Zatańczą przed ambasadą Brazylii. Protest przeciw ultraprawicowemu kandydatowi na prezydenta

Redakcja
26.10.2018 17:27
Prostet
fot. Materiały organizatora

W piątek 26 października o godz. 19 pod siedzibą ambasady Brazylii na warszawskiej Saskiej Kępie odbędzie się protest pod hasłem #Elenao. Jego uczestnicy w rytm muzyki klubowej zamanifestują swój sprzeciw wobec sytuacji w Brazylii, gdzie po władzę mknie nacjonalista i populista Jair Bolsonaro.

W najbliższą niedzielę Brazylijczycy po raz drugi w tym miesiącu pójdą do urn. II tura wyborów prezydenckich rozstrzygnie, kto będzie rządził 200-milionowym (największym w Ameryce Południowej) krajem przez najbliższe cztery lata.

Trzy tygodnie temu z dużą przewagą zwyciężył Jair Bolsonaro, uzyskując 46 proc. głosów. Jego głównego rywala Fernando Haddada  z lewicowej Partii Pracujących poparło 29 proc. wyborców. Czy oznacza to, iż wyścig do Pałacu Planalto w Brasilli można uznać za rozstrzygnięty?

Solidarność z Brazylijczykami

Członkowie warszawskiego kolektywu DJ-skiego Mestico, od kilku lat organizującego imprezy z muzyką elektroniczną, przekonują, że nie. I właśnie temu poczuciu niezgody będzie towarzyszyć protest, za którym stoją. Zapewniają, że ich głównym celem jest wyrażenia solidarności z Brazylijczykami niepopierającymi Bolsonaro, a także zwrócenie opinii publicznej na sytuację w kraju, którego polityka – choć położony o jest tysiące kilometrów od Polski – może wpływać na resztę świata.

Zobacz także

- Chcemy sprzeciwić się kandydaturze Bolsonaro na prezydenta Brazylii. Jesteśmy oburzeni, że osoba, która ubiega się o ten mandat, wyraża swoje poparcie dla takich praktyk jak tortury oraz represje i stosowanie przemocy wobec przeciwników politycznych – przekonują organizatorzy.

- Obawiamy się, że Bolsonaro może sprawować urząd  bez poszanowania elementarnych praw człowieka, łamiąc wszelkie demokratyczne standardy zarządzania państwem – dodają. I przywołując jego wypowiedzi, trudno się z tym nie zgodzić.  

Homofob, seksista, wielbiciel dyktatury

„Wolałbym, żeby mój syn zginął w wypadku niż żeby był gejem”, „Nie zasługujesz na to, żeby Cię zgwałcić” (skierowane do jednej z oponentek politycznych), „Miałem czterech synów, wtedy przyszedł moment słabości i piąte dziecko okazało się dziewczynką", Jestem zwolennikiem tortur, tak samo jak lud (…) nie powinniśmy tylko torturować. Trzeba nam torturować i zabijać” - autorem tych wywołujących na przemian strach i obrzydzenie cytatów jest wspomniany wyżej Bolsonaro.

Bolsonaro
fot. Wikimedia.Commons

63-letni były oficer brazylijskiej armii w randze kapitana, a od prawie 30 lat deputowany do parlamentu. Znany ze swoich skrajnie prawicowych poglądów i ostrego języka, dalece wykraczającego poza standardy poprawności polityczną i reguły demokratycznej debaty. Nie kryje się ze swoją homofobią, seksizmem, rasizmem i wrogością wobec przeciwników politycznych. Zapowiada rządy silnej ręki i nie ukrywa, że w razie czego nie będzie się powstrzymywać od radykalnych środków, prowadzących do zaprowadzenia w państwie czegoś na wzór militarnego reżimu. 

Na jego agendę składają się też klasyczne ultraprawicowe postulaty: walkę z korupcją, zaostrzenie kodeksu karnego, powszechny dostęp do broni palnej, zakaz aborcji nawet w przypadku gwałtu oraz brak poszanowania dla jakichkolwiek praw mniejszości seksualnych. Niech podsumowanie tej wyliczanki będzie gloryfikowanie przez niego okresu rządów junty wojskowej, odpowiedzialnej w latach 1964-85 za śmierć oraz represje wobec tysięcy ludzi.

"Brazylijski Trump"

Bolsonaro nazywany jest niekiedy „brazylijskim Trumpem”, aczkolwiek nie jest to szczególnie trafna  analogia. Amerykański prezydent, choć szalony i nieobliczalny, przy Bolsonaro, którego praktycznie każdy publiczna wypowiedź brzmi jak groźba, wydaje się łagodnym liberałem.

Perspektywa dojścia do władzy faszyzującego byłego wojskowego jest bardzo realistyczna. Właściwie wszystkie sondaże dają mu przewagę 10, a nawet kilkunastu proc. nad Haddadem. I najbardziej przerażające jest to, że człowiek, którego retoryka niebezpiecznie zbliża go do łamiących prawa człowieka dyktatorów, nie idzie po władzę siłą, a niesiony uwielbieniem milionów rodaków (w I turze głosowało na niego 49 mln uprawnionych do tego Brazylijczyków).

Słowa, które spotkałyby się z potępieniem, a nawet skutkowałyby wykluczeniem ze sfery publicznej w niejednym demokratycznym państwie, w Brazylii uchodzą mu na sucho. Niech o skali, jaką Bolsonaro zaświadczy fakt, że nawet Marine Le Pen, uchodząca przecież za skrajnie prawicową w Europie, nazwała jego medialne wypowiedzi „obrzydliwymi” i „nie do pomyślenia we Francji”.

I dlatego właśnie w całej Brazylii odbyło się ponad 100 wielotysięcznych manifestacji pod hasłem #Elenao (port. „Nie on”). Akcję sprzeciwu zainicjowały ruchy kobiece, a poparcie dla nich wyraziła m.in. Madonna.

Korupcja, kryzys, populizm

Fenomen Bolsonaro nie wziął się jednak znikąd. Podglebiem dla niego okazały się przede wszystkim liczne skandale korupcyjne z ostatnich lat, w które zamieszani byli zarówno politycy prawicowego Brazylijskiego Ruchu Demokratycznego, jak i członkowie rządzącej przez 13 lat Partii Pracujących (w sumie ok. 1/3 członków składu kongresu objęta jest śledztwami prokuratorskimi). Dość powiedzieć, że z powodu zamieszania w jedną z afer do aresztu trafił były prezydent, wciąż cieszący się ogromną popularnością, Luiz Ignacio „Lula” da Silva.

Oprócz tego kryzys ekonomiczny i afera związana z ukrywaniem powiększającego się deficytu budżetowego, doprowadziły do impeachmentu następczyni Luli, Dilmy Roussef. A obecny szef państwa Michel Temer przez swoje niepopularne reformy cieszy się poparciem ok. 3-6 proc. społeczeństwa.

Jeśli dodać do tego ogólny, zauważalny w wielu państwach, wzrost tendencji populistycznych, wychodzi na to, że spora część mieszkańców Brazylii – jeszcze do niedawna jednej z najprężniej rozwijających się gospodarek świata – sfrustrowana, nastawiona antyestablishmentowo i pałająca niechęci do elit, uważa Bolsonaro za zbawcę i jedynego człowieka, który jest w stanie "oczyścić ojczyznę". 

Najpierw Tbilisi, teraz Brasillia

#Elenao to nie pierwsza tego typu inicjatywa w stolicy. W kilkaset osób zebrało się pod (także umiejscowionym na Saskiej Kępie) przedstawicielstwem dyplomatycznym Gruzji, by zaprotestować przeciw zamknięciu dwóch ważnych dla tamtejszego życia kulturalnego klubów w Tbilisi.

EN_01286251_7611

A dlaczego zdecydowano się właśnie na taką formuła protestu? - Jako Mestico najlepiej wychodzi nam granie muzyki, więc zdecydowaliśmy się na taką formę protestu, która jest nam najbardziej bliska – mówią organizatorzy.

Członkowie Mestico potwierdzają również, że są w kontakcie z brazylijskimi dyplomatami. - Podczas protestu planujemy przekazać ambasadorowi list, w którym wyrażamy zaniepokojenie sytuacją polityczną w Brazylii. Wicekonsul Paulo Thiago zapowiedział, że osobiście odbierze list - deklarują. I jakkolwiek potoczą się losy największego kraju półkuli południowej, warto dotrzeć w piątkowy wieczór na Bajońską 15, by choćby w symboliczny sposób zaprotestować 

Zobacz także

RadioZET.pl/Mikołaj Pietraszewski