Zamknij

Wróciła z Włoch z podejrzeniem koronawirusa. Jej historia nie napawa optymizmem

10.03.2020 15:50
pacjentka z Warszawy
fot. Facebook

Mieszkanka Warszawy wróciła do Polski po trzech tygodniach pobytu w północnych Włoszech. Tydzień po przyjeździe zaczęła odczuwać grypopodobne objawy: początkowo kaszel i ból głowy, następnie dostała wysokiej gorączki. Zaniepokojona swoim losem, nie chcąc zarażać innych, zadzwoniła na infolinię NFZ. I tu zaczęły się schody.

"Wsiąść w taksówkę i zakryć twarz szalikiem"

"Jeśli ktoś zastanawia się, jak wygląda poziom przygotowania naszego kraju do epidemii, to serdecznie polecam przeczytać moją historię" - napisała pani Gosia na Facebooku. Internautka właśnie zakończyła kwarantannę z powodu podejrzenia zakażenia wirusem SARS-COV-2 i nie ma dobrych wiadomości dla osób będących w podobnej sytuacji.

Chcesz być na bieżąco z newsami z Warszawy? Dołącz do naszej grupy na FB

Wróciłam do Polski, po 3 tygodniach pobytu w północnych Włoszech, 24.02 i dokładnie tydzień później zaczęłam mieć objawy choroby: początkowo kaszel, ból głowy itp. Po 2 dniach zaczęłam mocno gorączkować, więc chcąc być osobą odpowiedzialną, zadzwoniłam na podawaną wszędzie infolinię NFZ z pytaniem, co mam zrobić? Jak mam skorzystać z pomocy lekarskiej, nie stwarzając zagrożenia dla innych?

- zaczyna swoją historię internautka. 

Na infolinii usłyszała, że ma się obserwować i - w razie zaostrzenia objawów - wezwać karetkę. Pacjentka podkreśla, że 9 dni wcześniej wróciła z rejonu zagrożenia koronawirusem. Pani Gosia zadzwoniła zatem do Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, tam jednak nikt nie odbierał. Kolejny telefon wykonała na Izbę Przyjęć Szpitala Zakaźnego - tam usłyszała, że... ma leżeć w łóżku lub zgłosić się do szpitala.

Zostałam także poinformowana, że testy na koronawirusa są wykonywane jedynie osobom na kwarantannie w szpitalu i gdybym chciała mieć taki test, to nie ma takiej możliwości. Po moim pytaniu, w jaki sposób mam się tam dostać, otrzymałam odpowiedź: taksówką albo czymkolwiek. Dodatkowa rada polegała na tym, abym zakryła sobie twarz szalikiem, jadąc tą taksówką... Myślę, że to nie wymaga komentarza

- kontynuuje swoją opowieść pani Gosia.

Zobacz także

Pogotowie nie przyjedzie, bo "nie pluję krwią"

Niestety pacjentka czuła się coraz gorzej. Dzień później - między innymi z powodu "kaszlu prowadzącego do wymiotów" i wysokiej gorączki (ponad 38 st.) postanowiła znów poprosić o pomoc. Tym razem udało się jej dodzwonić do Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. Tam pani Gosi przekazano, aby skontaktowała się z Inspekcją Sanitarną, a następnie pogotowiem, które zawiezie ją do szpitala. Niestety, próba dodzwonienia się do IS nie powiodła się. Udało się jej za to porozmawiać z dyspozytorem pogotowia.

Kolejny miły Pan był zaszokowany tymi wszystkim poradami, ale też powiedział mi, że przyjedzie po mnie Zespół Ratownictwa Medycznego ubrany w specjalne kombinezony i zabiorą mnie do szpitala. Spakowałam się na ewentualny pobyt na oddziale, ale niestety w międzyczasie zadzwonił do mnie inny Pan z pogotowia i poinformował mnie, że z racji tego, że nie ma bezpośredniego zagrożenia życia, bo jeszcze nie zaczęłam mieć niewydolności oddechowej i nie pluję krwią, to niestety oni nie mogą po mnie przyjechać i mam dotrzeć do szpitala na własną rękę. Po moim pytaniu, w jaki sposób mam to zrobić, nie stwarzając zagrożenia dla innych, powtórzyła się rada z założeniem szalika na usta i nos... Dostałam informację, że mogę próbować zgłosić się do przychodni w miejscu zameldowania (na drugim końcu miasta) i oni może będą mogli mi pomóc zorganizować transport, ale w sumie to nie wiadomo

- kontynuuje internautka.

Zobacz także

Po tych przejściach pacjentce udało się nieco zbić gorączkę i "zdecydowała się sama zawieźć" do szpitala zakaźnego. Na miejscu trafiła do izolatki, a potem na oddział dzienny, gdzie została dokładnie zbadana.

Został wykonany test na grypę, który na szczęście wyszedł pozytywnie i z receptą oraz zaleceniem zostania w domu do czasu minięcia 14 dni od powrotu do Polski zostałam wypuszczona. Dodam tylko, że nie zostałam poddana testowi na koronawirusa

- podkreśla.

Zobacz także

Następnego dnia pani Gosia otrzymała telefon z Sanepidu z powtórzeniem zalecenia pozostania w domu i monitorowania temperatury do czasu minięcia 14 dni od powrotu z Włoch.

"Co gdybym miała koronawirusa?"

"Tym razem wszystko skończyło się dobrze" - podsumowuje pacjentka. "Ale co, gdybym faktycznie miała koronawirusa? Gdzie są te wszystkie skuteczne procedury stworzone przez nasze państwo? Co gdybym z tym wirusem wsiadła do tej taksówki albo z braku funduszy do metra/autobusu?" - pyta internautka. Jak podkreśla, uprzedzając ewentualne komentarze hejterów, w momencie jej wyjazdu do Włoch zagrożenia epidemiologicznego jeszcze tam nie było.

Pacjentka dodaje, że jest pesymistycznie nastawiona do tego, co się wydarzy w naszym kraju w najbliższych dniach i tygodniach.

Nie mam żadnych zarzutów wobec ratowników, lekarzy i pielęgniarek w szpitalu, na prawdę widać, że robią, co mogą, ale brak im środków i możliwości, jest za mało karetek. W szpitalu obsługa mówiła mi też o tym, że generalnie robią za infolinię, bo nikt nie jest w stanie uzyskać nigdzie sensownych informacji

- kończy swoją relację pani Gosia.

W woj. mazowieckim do tej pory odnotowano trzy przypadki zakażenia wirusem COVID-19, w całej Polsce jest ich 20. 

Zobacz także

KORONAWIRUS - CO MUSISZ WIEDZIEĆ?

Koronawirus - najnowsze informacje

Koronawirus w Polsce: liczba zachorowań, ważne informacje. RAPORT

Koronawirus - RAPORT: objawy, leczenie, epidemia

Koronawirus: interaktywna mapa zachorowań. Gdzie jest koronawirus? [Mapa live]

Koronawirus - infolinia NFZ, numer telefonu

Podejrzenie koronawirusa: co zrobić? Postępowanie epidemiologiczne [Schemat]

Procedury dot. koronawirusa na lotniskach w Polsce

RadioZET.pl