Zamknij

Trafiła na SOR, wyjąc z bólu. "Prawie wszyscy się tu przez panią porzygaliśmy"

18.12.2019 17:15
szpital SOR
fot. MICHAL KOSC/REPORTER, zdjęcie ilustracyjne

Pacjentka trafiła na szpitalny oddział ratunkowy w Warszawie z ogromnym bólem. Kiedy w końcu zajął się nią lekarz, miała usłyszeć skandaliczne słowa. Szpital tłumaczy, że chodziło jedynie o "rozładowanie negatywnych emocji".

Pani Maria razem z partnerem spędzała wakacje w Dubaju. Sielankę przerwał "potwornie bolesny i wciąż powiększający się ropień". Ból był tak ogromny, że Polka postanowiła przerwać urlop i wrócić do kraju. O sprawie jako pierwsza napisała "Gazeta Wyborcza".

Chcesz być na bieżąco z newsami z Warszawy? Dołącz do naszej grupy na FB

"Zostałam oszukana"

Wprost z lotniska kobieta pojechała na SOR szpitala na Solcu. Tam przeżyła koszmar, a swoją historią podzieliła się na Facebooku.

Ubezpieczyciel kupił mi bilet, abym bez przesiadek mogła jak najszybciej znaleźć się w domu. Bolało mnie bardzo, nie mogłam prawie w ogóle siedzieć ani się poruszać. Co więcej, wkrótce po wylądowaniu w Warszawie dostałam gorączki - to był znak, że trzeba jak najszybciej jechać na SOR - napisała.

Na miejscu - jak relacjonuje pani Maria - dokuczał jej już nie tylko ból. Dostała gorączki i dreszczy. Dopiero po 4 godzinach zainterweniował chirurg, który po krótkiej obserwacji zarządził, że przeprowadzi zabieg w znieczuleniu miejscowym.

Zapytałam tylko, czy to będzie boleć, bo w Dubaju usłyszałam, że takie rzeczy robi się w lekkiej narkozie, żeby nie narażać pacjenta na ogromny ból. Chirurg odpowiedział, że tylko wkłucia będą bolesne, ale że w ogóle to potrwa w sumie 30 sekund i pojadę sobie jeszcze dziś do domu i będzie cudownie. Niestety, szybko się okazało, że zostałam oszukana, że ból jest nie do zniesienia i że trwa, i trwa, i trwa - pisze poszkodowana.

Zobacz także

"A teraz wytrę Pani du*ę"

To nie był koniec męczarni. Okazało się, że pacjentka doświadczyła nie tylko bólu, ale i upokorzenia. Jak twierdzi, podczas zabiegu miała usłyszeć skandaliczne słowa.

Kiedy wrzeszczałam i szlochałam z bólu, pan chirurg opowiadał mi o tym, że nie lubi Arabów, a właściwie to „nienawidzi ciapatych”, że są brudni i śmierdzą (Serio??? Lekarz mówi takie rzeczy pacjentowi? W swoim miejscu pracy? W szpitalu w Warszawie?). Kiedy było po wszystkim, usłyszałam jeszcze: „A teraz wytrę Pani du*ę” (czy tak nazywamy tę część ciała w medycynie???) oraz „prawie wszyscy się tu przez Panią porzygaliśmy” - kontynuowała.

Jak pisze pani Maria, wspomnienia po opisanej przez nią traumie jeszcze długo były żywe.

Wyszłam z gabinetu i jeszcze długo płakałam z niemocy, ze złości i z ogromnego poczucia krzywdy, że zostałam tak potraktowana, kiedy byłam najbardziej bezsilna i bezbronna - podsumowała.

Zobacz także

"Rozładowanie negatywnych emocji"

Jak podaje "Wyborcza", dwa dni po wizycie na SOR-ze pacjentka zdecydowała się złożyć skargę na lekarza do dyrekcji szpitala. Co na to placówka? Dziennik cytuje oświadczenie Ewy Rogali, zastępczyni rzecznika prasowego ratusza.

Zgodnie z informacjami, jakie przekazał lekarz pełniący tego dnia dyżur na SOR, rozmowa przeprowadzona z pacjentką miała na celu wyłącznie rozładowanie negatywnych emocji związanych z leczeniem choroby i odwrócenie uwagi od przeprowadzanych czynności. Pacjentka po udzieleniu informacji o istocie zabiegu wyraziła zgodę na proponowaną metodę leczenia, w każdej chwili jej trwania miała prawo do rezygnacji, a sama kwalifikacja miała na celu przyniesienie jak najszybszej ulgi – brzmi oświadczenie cytowane przez „Gazetę Wyborczą.

Lekarz odniósł się również do wulgarnych zwrotów, na które poskarżyła się pacjentka.

Jak twierdził, „zostały one wyrwane z kontekstu szerszej wypowiedzi, jak i przeinaczone”. Szpital nie wyklucza jednak sytuacji, w której „lekarz prowadząc z pacjentką dialog, nie w pełni przemyślał każde wypowiedziane słowo”.

Nie można także wykluczyć, iż pod wpływem stresu, który towarzyszy znacznej części zabiegów medycznych, słowa lekarza mogły zostać przez pacjentkę zrozumiane opacznie - czytamy w oficjalnym piśmie.

Zobacz także

RadioZET.pl/"Gazeta Wyborcza"/Facebook