Podpalili drzwi do mieszkania lokalnej działaczki. Zostawili kartkę „Źródło smrodu – brudasy”

Mikołaj Pietraszewski
28.11.2018 12:31
Wałbrzych
fot. Facebook/OMZRiK

Nieznani sprawcy usiłowali podpalić mieszkanie wałbrzyskiej działaczki na rzecz tolerancji. Spłonęły drzwi, na których pozostawiono karteczkę z napisem „Źródło smrodu – brudasy”.

Jako pierwszy o sprawie poinformował Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, który na Facebooku opublikował zdjęcia z klatki schodowej w kamienicy, w której mieszka Magdalena Sawicka. Widać na nich popiół, potraktowane ogniem drzwi wejściowe, a na nich kartkę z napisem „Źródło smrodu – brudasy”:

Sawicka to jedna z osób, które w Wałbrzychu najprężniej działają na rzecz tolerancji dla odmienności i osób wykluczonych. Od kilku lat organizuje festiwal Brave Kids, będący cyklem występów grup artystycznych dzieci z całego świata. Zarządza także fundacją na rzecz wielokulturowości, prowadzi zajęcia i wykłady o tolerancji, pomaga osobom niepełnosprawnym. Niejednokrotnie zdarzało się, że gościła w swoim mieszkaniu przybyszy z różnych stron świata, co nie zawsze spotykało się z akceptacją lokalnej społeczności. 

– Zdarzało się, że ktoś na ulicy splunął mi pod nogi albo pytał „Kogo przywożę i jakie choróbska?”. Większość sąsiadów wie, czym się zajmuję, i w ostatnim czasie odczuwałam, że oni wyśmiewają moje działania. Ale do tej pory była to przykra rzadkość, z którą sobie radziłam: rozmawiałam, tłumaczyłam, zapraszałam na wydarzenia – mówi w rozmowie z wrocławską „Gazetą Wyborczą”.

Podpalenie drzwi do mieszkania

Do zdarzenia, o którym mowa, doszło w niedzielę wieczorem. Sawicka wraz z córką poczuły nieprzyjemny zapach wydobywający się spod drzwi. Gdy je otworzyły, zobaczyły wysoko unoszące się płomienie. Sąsiedzi pomogli ugasić pożar, co uchroniło je przed tragedią – nad wejściem do mieszkania umocowane są bowiem butle z gazem.

Na nadpalonych drzwiach dostrzegły kartkę z napisem „Źródło smrodu – brudasy”. Jak przyznaje w rozmowie z „GW” działaczka, to nie pierwszy raz – kartka o takiej samej treści pojawiła się już bowiem tydzień wcześniej, gdy gościła u siebie kobietę z Ukrainy. 

Wezwano już straż pożarną oraz policję, która wszczęła śledztwo w tej sprawie. Sawicka zapowiada jednak, że pomimo tego typu incydentów nie zrezygnuje ze swojej działalności. 

RadioZET.pl/Facebook/wroclaw.wyborcza.pl/MP