Zamknij

Przyjęli pacjenta w sobotę, na wtorek zlecili badania. 64-latek się wykrwawił

20.01.2020 14:20
szpital
fot. ADRIAN SLAZOK/REPORTER (zdjęcie ilustracyjne)

Pan Andrzej trafił w sobotę do szpitala w Pruszkowie z silnymi bólami brzucha, wymiotami i biegunką. Lekarze gastroskopię zlecili dopiero na wtorek. Pacjent badania nie doczekał. W przyszłym roku miał iść na emeryturę.

Andrzejki 2019 roku 64-latek spędzał w towarzystwie synów i wnuków. W pewnym momencie mieszkaniec Pruszkowa tak źle się poczuł, że nie mógł usiąść do stołu. Historię przytoczyła "Gazeta Stołeczna".

Zobacz także

Mężczyzna skarżył się na silne bóle brzucha i biegunkę ze smolistą mazią. Był bardzo osłabiony i wymiotował krwią.

Wezwaliśmy karetkę. Ratownik od razu stwierdził, że to najpewniej krwawienie z układu pokarmowego. Wzięli go na SOR, a nam kazali przyjechać za 30 minut. Tak zrobiliśmy - opowiadał pan Łukasz, syn 64-latka, w rozmowie z "Wyborczą".

Chcesz być na bieżąco z newsami z Warszawy? Dołącz do naszej grupy na FB

Zaplanowali gastroskopię trzy dni później

Po krótkich oględzinach pacjent trafił na oddział chorób wewnętrznych Szpitala Powiatowego w Pruszkowie.

Lekarz tylko podłączył tacie kroplówkę, nie wykonał żadnych badań, ani gastroskopii, ani USG - relacjonował "GW" pan Łukasz.

Była sobota. Jak wynikało z dokumentacji medycznej, gastroskopię zlecono dopiero na wtorek. Rodzina odwiedziła pacjenta w niedzielę i w poniedziałek. Pacjent z każdym dniem czuł się coraz gorzej.

W poniedziałek nad ranem upadł, wychodząc do toalety, wciąż skarżył się na ból brzucha, był osłabiony. Ale myśleliśmy, że lekarze wiedzą, co robią - dodał syn 64-latka.

Zobacz także

Gdyby zareagowano wcześniej, mężczyzna by przeżył

Dyżurna lekarka oceniła stan pana Andrzeja na "dość dobry". W poniedziałek wieczorem mężczyzna stracił przytomność. Wtedy wezwano do niego chirurga w celu zbadania źródła krwawienia. Było już jednak za późno. Krwotoku nie udało się zatamować.

Beata Bosak-Kruczek, pełnomocniczka rodziny pana Andrzeja, która specjalizuje się w sprawach medycznych, uważa, że gdyby lekarze zareagowali wcześniej, 64-latek wciąż by żył.

Lekarze wiedzieli, że pacjent oddał czarny stolec, wymiotuje krwią, ma biegunkę, zasłabł i jest ogólnie osłabiony. Mimo to oprócz badań laboratoryjnych krwi oraz EKG serca nie wykonali żadnych badań diagnostycznych, aby ustalić, czy powodem krwawienia z przewodu pokarmowego jest pęknięcie wrzodu lub inna perforacja przewodu, jak rozległe jest krwawienie i gdzie jest umiejscowione - zaznaczyła prawniczka, cytowana przez "GW".

Prawniczka dodaje, że w takich sytuacjach zleca się gastroskopię, którą zaplanowano na trzy dni po zgłoszeniu do szpitala.

Podejmując leczenie zachowawcze, lekarze doprowadzili do wystąpienia wstrząsu krwotocznego i niewydolności wielonarządowej, pacjent wykrwawił się na ich oczach - podkreśliła radczyni prawna.

Zobacz także

"Na odszkodowanie są małe szanse"

Po stwierdzeniu zgonu do rodziny przyszedł lekarz.

Zapytał, czy chcemy, by tacie wykonano sekcję zwłok, przy czym zaznaczył, że to potrwa i możemy nie zdążyć pochować go do Bożego Narodzenia. Następnego dnia spotkał się z nami zastępca dyrektora placówki. Powiedział, że być może zawiódł czynnik ludzki, ale na odszkodowanie są małe szanse, bo szpital jest mocno zadłużony. Poprosiliśmy o sekcję zwłok i pomoc prawnika - powiedział pan Łukasz w rozmowie z gazetą.

Rodzina pacjenta nie widziała jeszcze wyników sekcji. W Prokuraturze Regionalnej w Warszawie złożono zawiadomienie o możliwości popełnienia błędu medycznego przez lekarzy ze szpitala w Pruszkowie.

Jak zaznacza "GW", dyrektorka placówki Elżbieta Makulska-Gertruda nie odniosła się do pytań o zachowanie lekarzy. Oświadczenie wystosował za to dział prawny.

Wobec prowadzonego postępowania nie możemy udzielać żadnych informacji, które miały by związek ze sprawą. Dobro prowadzonego postępowania oraz rzymska zasada domniemania niewinności wymaga, aby do chwili zakończenia postępowania wstrzymać się z komentarzami - napisała Maria Jasińska z działu prawnego.

Rodzina nie może pogodzić ze śmiercią bliskiego. Pan Andrzej w przyszłym roku miał iść na emeryturę, a dziś świętowałby narodziny kolejnego wnuka.

Jeśli ktoś zawinił, powinien ponieść konsekwencje - podsumował pan Łukasz.

Zobacz także

RadioZET.pl/"Gazeta Wyborcza"