Zamknij

Policjant ochraniał marsz ONR. Teraz ma kłopoty i zbiera na pomoc prawną

12.02.2020 11:49
marsz ONR
fot. Jakub Kaminski/East News (zdjęcie ilustracyjne)

Funkcjonariusz, który zabezpieczał marsz ONR w Warszawie, uruchomił internetową zbiórkę pieniędzy na pomoc prawną. Akcję udostępniono na profilu facebookowym Policji.

Sąd skazał policjanta. Zbiera pieniądze na pomoc prawną

Policjant miał doświadczenie w zabezpieczaniu marszów i demonstracji, a jego służba - jak napisał na stronie internetowej zbiórki - od początku "przebiegała wzorowo". Był nawet nagradzany za interwencje poza godzinami pracy. 1 sierpnia 2017 r. podczas ochraniania marszu ONR w Warszawie na polecenie jednego z dowódców policjant miał wylegitymować osoby poruszające się w kontrmanifestacji.

Chcesz być na bieżąco z newsami z Warszawy? Dołącz do naszej grupy na FB

Wybrałem pierwszą osobę z brzegu, była to starsza Pani która niosła transparent. Przedstawiłem się, podałem przyczynę interwencji i poprosiłem o okazanie dokumentu tożsamości. Ale kobieta mnie zignorowała i próbowała się oddalić, więc przeprowadziłem ją pod pobliską ścianę budynku, gdzie jej możliwości manewru będą ograniczone

- tłumaczył policjant na stronie zbiórki.

Wtedy na mundurowego zaczęła napierać chmara manifestantów. "Wpychając mi pod nos telefony, wykrzykiwali na mnie że <<jakim prawem>> ja <<zatrzymuję>> tę starszą panią" - relacjonował.

"Zaczął krzyczeć, że policja to gestapo"

Kobieta w końcu okazała dokument tożsamości. Wtedy - jak przekazał policjant - do sprawy wtrącił się stojący nieopodal mężczyzna, który zaczął się "wpychać" i "krzyczeć, że funkcjonariusz ma okazać legitymację oraz że "jego działania są bezpodstawne". Miał być napastliwy i agresywny.

Powiedziałem, że albo da mi wykonać moją pracę, albo użyję w stosunku do niego środków przymusu. Ale on mnie nie słuchał, dalej na mnie krzyczał. Więc odepchnąłem go od siebie jako ostrzeżenie, aby tak blisko do mnie nie podchodził. Zwykle ludzie rozumieją, że właśnie osiągnęli limit i należy się wycofać. Ale nie nasz bohater, on zamiast tego zaczął znowu na mnie krzyczeć, tym razem że jestem gestapowcem i że cała policja to gestapo 

- mówił.

Policjant zatrzymał mężczyznę, który usłyszał zarzut znieważenia funkcjonariusza publicznego. Został uniewinniony, ponieważ według sądu "był wzburzony i w związku z tym miał prawo nazwać policjanta gestapowcem".

Potem wypłynęły kolejne kwiatki, ponieważ jak się okazało, bronił się on w taki sposób, że to ja podobno go zaatakowałem, uderzając łokciem w brzuch. Sąd dał wiarę takiemu tłumaczeniu i w związku z tym teraz to mi postawiono zarzuty przekroczenia uprawnień

- kontynuował funkcjonariusz.

Sąd I instancji uznał go winnym przekroczenia uprawnień i skazał na 2 miesiące więzienia w zawieszeniu na 2 lata oraz na 5 lat zakazu wykonywania zawodu policjanta. Jak twierdzi policjant, w praktyce "oznacza to dożywotnie usunięcie z szeregów policji". Dlatego złożył apelację i zbiera pieniądze na pomoc prawną.

Kolegę wspierają też inni policjanci. "Głęboko wierzymy, że Sąd II instancji weźmie pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy, przemawiające na korzyść policjanta" - czytamy w poście opublikowanym na profilu facebookowym polskiej Policji.

Zobacz także

RadioZET.pl/Policja/Zrzutka.pl