Zamknij

Najpierw brawa, dziś hejt. Lekarce oblano drzwi farbą. "Syfa nam przyniesie"

20.04.2020 13:15
koronawirus w Polsce, lekarze
fot. STEFAN MASZEWSKI/REPORTER

W Polsce trwa epidemia koronawirusa. Na co dzień najbardziej narażone na zakażenie są osoby z pierwszej linii frontu, m.in. pracownicy służby zdrowia. Początkowo wychwalani i oklaskiwani, dziś są ofiarami hejtu.

Pielęgniarki, lekarze, ratownicy medyczni stali się z dnia na dzień bohaterami. Na ich cześć powstawały murale, a społeczeństwo nagradzało ich wysiłek oklaskami. Niestety, ci, którzy codziennie w pocie czoła ryzykują swoje zdrowie i życie, żeby pomagać w walce z epidemią, stopniowo zyskali status "persona non grata".

Chcesz być na bieżąco z newsami z Warszawy? Dołącz do naszej grupy na FB

Sąsiedzi chcieli się jej pozbyć

Wstrząsającą historią podzieliła się na Facebooku prof. SGH pani Magdalena Kachniewska. Sąsiedzi jej przyjaciółki-lekarki stwierdzili, że nie chcą z nią mieszkać w jednym bloku.

Moja przyjaciółka - lekarka pracująca w szpitalu - została bardzo stanowczo poproszona przez innych mieszkańców bloku, żeby na czas epidemii się wyprowadziła

- zaczyna post pani Magdalena.

Kobieta nie zamierzała spełnić zachcianek lokalnej społeczności, więc spotkała ją za to kara.

Usiłowała zignorować żądania sąsiadów, więc oblano jej drzwi farbą, a w pobliskim warzywniaku właścicielka odmawia jej obsługi. O ironio na początku pandemii zaopatrywała sąsiadów w maseczki i część z nich właśnie wtedy dowiedziała się, że to lekarka

- podsumowuje internautka.

Pani Agnieszka, która jest pielęgniarką również nie ma teraz lekko.

Wracałam z dyżuru. Weszłam do małego sklepu spożywczego. I słyszę, jak ekspedientki rozmawiają: "Ta to zaraz nam tu syfa przyniesie, to pielęgniarka, nie chcę jej obsługiwać". No i co miałam zrobić? Poleciały mi łzy. Zostawiłam koszyk tam, gdzie był i wyszłam

- mówi rozmówczyni TVN24.

Zobacz także

"Oklaski bardziej pomagają klaszczącym niż oklaskiwanym"

Podobnych historii jest więcej. Lekarz ze szpitala przy ul. Szaserów w Warszawie również spotkał się ze społecznym ostracyzmem. Tym razem w szkole.

Dr Piotr Kowalewski jest chirurgiem ogólnym z Wojskowego Instytutu Medycznego. Opisał, jak został potraktowany w sekretariacie w jednej z warszawskich placówek.

Byłem w zerówce syna zostawić dokumenty do podstawówki. Pani bała się wziąć ode mnie teczki z dokumentami, bo jestem lekarzem. Super się poczułem. Ogłaszam więc: myłem dokładnie ręce zanim to było modne

- podsumowuje.

W rozmowie z tok.fm przyznał, że jest sceptyczny, jeśli chodzi o postrzeganie w Polsce pracowników służby zdrowia.

Pozytywne reakcje poza szpitalem wynikają raczej z ogólnych trendów - oklaski o 13, skandowanie „dziękujemy”, murale na kamienicach. Pomagają psychicznie chyba bardziej klaszczącym niż oklaskiwanym. Jestem sceptyczny co do trwałej zmiany postrzegania pracowników ochrony zdrowia

- twierdzi.

Paweł Doczekalski, przewodniczący Komisji Młodych Lekarzy Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, w rozmowie z TVN24 wylicza podobne przypadki podczas rekrutacji do przedszkoli, która trwa w stolicy.

[...] Mamy już skargi, że prywatne przedszkola nie chcą przyjmować lekarskich dzieci. Bo boją się, że te dzieci mogą być zagrożeniem. Katalogujemy wszystkie takie przypadki. Jeśli trzeba, zajmuje się nimi rzecznik praw lekarzy

- relacjonuje.

Zobacz także

RadioZET.pl/TVN24/Tok.fm/Facebook/Twitter