Zamknij

Praca "na czarno" przy miejskich projektach w Warszawie. Urzędnicy nic nie wiedzieli

26.08.2022 10:30
Robert K.
fot. Facebook/Wioska Żywej Archeologii

Fundacja Gesta, która razem z Domem Kultury „Świt” w Warszawie realizowała projekt Wioski Żywej Archeologii, zatrudniała pracowników nielegalnie - ustalił portal RadioZET.pl. Co na to warszawski ratusz? - Kontrola jeszcze się nie skończyła, nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie - przekazała nam rzeczniczka Urzędu m. st. Warszawy. 

Wioskę Żywej Archeologii prowadził 51-letni Robert K., nazywany Wikingiem z Bródna. Zanim trafił do aresztu z zarzutem pedofilii, robił karierę jako rzutki społecznik organizujący życie kulturalne Targówka. Wioska była wspólnym projektem Fundacji Gesta i Domu Kultury “Świt”. Przedstawiciele tej instytucji dystansują się od Roberta K. i nie przyznają do współpracy. Portal RadioZET.pl uzyskał od Urzędu Dzielnicy Targówek dokumenty, które rozwiewają w tej sprawie wątpliwości. Uchwała Zarządu Dzielnicy Targówek z 17 sierpnia 2021 roku jasno stanowi, że Fundacja Gesta, której współzałożycielem jest Robert K., realizuje projekt Wioski Żywej Archeologii wspólnie z Domem Kultury “Świt”.

Dyrektorka “Świtu” Lidia Krawczyk zignorowała nasze pytania o tę współpracę. Według rzecznika Urzędu Dzielnicy Targówek Rafała Lasoty brak stanowiska Krawczyk ws. Wioski to „jawna niekompetencja”. - Oni to prowadzili razem z Fundacją Gesta, to nie jest tak, że ona sama tam działała i jest uchwała w tej sprawie podjęta przez zarząd - wyjaśnił. Pytany o to, czy Krawczyk może stracić stanowisko, odpowiada, że trzeba poczekać na wyniki kontroli, która jest prowadzona przez miasto oraz zarząd dzielnicy.

Praca "na czarno" przy miejskich projektach w Warszawie

Krawczyk nie chciała również odnieść się do zarzutów wobec Roberta K, a wciąż pojawiają się nowe. Jak ustaliliśmy, Wiking pracowników zatrudniał nielegalnie, chociaż realizował szereg projektów dla miasta i szkół, a także korzystał ze środków z budżetu obywatelskiego.

Pan Robert zatrudniał osoby na czarno i rozstaliśmy się w bardzo niemiłej atmosferze z powodu braku zapłaty za moją pracę

osoba, która pracowała w Wiosce

Pieniądze na projekty realizowane przez Wioskę nie były małe. Jak powiedział nam rzecznik Urzędu Dzielnicy Targówek Rafał Lasota, tylko na organizację jarmarku świątecznego na zlecenie Ośrodka Sportu i Rekreacji Dzielnicy Targówek przeznaczono ponad 60 tys. złotych.

Uchwała Zarządu Dzielnicy Targówek ws. współpracy DK "Świt" z Fundacją Gesta
fot. Rafał Lasota

Dyrektor OSiR Targówek Jacek Pużuk powiedział, że “nie miał informacji”, by Robert K. zatrudniał osoby nielegalnie. - W umowie, którą miałem zawartą (na organizację jarmarku – przyp. red.) tam nie było potrzeby zatrudnienia zbyt dużej liczby osób. Pan Robert miał dostarczyć stoiska handlowe, zorganizować całą infrastrukturę, prąd i tak dalej. Pracowali tam raczej podwykonawcy. Miał też zapewnić wystawców, czyli zewnętrzne podmioty - wyjaśnił Pużuk.

Wiking z Bródna miał nie płacić pracownikom

Urząd Dzielnicy Targówek o procederze pracy “na czarno” nie wiedział, chociaż Robert K. zna się z zastępcą burmistrza Targówka i liderem PO w tej dzielnicy Krzysztofem Miszewskim. Rzecznik Rafał Lasota, pytany o to, czy Robert K. utrzymywał kontakty z urzędnikami, m.in. z Miszewskim, wskazał, że formalnie współpraca dotyczyła tylko jednej umowy w wysokości 9 tys. złotych w ramach dofinansowania organizacji pozarządowych. - Natomiast o innych kontaktach nie słyszałem. Jeżeli będą takie pytania, to mam nadzieję, że odpowiednie służby będą o to pytały - stwierdził Lasota. 

Zapytaliśmy o pracowników “na czarno” również stołeczny ratusz. Niestety, wciąż nic nie wiadomo. “Kontrola jeszcze się nie skończyła, nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie” - ucięła rzeczniczka Urzędu m. st. Warszawy Monika Beuth-Lutyk. 

Jak powiedziała nam Aleksandra Drogosiewicz, działaczka stowarzyszenia "Razem dla Targówka" od wielu miesięcy badająca podejrzaną działalność Wikinga, “sprawa jest rozwojowa”, a to co widzimy teraz jest zaledwie “czubkiem góry lodowej”. Sprawa nielegalnego zatrudniania pracowników pokazuje, że miała rację.

Wioska Żywej Archeologii złym miejscem dla zwierząt

Kolejny nowy wątek dotyczy puchacza białego, który był jedną z głównych atrakcji Wioski, bo wygląda jak “sowa z Harrego Pottera”. Dotychczas wiadomo było, że ptak był przetrzymywany bez odpowiednich pozwoleń. Teraz dowiedzieliśmy się, że sowa była po prostu zamęczana.

- Budka, w której przetrzymywano sowę była zrobiona dla o wiele mniejszego ptaka. Z założeniem, że spędza on tam tylko dzień, by mieć ochronę przed słońcem i deszczem. A nie, że jest zamykany na amen bez możliwości wyjścia, rozprostowania skrzydeł - ocenił nasz anonimowy rozmówca, który zawodowo opiekuje się chronionymi ptakami.

Wioska Żywej Archeologii
fot. RadioZET.pl/Wioska Żywej Archeologii

- Nie jeden raz się zdarzyło, że sowa miała założone tylko jedno pęto (skórzane paski na nodze – przyp. red.). A powinna mieć dwa, by nie uszkodzić biodra - dodał ekspert. Sowa źle znosiła częste pokazy dla gości Wioski, które organizował Robert K. Puchacz był obfotografowywany z rozłożonymi skrzydłami, bo podobało się to publiczności. - W mojej ocenie sowa była najzwyczajniej męczona. Rozkładanie skrzydeł przy każdym zdjęciu jest dla ptaka niekomfortowe. Ptak je rozkłada, ponieważ traci równowagę - dowiedzieliśmy się od rozmówcy, który poprosił o zachowanie anonimowości.

Kontrola w Domu Kultury "Świt" trwa już prawie dwa miesiące

Urzędnicy ze stołecznego ratusza oraz Urzędu Dzielnicy Targówek na początku lipca wszczęli dwie niezależne kontrole w Domu Kultury “Świt”, aby sprawdzić wszystkie umowy zawarte z Fundacją Gesta. Oba postępowania trwają już prawie dwa miesiące. - Zakres działania tej fundacji był dosyć szeroki. My się powoli zbliżamy do końca - wyjaśnił rzecznik burmistrz Targówka Rafał Lasota.

Do biura prasowego stołecznego ratusza 1 sierpnia wysyłaliśmy kilkanaście pytań m.in. o dotychczasowe ustalenia. Zwykle odpowiedź w trybie dostępu do informacji publicznej udzielana jest w ciągu 14 dni, ale urząd wydłużył ten czas aż do 1 października. Jak widać warszawscy urzędnicy pracują w tej sprawie z wielkim mozołem. 

O tym, że wyjaśnienie działalności Wikinga nie jest prostym zadaniem przekonała się też Aleksandra Drogosiewicz. Działaczka w lipcu próbowała na sesji rady dzielnicy Targówek zadać pytania m.in. o roszczenie ws. działki wydzierżawionej Wiosce. Przewodniczący Michał Jamiński z PO nie dopuścił jej do głosu. - Zachowanie Jamińskiego było karygodne - podsumowała Drogosiewicz.

Okoliczności zamknięcia Wioski do tej pory pozostają niejasne. Przestała działać 21 czerwca, dzień po kontroli sanepidu, który stwierdził, że Robert K. sprzedawał tam kwas chlebowy, miód z pasieki oraz wędliny i sery bez odpowiednich pozwoleń oraz w złych warunkach sanitarnych. Nieoficjalnie wiadomo, że powodem zamknięcia było roszczenie prywatnej osoby do fragmentu parku, który dzierżawił Robert K. Projekt realizowany był jednak od ponad czterech lat. Dlaczego roszczenie pojawiło się dopiero teraz? Ratusz nie udzielił odpowiedzi na to pytanie. Dowiedzieliśmy się jedynie, że kontrola wciąż trwa.

Robert K. przyznał się do "obcowania płciowego" z 14-latką

Wciąż toczy się też prokuratorskie postępowanie przeciw Robertowi K. ws. "obcowania płciowego" z 14-letnią wolontariuszką. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Katarzyna Skrzeczkowska przekazała nam, że Robert K. przyznał się do winy. “Przesłuchano w tej sprawie pokrzywdzoną, a także innych świadków. Trwają czynności zmierzające do ustalenia innych pokrzywdzonych, ale na tym etapie szerzej o tym nie informujemy” - stwierdziła Skrzeczkowska. 

Na facebookowym profilu Wikinga do tej pory można znaleźć zdjęcia Roberta K. w otoczeniu bardzo młodych dziewczyn. 51-latek nie ukrywał też swojej relacji z 14-latką. Wiking chwalił się na Facebooku wspólnymi podróżami z nastolatką po Polsce, na jednym ze zdjęć towarzyszy im dorosły syn Roberta K., który niestety nie chciał skomentować sprawy.

RadioZET.pl 

C