę wracać do Polski

Elżbieta J. bezskutecznie zwraca się do sądu o zwolnienie od kosztów sądowych. Sędzia bez wątpliwości stwierdza, że z jej oświadczenia majątkowego wynika, że “ponoszone przez jej rodzinę koszty utrzymania są istotnie niższe niż osiągane dochody”. Elżbiecie J. nie przeszkadza to w składaniu wniosków o lokal socjalny w postępowaniu egzekucyjnym.

- Elżbieta J. pod względem sprawności w podejmowaniu właściwych czynności procesowych bije na głowę wielu prawników. Była bardzo zdeterminowana, a podejmowane przez nią działania przynosiły oczekiwane efekty. Jeździła do sądów, do komornika, przeglądała akta, składała pisma i oczekiwała w sądzie na wydanie stosownego orzeczenia, pozwalającego na dalsze, bezpłatne zamieszkiwanie w mieszkaniu państwa Stachowiaków - ocenia mecenas Steczkowska.

Próbuję skontaktować się z Elżbietą J. Chcę ją zapytać, dlaczego po śmierci teścia wprowadziła się z rodziną do mieszkania należącego do Ewy Stachowiak. Ciekawi mnie też, skąd u osoby bez wykształcenia prawniczego tak dobra znajomość prawa procesowego. Elżbieta J. nie chce jednak rozmawiać o sprawie mieszkania, z którego została eksmitowana. Z rodziną przebywa teraz w lokalu zastępczym, które dostała od miasta. Mają dwa miesiące na znalezienie innego miejsca do życia, za które będą musieli płacić z własnej kieszeni.

Eksmitowani lokatorzy pozostawili za sobą śmieci i bałagan.
fot. Mateusz Kapera

Dzwonię do Komitetu Obrony Lokatorów, który wspierał Elżbietę J. w konflikcie ze Stachowiakami. Na rozmowę zgadza się Zenobia Żaczek, która wielokrotnie interweniowała w sprawie mieszkania w imieniu państwa J. Pytam o eksmisję, która ostatecznie doszła do skutku.

- Pierwszy raz były to działania zgodne z prawem. Ta sytuacja jest inna niż wcześniej, kiedy tytułu wykonawczego nie było, a właściciel lokalu nie posługiwał się komornikiem, tylko firmą dokonującą nielegalnych eksmisji - twierdzi Żaczek.

- Prawomocny wyrok eksmisyjny zapadł w 2010 roku. Komornik trzykrotnie próbował dokonać eksmisji, ale zostały one zablokowane przez lokatorów - wtrącam.

- Takie jest ich prawo. Państwo J. mieli wątpliwości co do wyroku o spadek i też według mnie to nie jest do końca jasne - odpowiada aktywistka.

W warszawskich sądach zarejestrowanych jest kilkadziesiąt spraw założonych przez rodzinę J., które mają związek z konfliktem o mieszkanie. Według sądu liczne skargi i powództwa o zbliżonej treści doprowadziły do obstrukcji postępowania egzekucyjnego, które trwało 9 lat.
W jednym z wyroków sąd stwierdził, że Elżbieta J. nadużywała prawa procesowego i doprowadziła do obstrukcji postępowania egzekucyjnego. Uważa Pani, że działania Elżbiety J. były prawidłowe? - pytam.

- Opinie są różne. Dopóki to postępowanie się toczyło i wnioski były składane zgodnie z prawem, to wydaje mi się, że jest to działanie uprawnione - odpowiada.

- Kto jest według pani poszkodowanym w tej sprawie? - dopytuję na koniec.

- Poszkodowanymi są państwo J., a właściciel mieszkania nadużywał prawa i stosował działania bezprawne. Taka jest moja opinia - kończy Zenobia Żaczek.

Widok na starówkę

Wyprowadzenie się nielegalnych lokatorów z mieszkania Stachowiaków to tylko kolejny etap tej historii. Rodzina J. jest winna właścicielom przynajmniej 70 tysięcy złotych odszkodowania za zamieszkiwanie w lokalu bez tytułu prawnego. Mieszkanie jest też zadłużone we wspólnocie mieszkaniowej, ale Stachowiakowie powoli spłacają dług, za który odpowiedzialni się państwo J.

Do tego dojdą koszty generalnego remontu lokalu. Ewa i Krzysztof chcą na stałe przeprowadzić się z Kalifornii do Warszawy. - Mieszkanie jest zdewastowane. Musimy wymienić okna, podłogę czy zerwać tynk ze ścian. Przed nami bardzo dużo pracy. O kosztach już nie wspominając. Ale będę chciała, jak najszybciej przyjechać do Warszawy i dołączyć do mojego męża - planuje Ewa Stachowiak.

Z balkonu mieszkania Stachowiaków widać warszawską starówkę i Syrenkę. Minie jednak trochę czasu, zanim małżeństwo będzie mogło na stałe podziwiać widoki stolicy. - Po tym zdewastowanym mieszkaniu pozostał już tylko widok na starówkę - rzuca na koniec rozmowy Ewa.

Mateusz Kapera
Mateusz Kapera

Dziennikarz RadioZET.pl. Śledzi tajemnicze powiązania w sferze polityki i biznesu. W weekendowym magazynie Radia ZET publikuje materiały dla czytelników ciekawych świata. Wcześniej dziennikarz programu Uwaga! TVN i krakowskich redakcji Polska Press. Były członek Stowarzyszenia MediaTory. Masz temat? Napisz: mateusz.kapera@radiozet.pl

Twitter: https://twitter.com/MateuszKapera

C