Zamknij

Instagramerka młotkiem zniszczyła zabytkową rzeźbę w parku. Była pijana

21.02.2020 10:45
Julia S. niszczy nos aniołkowi
fot. YouTube

Ruszył proces modelki Julii S. ws. uszkodzenia zabytkowej rzeźby w Warszawie. Modelka odłupała młotkiem nos amorkowi, który stanowi element fontanny znajdującej się w Dolince Szwajcarskiej nieopodal Alei Ujazdowskich. Stołeczny konserwator zabytków zawiadomił wówczas prokuraturę.

Wideo, na którym instagramerka uderza młotkiem w rzeźbę, pojawiło się w maju ubiegłego roku na InstaStories Julii S. Słychać na nim słowa "zrób to", po czym następują śmiechy. S. przed sfilmowaniem całego zajścia upewnia się, że jest już nagrywana. Nie ma zatem wątpliwości, czy materiał powstał celowo.

Chcesz być na bieżąco z newsami z Warszawy? Dołącz do naszej grupy na FB

Nagranie wywołało ogromne oburzenie, nie tylko wśród warszawiaków. Kiedy sprawa trafiła do mediów, S. przeprosiła za swoje zachowanie, jednak dodała, że nie zamierza tłumaczyć, z jakich pobudek zniszczyła rzeźbę. Na jednym z filmów w sieci padło także stwierdzenie, że S. „chciała poczuć się jak w Minecrafcie”.

Zobacz także

Nauczka na przyszłość

W czwartek ruszył proces ws. Julii S. Przed sądem odczytano akt oskarżenia. Zgodnie z ustawą o ochronie zabytków "kto niszczy lub uszkadza zabytek, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".

Oskarżona przyznała, że w momencie, kiedy uszkodziła zabytkową rzeźbę, była pod wpływem alkoholu.

Żałuję tego, co zrobiłam. Poniosłam konsekwencje i zostałam wyrzucona z agencji modelingowej. To było trudne dla mnie, bo mi na tym zależało

- mówiła S. przed sądem.

Dodała również, że to, co się stało, było dla niej lekcją na przyszłość.

Nigdy już mi nie przyjdzie do głowy takie zachowanie

- zapewniła.

Zobacz także

Otrzymywała groźby

Instagramerka była twarzą reklamy jednego z banków. Po wyjściu na jaw faktów z maja ubiegłego roku wycofano spot reklamowy z jej udziałem.

Oskarżona powiedziała też, że otrzymywała liczne groźby w związku ze sprawą, które zgłosiła policji.

W czwartek przesłuchano także specjalistę z biura stołecznego konserwatora zabytków, który sporządził zawiadomienie do prokuratury. Mężczyzna podczas śledztwa ocenił, że koszt naprawy rzeźby może wynieść 2 tys. zł. Przed sądem dodał, że nie była to profesjonalna -, a jedynie jego subiektywna ocena szkody.

Sędzia Magdalena Zając-Prawica zdecydowała się w związku z tym wystąpić z pytaniami do Zarządu Zieleni m.st. Warszawy o szacowaną wartość szkody. Według słów S. do końca zeszłego roku rzeźba pozostawała nienaprawiona.

Termin kolejnej rozprawy został wyznaczony na 17 kwietnia.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP