Zamknij
Uczestnicy manifestacji poparcia dla obecności Polski w Unii Europejskiej na pl. Zamkowym w Warszawie
11 Zobacz galerię
fot. PAP/Albert Zawada

"Zostajemy w UE" - pod takim hasłem 10 października odbyły się w Polsce prounijne manifestacje. Na tej największej - na placu Zamkowym w Warszawie - przemawiali zagłuszani przez narodowców politycy opozycji, artyści i weteranki Powstania Warszawskiego. Dzień później o kilku incydentach poinformował rzecznik KSP, którego zdaniem manifestacja w stolicy przebiegła bezpiecznie, ale "zawsze można liczyć na kandydatki na warszawiankę roku". 

Tysiące osób i jedno hasło - "Zostajemy w Unii". Choć rząd próbuje przekonywać, że " polexit to fake news", demonstracje zgromadziły tłumy. Według szacunków stołecznego ratusza w niedzielę na placu Zamkowym i w jego okolicach mogło manifestować nawet 100 tys. osób. Inne szacunki podają prorządowe media. Według reportera TVP Info Patryka Osowskiego "nie ma wątpliwości, że frekwencja była około 10-krotnie mniejsza".

Komenda Stołeczna Policji swoich szacunków po prounijnej manifestacji nie przedstawiła, ale podała inne liczby - te dotyczące m.in. zatrzymań. - Policjanci zatrzymali łącznie dziewięć osób, wylegitymowali 71 innych, skierowano też do sądu 36 wniosków o ukaranie - przekazał w poniedziałek rzecznik KSP nadkom. Sylwester Marczak.

Policja po manifestacji na placu Zamkowym: było bezpiecznie, ale...

- Tak naprawdę moglibyśmy zakończyć konferencję słowami, że było bezpiecznie - gdybyśmy mówili (o tym, jak wyglądało to - red.) do momentu trwania zgromadzeń, które miały miejsce na placu Zamkowym. Ale z uwagi na fakt, że jesteśmy w Warszawie, zawsze możemy liczyć na osoby, które kandydują do tytułu Warszawianki Roku - stwierdził.

Jedną z zatrzymanych osób była Babcia Kasia, która według informacji przedstawionych przez Marczaka, zaatakowała uczestniczkę "któregoś ze zgromadzeń" i uderzyła ją w głowę drzewcem od flagi. - Później zaatakowani zostali policjanci, byli uderzani, szarpani - mówił rzecznik KSP i dodał, że "niestety konieczne było zatrzymanie".

Marczak nawiązał też do - jak to nazwał - "wyprowadzenia na trasę" osób przez liderkę SK Martę Lempart. Chodzi o apel nawołujący do uczestnictwa w "spacerze", po którym część osób - gdy zakończyło się już zgromadzenie na placu Zamkowym - skierowała się w stronę ul. Nowogrodzkiej, przy której mieści się siedziba PiS. - Wystarczyło wskazać, że będzie takie zgromadzenie. Myślę, że nie miałby z tym problemu ratusz, policjanci zabezpieczyliby całą trasę przemarszu, nie dochodziłoby do niebezpiecznych sytuacji, takich jak m.in. na placu Bankowym, gdzie kierujący byli zdezorientowani - mówił rzecznik.

Podczas konferencji policjanta zapytano też o zatrzymaniu Franka Brody, siostrzeńca premiera Mateusza Morawieckiego. - Środki przymusu bezpośredniego będą używane, gdy łamane jest prawo i nie ma innego wyjścia. Jeżeli mamy do czynienia z osobą, która używa racy, a policjanci podejmują interwencję i są atakowani przez tłum, może dojść do niebezpiecznych sytuacji. Obejrzałem kilka nagrań z czynnościami dot. pana Brody i nie widziałem momentu, by był kopany. Policjanci używali kajdanek. Doszło do zatrzymania, nie mam informacji, że miało dojść do pobicia – stwierdził rzecznik.

Krótko niedzielne manifestacje podsumował Tusk, zapowiadając przy tym, że to nie koniec. "Ciąg dalszy nastąpi..." - napisał na Twitterze.

Wanda Traczyk-Stawska ucisza Bąkiewicza, internet huczy

Przypomnijmy, że wśród przemawiających na Starym Mieście byli lider PO Donald Tusk, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, szef WOŚP Jurek Owsiak, były Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, aktorka Maja Ostaszewska, ale też bohaterki  Powstania Warszawskiego  Wanda Traczyk-Stawska i Anna Przedpełska-Trzeciakowska. Przemówienia były zagłuszane przez kontrmanifestujących narodowców pod wodzą Roberta Bąkiewicza, prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Na to stanowczo zareagowała Wanda Traczyk Stawska i słowami, których echo kilkanaście godzin później wybrzmiewało i zapewne nadal będzie wybrzmiewać w sieci i w polskich mediach, uciszała zagłuszającego ją narodowca: "Milcz głupi chłopie, milcz chamie skończony! Milcz, bo ja jestem żołnierzem, który pamięta, jak lała się krew".

Warszawa była jednym z wielu miast, w których zorganizowano manifestacje będące reakcją na decyzję Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wyższości prawa polskiego nad unijnym. Podobne demonstracje odbyły się m.in. w Krakowie, Gdańsku czy Poznaniu.

RadioZET.pl