Zamknij

Wstrząsająca relacja warszawskiego ratownika. "Chcę, żeby to się skończyło"

27.03.2020 15:46
karetka pogotowia
fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk (zdjęcie ilustracyjne)

Codziennie jest na pierwszej linii frontu. Dyżury trwają nawet 36 godzin. Wyprowadził się od rodziny, aby nie narażać jej na niebezpieczeństwo zarażenia koronawirusem, a dziecku powiedział, że zobaczą się w wakacje. Warszawski ratownik Michał Fedorowicz opowiedział reporterowi TVN24 Filipowi Folczakowi o trudach swojej pracy.

Michał Fedorowicz jest ratownikiem w grochowskiej stacji pogotowia. Na co dzień jeździ karetką do warszawskich pacjentów. Liczy się z tym, że część z nich może być chora na COVID-19. Twierdzi jednak, że "przecież ktoś musi do tej karetki pójść". Jak zaznacza, część ratowników albo jest na kwarantannie, albo dostała nakaz pracy w jednym miejscu, np. w szpitalu.

Chcesz być na bieżąco z newsami z Warszawy? Dołącz do naszej grupy na FB

Sam kupił sobie maski. "Chcę być bezpieczny"

Jak wygląda codzienny dzień pracy warszawskiego ratownika? Nie jest lekko. "Poniedziałek - dyżur 24-godzinny, wtorek - wolne, środa - dyżur 24-godzinny, piątek - 24 godziny kolejnego dyżuru, potem przerwa 12-godzinna i kolejne 36 godzin dyżuru" - wylicza.

W obawie o zdrowie z własnych pieniędzy kupił sobie maseczki niezbędne do pracy. W maski przeciwpyłowe P3 ratownicy są wyposażeni, kiedy wzywa się ich do osób podejrzewanych o zakażenie koronawirusem. Wtedy zakładają kombinezony. W pozostałych przypadkach medyk sam musi się o siebie zatroszczyć.

Zgodnie z obecnym algorytmem jest powiedziane - zespół ratunkowy ma jechać do osoby niewydolnej oddechowo, z wysoką gorączką i z pewnymi oznakami zachorowania. I wtedy się ubieramy w kombinezony. A co jeśli jadą do osoby, która nie jest podejrzewana o zakażenie, a jednak teoretycznie może być chora? Wtedy nie mamy sprzętów, nie mam wszystkiego, czego bym oczekiwał. Można powiedzieć, że wydziwiam, że chcę za dużo. Chcę dużo, bo chcę być bezpieczny. Chcę mieć rodzinę, chcę wrócić do nich

- mówi Fedorowicz w rozmowie z reporterem TVN24 Filipem Folczakiem.

Zobacz także

"Chcę, żeby to się skończyło"

Jak podkreśla ratownik, praca w kombinezonie nie należy do najłatwiejszych. Trudno wtedy o normalne codzienne czynności. Na ogół ratownicy spędzają w nich 3, 4 godziny. Czasem jednak ten czas się przedłuża ze względu na "przepychanki" między szpitalami, kto przyjmie pacjenta.

Jest godzina 16. Chciałeś coś zjeść, dostałeś wyjazd. Twój jedyny posiłek to była poranna bułka i kawa, którą wypiłeś po pierwszym wyjeździe. Sześć godzin od 16. O 22 wychodzisz z kombinezonu. Twój posiłek był o 8 rano, ostatni napój o godzinie 10. Napiłeś się wcześniej, chcesz się załatwić - normalne potrzeby fizjologiczne. Nie możesz. Chcesz coś zjeść? Nie możesz. Chcesz się podrapać po nosie? Nie możesz. Ktoś do ciebie dzwoni, chcesz zobaczyć rodzinę? Twój telefon jest w kombinezonie, jest zabezpieczony przed kontaktem ze światem zewnętrznym na czas pobytu w kombinezonie

- opisuje ratownik.

Fedorowicz zapytany przez reportera TVN24 o jedno życzenie związane z epidemią COVID-19 odpowiada krótko: "żeby to się skończyło".

Nie ma innej rzeczy. Można powiedzieć "żeby rząd przekazał więcej pieniędzy". Nie ma znaczenia, ile pieniędzy przekaże, bo moim marzeniem jest, żeby to wróciło do normalności, żebyśmy wszyscy, jako naród, społeczeństwo, mogli zacząć normalnie pracować. Żeby na ulicach pojawili się znowu ludzie, żeby na placach zabaw słychać było gwar dzieci. Bo te puste place zabaw są przerażające

- podsumowuje.

Zobacz także

Koronawirus na Mazowszu

Według danych sanepidu (stan na 26 marca, godz. 16) na terenie województwa mazowieckiego w ciągu doby potwierdzono czterdzieści kolejnych przypadków COVID-19. Łącznie odnotowano ich 291. W czwartek poinformowano o dwóch kolejnych zgonach w Warszawie

78-letni mężczyzna i 84-letnia kobieta byli hospitalizowani w Warszawie  – poinformował w czwartek Mazowiecki Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny. Stan obu tych osób był ciężki. Mieli choroby współistniejące.

Pierwszy przypadek COVID-19 w Polsce potwierdzono 4 marca. Od piątku, 20 marca, obowiązuje stan epidemii. Rząd zaostrzył warunki kwarantanny. Od środy, 25 marca, w Polsce obowiązuje zakaz przemieszczania się. Można jedynie wyjść do pracy, po zakupy spożywcze, apteki, lekarza, wyprowadzić psa. Jednocześnie poruszać się w grupie mogą nie więcej niż dwie osoby, nie dotyczy to rodzin. 

Koronawirus - co trzeba wiedzieć?

RadioZET.pl/TVN24