Zamknij

Lekarka obserwuje ludzi na osiedlu i wylicza błędy. "Ktoś może umrzeć"

30.03.2020 15:54
kwarantanna
fot. Shutterstock

Monika Kwiatkowska jest lekarką. Pracuje w stołecznym szpitalu, jej mąż z kolei jest zatrudniony w jednej ze stołecznych placówek dedykowanych pacjentom z COVID-19. W mediach społecznościowych mieszkanka Wilanowa zaapelowała do sąsiadów o odpowiedzialne zachowanie w dobie epidemii. "Jesteśmy przerażeni tym, co dzieje się u nas na osiedlu i osiedlach okolicznych" – napisała na Facebooku.

"Respiratorów czy leków może zabraknąć"

Warszawa walczy z koronawirusem. Służba zdrowia, lekarze i pielęgniarki codziennie narażeni są na zarażenie wirusem SARS-CoV-2. Jak wygląda epidemia z ich perspektywy? Lekarka jednego z warszawskich szpitali Monika Kwiatkowska zwróciła się do warszawiaków z dramatycznym apelem.

Lekarka napisała, że na samym początku wydawało się jej, że "powaga sytuacji" dotarła do mieszkańców Wilanowa, a przechodnie stosowali się do zaleceń rządu i sanepidu.

Zobacz także

Trzymali się zalecanej izolacji i odległości. Jednak ostatnie dni pokazują, że wielu z mieszkańców kompletnie nie rozumie, z czym się mierzymy, że tym, co doprowadziło Włochów do kilkuset zgonów dziennie było to, co teraz obserwujemy na naszych ulicach – BEZMYŚLNOŚĆ

- rozpoczęła swój apel lekarka.

Zwróciła uwagę na fakt, że w szpitalach lawinowo rośnie liczba zarażonych koronawirusem. Wykorzystywane są kolejne respiratory, a coraz więcej lekarzy i pielęgniarek jest odsuwanych od pracy z powodu kwarantanny.

Póki co system ten wydaje się być jeszcze wydolny, ale tak naprawdę, każde zachorowanie lub jego podejrzenie zbliża nas do jego załamania. W pewnym momencie respiratorów bądź leków może zabraknąć Wam i Waszym Bliskim

- kontynuowała pani Monika.

Zobacz także

Lekarka o maseczkach: "Powinny być noszone"

Lekarka podkreśliła, że w Warszawie, również na Wilanowie, są osoby chore i przebywające na kwarantannie. Dlatego, jak zaznaczyła, każdy powinien powstrzymywać się od wychodzenia z domu. Pani Monika odniosła się też do kwestii noszenia maseczek.

Docierają do Was z mediów liczne sprzeczne zalecenia odnośnie ich noszenia lub nie. My, jak i większość naszych kolegów lekarzy i pielęgniarek, jesteśmy zdania, że maseczki powinny być NOSZONE PRZEZ WSZYSTKICH i brak nakazu ich noszenia jest największym błędem rządzących, który może doprowadzić do rozsiewu wirusa na taką skalę, jak we Włoszech czy w Stanach

- oceniła.

Zauważyła również, że na ulicach roi się od dorosłych i dzieci nieprzestrzegających odpowiedniej odległości między sobą. Chodzi o osoby urządzające sobie spacery i wycieczki rowerowe. Jak dodała, sprzyja temu ładna pogoda.

Ale to nie jest okres wakacji od pracy i szkoły – to czas BEZWZGLĘDNEJ KWARANTANNY DLA NAS WSZYSTKICH. Pamiętajcie, że nawet jeśli choroba Was ominie, to możecie być WEKTOREM ZAKAŹNYM DLA OSÓB STARSZYCH, NA IMMUNOSUPRESJI, KOBIET W CIĄŻY, których z pewnością jest wiele na naszym osiedlu!! Przez takie postępowanie ktoś może CIĘŻKO PRZECHOROWAĆ ZAPALENIE PŁUC, STRACIĆ DZIECKO LUB UMRZEĆ BĄDŹ STRACIĆ KOGOŚ BLISKIEGO

- zaapelowała.

Zobacz także

"Chcemy was straszyć"

Kwiatkowska poprosiła internautów, by postawili się w sytuacji pracowników służby zdrowia, którzy każdego dnia jadą do pracy z "duszą na ramieniu". I podkreśliła, że środki, które mają, są minimalne.

W większości mamy tylko to, co sami kupiliśmy za ciężkie pieniądze, materiały w szpitalach się kończą, każdy kontakt z pacjentem jest dla nas zagrożeniem. Gdybyśmy mieli wybór i nie wykonywali naszej pracy, na którą się zdecydowaliśmy, nie wychodzilibyśmy z domu NIGDZIE. Nie możemy kontaktować się z naszą rodziną. Wiem, że z moim chorym ojcem czy starszą babcią nie zobaczę się przez wiele miesięcy

- napisała.

Lekarze, którzy wracają do domu i widzą grupki ludzi na ulicach, czują się bezsilni.

Zobacz także

I czujemy, że nasza walka i poświęcenie jest bez sensu. Że i tak ci ludzie wszystko rozniosą, rozsieją, przyczyniają się do szerzenia wirusa… A powrót do normalności dla Was i dla nas będzie trwał w nieskończoność

- czytamy w apelu.

"Nie będziemy pisać, że nie chcemy Was straszyć. Tak, chcemy was straszyć. Bo niestety wiemy, że jest czym" - uważa lekarka.

Jeżeli nasza wiadomość trafi choćby do 5 czy 10 osób, to wiemy, że było warto…Jeżeli ktoś się chce podzielić tym postem z innymi, to oczywiście bardzo prosimy. Zależy nam, żeby nasz apel dotarł do jak największej liczby ludzi

- podsumowała Monika Kwiatkowska.

Zobacz także

Koronawirus - co trzeba wiedzieć?

RadioZET.pl