"Okażmy wsparcie naszym siostrom i braciom z Tbilisi". Niezwykły techno-protest pod ambasadą Gruzji [WIDEO]

Redakcja
18.05.2018 23:17
Warszawa
fot. Facebook/Wyborcza.pl

Kilkaset osób tańczyło w rytm muzyki techno pod siedzibą ambasady Republiki Gruzji na warszawskiej Saskiej Kępie. Wydarzenie to był formą protestu wobec zeszłotygodniowej akcji gruzińskiej policji, która wtargnęła do dwóch znanych klubów w Tbillisi.

"Tańczący" protest pod siedzibą gruzińskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego zorganizował kolektyw Brutaż - organizatorzy słynnych w całym kraju imprez z muzyką elektroniczną pod tym samym szyldem.

Zobacz także

Wydarzenie to było manifestacją sprzeciwu wobec opresyjnej polityki gruzińskich władz (zarówno polityków, jak i służb porządkowych) oraz wyrazem solidarności z tymi, którzy ucierpieli w policyjnych operacjach w klubach Bassiani i Cafe Gallery. Przypomnijmy: w ubiegłym tygodniu funkcjonariusze policji brutalnie wkroczyli do wymienionych uprzednio lokali pod pretekstem akcji antynarkotykowej. Kluby zostały zamknięte, a sporo ludzi bezprawnie trafiło do aresztu.

"Za pomocą muzyki techno protestujemy przeciw machinacjom władzy, tańcem odpowiadamy na to, gdy innym odbierają swobodę ekspresji. Nie pozwólmy stłamsić tego ruchu! Okażmy wsparcie naszym siostrom i naszym braciom z Tbilisi. Będziemy mieć agregat, nagłosnienie, didżejów, będzie można tańczyć!" - tak organizatorzy zapowiadali na Facebooku ten niecodzienny event.

Protesty w stolicy Gruzji

W piątek przed gmachem gruzińskiego parlamentu zebrały się tysiące osób. W tańczącym proteście zamanifestowały swoją niezgodę na zachowanie policji. Demonstranci domagali się też rezygnacji ze stanowiska ministra spraw zewnętrznych. Zebrani przed parlamentem ludzie włączyli muzykę elektroniczną, a tańcem chcieli pokazać, że każdy ma prawo do wolności.

Sprawa ma swoje źródło w początkach maja, gdy cztery osoby zmarły po zażyciu nieznanych substancji w klubach nocnych w Gruzji. Policja prowadzi od tego czasu szeroko zakrojoną walkę z narkotykowym podziemiem. Narkotykowe zagrożenie było też powodem nalotu na dwa zamknięte kluby. Protestujący w Tbilisi uważali, że była to raczej manifestacja siły niżeli uzasadnione działanie. Także kluby odpierają zarzuty, zaprzeczając jakoby na ich terenie sprzedawano narkotyki. 

RadioZET.pl/Facebook/KM/MP