Zamknij

Strzelanina w Warszawie. Nieoficjalnie: syn miał zabić ojca. Nowe fakty

07.05.2021 16:40
strzelanina w warszawie na gocławiu
fot. PAP

Strzelanina w Warszawie. W rejonie ulicy Umińskiego I Komorowskiego na Gocławiu na Pradze-Południe doszło do krwawych wydarzeń. Jak dowiedziała się PAP, w pralni znaleziono zwłoki mężczyzny. Drugi - który zaatakował funkcjonariuszy - jest ranny. Policjanci oddali strzały ostrzegawcze. Z nieoficjalnych ustaleń wynika, że w lokalu doszło do awantury między ojcem i synem.

Strzelanina w Warszawie. Nie żyje właściciel pralni na Gocławiu, a jego syn z ciężkimi obrażeniami – ranami kłutymi – został zatrzymany i trafił do szpitala. Z nieoficjalnych ustaleń PAP wynika, że w lokalu doszło do awantury między ojcem i synem. Trwa zabezpieczanie miejsca i ustalanie przyczyny tragedii.

"Ok. godz. 13.30 funkcjonariusze policji zostali wezwani do interwencji w jednym z lokali usługowych (pralni - red.) przy ul. Bora Komorowskiego. Ze zgłoszenia wynikało, że ktoś może potrzebować pomocy. Na miejsce policjanci przybyli jednocześni ze strażą pożarną, której funkcjonariusze umożliwili dostanie się do lokalu, którego drzwi były zamknięte. W środku policjanci zastali mężczyznę, który trzymał w dłoni niebezpieczne narzędzie, nie reagował na polecenia. Mężczyzna zaatakował funkcjonariuszy i podjął próbę ucieczki" – powiedział asp. Rafał Retmaniak z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Strzelanina w Warszawie. Nieoficjalnie: syn miał zabić ojca

Policjanci oddali strzały ostrzegawcze. Mężczyzna został obezwładniony i zatrzymany. Jak ustaliła PAP, jest on synem właściciela pralni, którego zwłoki ujawniono podczas oględzin lokalu. Mężczyzna miał rany kłute.

Zatrzymany mężczyzna został zabrany do szpitala przez pogotowie ratunkowe. Miał liczne obrażenia niewynikające z postrzału, najprawdopodobniej zadane nożem lub innym ostrym narzędziem.

Według "Polsat News" agresor miał zabić drugiego mężczyznę, a potem próbował targnąć się na życie. Na miejscu trwają czynności z udziałem prokuratora.

mid-21507319
fot. PAP/Paweł Supernak

Świadkowie masakry w pralni na Gocławiu: agresora powstrzymały strzały policjantów

Pani Elżbieta mieszkająca na Gocławiu zobaczyła strażaków i policjantów, gdy stała na przystanku. Opowiada, że chcieli wejść do pralni (w której zamknął się napastnik). "Przyjechały dwa samochody straży, a policja była wcześniej. Strażacy szli z bosakiem do pralni i nagle zaczęli uciekać. Trzech mężczyzn wyskoczyło i za czwartym uciekającym wyskoczył napastnik z nożem, zakrwawione miał ręce i tors zakrwawiony" - opowiada kobieta, dodając, że mężczyzna z nożem był półnagi.

"Zaczął gonić z nożem policjanta. Ja się schowałam za budkę (przystanku - PAP), bo policjant krzyknął +niech pani ucieka!+. Wystraszyłam się. Policjant uciekał przed nim tyłem, a ten w ręku trzymał ten nóż. I ten policjant zaczął mu strzelać w nogi. No i złapali go z tyłu, upadł, zasłonili go i już nic nie widziałam - dodaje kobieta.

Inna mieszkanka ul. Umińskiego usłyszała strzały. "Miałam wyjść do sklepu, usłyszałam strzały, widziałam dwóch policjantów, że celują do kogoś. Z pralni wyszedł mężczyzna, cały zakrwawiony, ręce miał uniesione w górze i szedł przed siebie, ignorując polecenia policjantów i strzały ostrzegawcze. On szedł, potem padł strzał i zobaczyłam jak policjanci go docisnęli i kładą się na niego" - mówi pani Karolina.

RadioZET.pl/ PAP/ polsatnews.pl