Zamknij

79 osób z SARS-CoV-2 w Szpitalu Bródnowskim. "Podbramkowa sytuacja"

01.04.2020 12:15
Szpital Bródnowski
fot. Mateusz Grochocki/East News

Ponad 70 osób jest zakażonych koronawirusem w Szpitalu Bródnowskim. Anonimowa pracownica szpitala w rozmowie z Marcinem Gutowskim z "Czarno na białym" w TVN24 opowiedziała o tym, jak doszło do tak dramatycznej sytuacji. "Dziewczyny z gastrologii poszły na kwarantannę. Pacjenci zostali, więc ściągali z oddziałów na dyżury" - wyjaśniła.

Koronawirus zatacza coraz szersze kręgi na Mazowszu. W Szpitalu Bródnowskim do tej pory przypadków jest kilkadziesiąt i wciąż regularnie do placówki spływają wyniki nowych testów. Rzecznik prasowy Szpitala Bródnowskiego i dyrektor Śródmiejskiego Centrum Klinicznego na warszawskim Bródnie Piotr Gołaszewski poinformował w rozmowie z PAP-em, że od 20 marca wirusa SARS-CoV-2 potwierdzono u 43 pacjentów.

23 z nich leżało na gastrologii, 16 na oddziale wewnętrznym, natomiast 4 na kardiologii. Dodał, że zarażonych jest także 29 członków personelu medycznego. Jak ustaliła TVN24, tych ostatnich jest już 36, co daje razem 79 zakażeń.

Chcesz być na bieżąco z newsami z Warszawy? Dołącz do naszej grupy na FB

W rozmowie z PAP rzecznik prasowy placówki zaznaczył, że na 15 oddziałów trzy są zainfekowane.

Na chwilę obecną nie uważam, żeby było konieczne poddawać cały szpital kwarantannie

- oświadczył.

Zobacz także

"Każda z dziewczyn wracała po jednym dyżurze na swój oddział"

Jak doszło do tego, że koronawirus zaczął się rozprzestrzeniać w placówce? Zdaniem pracownicy szpitala "oddział był zamknięty w cudzysłowie". Personel ściągano z innych oddziałów.

Problem się zaczął około 20 marca na gastrologii, gdzie lekarz miał koronawirusa. Dziewczyny z gastrologii poszły na kwarantannę, a pacjenci zostali, więc ściągali z (innych - red.) oddziałów na dyżury, na przykład w ciągu dnia z chirurgii, na noc z ortopedii, z laryngologii, z okulistyki. Po czym po trzech dniach okazało się, że kolejnych trzech pacjentów ma pozytywny wynik. Więc nic z tego dalej nie robili. Po czym każda z dziewczyn wracała po jednym dyżurze na swój oddział

- relacjonowała kobieta.

Rozmówczyni TVN24 podkreśliła, że zakażonych pacjentów przewieziono do szpitala zakaźnego dopiero po pięciu dniach od wykrycia wirusa, gdy personel zaczął odmawiać pracy na tym oddziale.

Odbyła się potajemnie ewakuacja w nocy do 24, tych pacjentów [...] dopiero prawdopodobnie na Wołoską

– opowiadała.

Zobacz także

Szpital: Nie było ewakuacji. Musieliśmy w pół godziny zorganizować opiekę nad 50 pacjentami

Rzecznik placówki zaprzeczył słowom kobiety.

Nigdy nie było żadnej ewakuacji. Jednorazowo najwyższa była chyba ośmiu osób. Z drugiej strony, decyzja żeby wieczorem ich przewieźć wynika z tego, że jest taka możliwość, jest płynność transportu

– przekonywał Piotr Gołaszewski w TVN24.

Dyrektor ds. medycznych Szpitala Bródnowskiego dr Paweł Skowronek w TVN24 przekazał z kolei, że szpital postępuje według procedur przesłanych przez inspekcję sanitarną.

Problem tylko jest taki, że niejednokrotnie taki lekarz, czy pielęgniarka, czy ktokolwiek z personelu medycznego, może bezobjawowo funkcjonować przez wiele dni, siedem, pięć dni w szpitalu i być rzeczywiście takim ogniskiem zagrożenia

- powiedział.

"Później efektem tego, gdzie my zbieramy kontakty bliskie, jest oczywiście lista wszystkich pacjentów i całego personelu, która jest uzależniona i od emocji (...) i niejednokrotnie nie daje stuprocentowej pewności wykluczenia wszystkich dodatkowych kontaktów" - wyjaśnił.

Skowronek dodał, że zgodnie z procedurami od razu zamknięto oddział, na którym pracował lekarz, u którego wykryto wirusa. Podkreślił także, że w marcu wyłączonych z pracy w szpitalu było ok. 300 osób spośród personelu medycznego, który został poddany kwarantannie.

Musieliśmy właściwie w trybie półgodzinnym zorganizować opiekę nad 50 pacjentami, którzy byli na oddziale gastrologii. [...] W związku z tym, z powodu braku jakiegokolwiek personelu innego, musieliśmy przesunąć personel z innego oddziału

- oświadczył.

"Ten personel staraliśmy się ograniczyć w funkcjonowaniu innych oddziałów, ale trzeba mieć świadomość, że to są olbrzymie szpitale funkcjonujące od początku w deficycie kadry i jeszcze po ujawnieniu się epidemii, duża część kadry medycznej idzie na zwolnienia czy kwarantanny, jesteśmy w absolutnie podbramkowej sytuacji: wybieramy między życiem i zdrowiem pacjentów a przesunięciem personelu z danych oddziałów" – dodał dyrektor Szpitala Bródnowskiego.

Rzecznik Prasowy Wojewody Mazowieckiego, Ewa Filipowicz, przyznała z kolei w rozmowie z PAP, że oficjalne informacje, ile dokładnie osób w Szpitalu Bródnowskim jest zakażonych, pozna w środę.

Zobacz także

Koronawirus - co trzeba wiedzieć?

RadioZET.pl/TVN24/PAP