"Debil", "dno", "obrzydliwa". Wykładowca Akademii Teatralnej miał poniżać studentów, ci piszą list do rektora

11.07.2018 17:19

Grupa studentek i studentów warszawskiej Akademii Teatralnej protestuje przeciwko jednemu z wykładowców, który - ich zdaniem - od lat dopuszcza się szykanowania, nękania i poniżania. Napisali w tej sprawie specjalny list do rektora, twierdząc również, że władze uczelni tuszują problem, o którym wiedzą od dłuższego czasu.

Warszawa fot. Wikimedia.Commons

Sprawę nagłośniła stołeczna "Gazeta Wyborcza". Gazeta pisze o inicjatywie studentek i studentów, którzy złożyli na ręce rektora uczelni prof. Wojciecha Malajkata pismo wraz z załączonym do niego listem poparcia autorstwa kilkudziesięciu absolwentów AT, m.in. Moniki Strzępki, Agnieszki Glińskiej, Weroniki Szczawińskiej czy Wojciech Farugi.

Przemoc psychiczna

Sygnatariusze dokumentu piszą w nim o uwłaczających praktykach (wpisujących się w kategorię przemocy psychicznej), jakich względem młodych adeptów sztuki miał w przez lata dopuszczać się ów pedagog (jego imię i nazwisko nie zostały podane do wiadomości publicznej).

Mężczyzna miał: personalnie i w sposób wulgarny obrażać swoich podopiecznych ("debil", "skarżypytka", "obrzydliwa"), w sposób niemerytoryczny krytykować podczas egzaminów albo innych wystąpień publicznych, prowadzić zajęcia pod wpływem alkoholu, a także nocami wydzwaniać i słać obraźliwe SMS-y.

Studenci piszą list

Dlaczego studenci wybrali taką formę walki o swoją sprawę? Utrzymują, że skarżyli się przez ten czas na zachowanie wykładowcy, ale władze AT miały wielokrotnie ten problem ignorować bądź bagatelizować, bo ponoć "profesor jest nie do ruszenia".

Inicjatorzy listu nazywają zachowanie profesora oraz przyzwolenie na nie ze strony władz uczelni przemocą instytucjonalną. Twierdzą, że „wywarło głęboki, krzywdzący i traumatyzujący wpływ na całe pokolenia osób studiujących na Wydziale Reżyserii” (cytat z listu za warszawską "GW").

"Kolejne roczniki studentów oddawały ankiety, w których szczegółowo opisywano nadużycia, zachowania niestosowne i przemocowe. Według naszej wiedzy władze wydziału nigdy nie zareagowały na bulwersującą zawartość ankiet, bagatelizując także bezpośrednio zgłaszane obawy i skargi” - to też możemy przeczytać w artykule.

Co powie rektor?

Dalej studenci piszą o przykrych konsekwencjach (groźbach, zastraszaniu, nękaniu, utrudnianiu studiów i karier) dla osób, które zdecydowały się podjąć jakiekolwiek kroki (np. złożenie skargi, zawiadomienie do dziekana) w odniesieniu do wykładowcy. Zwracają uwagę na jego poczucie bezkarności, nietykalność oraz fakt, iż dzięki stosunkom towarzyskim jest przez wyższe instancje "kryty" w swoich działaniach.

– Lęk przed tymi zajęciami był dla niektórych z nas już paraliżujący. Nie wyobrażam sobie, że miałabym znowu na nie pójść – mówi w rozmowie z "Wyborczą" jedna ze studentek, a druga dodaje: – Najgorsze było poczucie, że zarówno pozostali wykładowcy, jak i władze wydziału dają na to przyzwolenie.

Rektor AT prof. Wojciech Malajkat zapowiedział, że w najbliższym czasie ustosunkuje się do listu, który trafił na jego biurko.

RadioZET.pl/warszawa.wyborcza.pl/MP

Oceń