Zamknij

Wyrzucił pasażerkę z autobusu, bo miała kubek z kawą. "Poczułam się potraktowana jak śmieć"

Redakcja
30.05.2019 20:47
Warszawa
fot. Autobusy w Warszawie/Adam Burakowski/Reporter

Kierowca jednego z warszawskich autobusów wyrzucił z niego pasażerkę tylko dlatego, że miała ze sobą kubek z kawą. Mimo że kubek był zamknięty, a kierowca wcześniej poczekał na nią i otworzył drzwi pojazdu. Miejskie Zakłady Autobusowe na razie nie skomentowały jednak tego zajścia. 

Historię sprzed dwóch tygodni opisuje stołeczna "Gazeta Wyborcza", powołując się właśnie na relację pani Magdaleny. Kobieta biegła z całych sił, aby zdążyć na autobus linii 125 przy przystanku Metro Stadion Narodowy 02. Była przekonana, że nie zdąży i faktycznie, gdy dobiegła drzwi do pojazdu były zamknięte. Chwilę później jednak się otworzyła, dzięki czemu mogła wejść do środka.

Kierowca wyrzucił ją z autobusu, bo miała ze sobą kubek z kawą

Weszła trzymając w ręku kubek kawy i mając słuchawki na uszach. Nie spodziewała się jednak takiego "powitania". Zauważyła bowiem, że wyraźnie wzburzony kierowca macha rękoma w jej kierunku. – Zdejmuję słuchawki i słyszę: „Otworzyłem ci te drzwi tylko po to, żeby ci przekazać, że natychmiast masz wypier....ć z tego autobusu. Specjalnie je wcześniej zamknąłem. Nie znasz regulaminu? Nie wiesz, że do pojazdu nie można wchodzić z jedzeniem i napojami?" - mówi w rozmowie z "Wyborczą".

Zobacz także

Dodaje przy tym, że próbowała wytłumaczyć kierowcy, iż będzie jechała tylko trzy przystanki, że kubek jest zamknięty i nie zamierza z niego pić. Mężczyzna był jednak nieprzejednany - groził, że autobus nie pojedzie, dopóki pani Magdalena z niego nie wyjdzie. Swoją reakcję tłumaczył regulaminem. 

Czytelniczka musiała opuścić pojazd. – Wpuścił mnie do autobusu tylko po to, żeby wystawić na publiczne upokorzenie. Żeby na oczach wszystkich pasażerów mnie z niego wyrzucić. Poczułam się potraktowana jak śmieć, jak małolata, na której można się wyżyć – żali się dziennikarzom, dodając, że od razu postanowiła złożyć skargę na opryskliwego kierowcę. 

Zobacz także

Najpierw zadzwoniła na infolinię przewoźnika, a więc Miejskich Zakładów Autobusowych. Tam podano jej dane, które pomogły w identyfikacji kierowcy. Wysłała więc oficjalną skargę, ale od dwóch tygodni nie uzyskała na nią żadnej odpowiedzi. Dlatego też postanowiła zainteresować sprawą media. 

Rzecznik ZTM Warszawa komentuje

Rzecznik prasowy Zakładu Transportu Miejskiego Tomasz Kunert w rozmowie z warszawską "Wyborczą" potwierdza, że takie zachowanie ze strony kierowcy nie powinno mieć miejsca i że ZTM zdecydowanie je potępia. Niestety, jako instytucja nie ma instrumentów, by wyciągnąć wobec mężczyzny konsekwencje, gdyż leży to w kompetencjach przewoźnika, a więc wspomnianych MZA. 

Zobacz także

Kunert przyznaje też, że MZA zobowiązane są do przeprowadzenia szkoleń dla pracownicy w zakresie reagowania na konkretne sytuacje i komunikacji z pasażerami. Zapytany zaś o kwestię jedzenia i picia, zwraca uwagę, że osoba kierująca ma prawo wyprosić pasażera z gorącym napojem, jeżeli uzna, że istnieje zagrożenia zdrowia, zanieczyszczenia bądź uszkodzenia pojazdu. 

 – Kierowca odpowiada za pasażerów w trakcie jazdy. Gdyby było ostre hamowanie, wydarzył się wypadek, taki napój może się wylać, a jeśli jest gorący, może zrobić komuś krzywdę. Natomiast kierowca nie ma prawa odnosić się do pasażerów w ten sposób - dodaje w rozmowie z "GW". 

RadioZET.pl/warszawa.wyborcza.pl