Zamknij

Mówił, że "urwał mu się film", teraz się przyznał. Jest areszt dla Tomasza U.

27.06.2020 13:57
wypadek autobusu na moście w Warszawie
fot. PAP/Paweł Supernak

Kierowca autobusu 186 z czwartkowego wypadku na wiadukcie przy Moście Grota-Roweckiego w Warszawie, Tomasz U., nie miał doświadczenia w prowadzeniu autobusów – informuje prokuratura. Wiemy też, że przyznał się, że przed rozpoczęciem pracy zażywał amfetaminę. W sobotę sąd podjął decyzję ws. aresztu dla mężczyzny.

  • Jest tymczasowy areszt na trzy miesiące dla Tomasza U., kierowcy autobusu 186 z wypadku przy Moście Grota-Roweckiego w Warszawie, w którym zginęła jedna osoba, a wiele zostało rannych
  • Z ustaleń prokuratury wynika, że kierowca, będąc pod wpływem narkotyków, nie zachował bezpiecznej prędkości. W jego kabinie znaleziono torebkę z amfetaminą. W sobotę poinformowano, że Tomasz U. przyznał się do zażycia narkotyku przed swoją zmianą
  • Tomasz U. był wielokrotnie karany za wykroczenia w ruchu drogowym. - Bez żadnego doświadczenia w prowadzeniu autobusu został zatrudniony jako kierowca – przekazała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie

Tomasz U., dwudziestokilkuletni kierowca autobusu, który w czwartek przebił barierki i spadł z wiaduktu na trasie S8, zdobył uprawnienia do kierowania autobusem w kwietniu 2019 roku, a jako kierowca autobusu miejskiego bez żadnego doświadczenia został zatrudniony w maju tego samego roku. Wątek zatrudnienia go w ZTM będzie też badany. Te informacje przekazała w sobotę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Mirosława Chyr. Wiemy też, że Tomasz U. od listopada 2014 roku do marca 2018 roku był 13-krotnie karany za wykroczenia w ruchu drogowym, w tym za przekroczenie prędkości, niestosowanie się do znaków i sygnałów drogowych.

Przypomnijmy, że w piątek Radio ZET jako pierwsze poinformowało o tym, że kierowca autobusu 186 był pod wpływem amfetaminy, a woreczek z narkotykiem znaleziono w jego kabinie (w ilości 0,54 g). - Ustalono, że amfetamina należała do podejrzanego, w związku z czym prokurator przedstawił mu również zarzut posiadania substancji psychoaktywnej. Do dalszych badań zabezpieczono plecak należący do kierującego, w którym ujawniono plastikową płytkę z nalotem białej substancji, jak wynika z opinii biegłych, amfetaminy – powiedziała Chyr. Dowiedz się więcej: Jak amfetamina działa na człowieka?

Kierowca autobusu z wypadku w Warszawie aresztowany

Z dotychczasowych ustaleń prokuratury wynika, że Tomasz U., będąc pod wpływem narkotyków, nie zachował bezpiecznej prędkości dostosowanej do warunków jazdy. - Wskutek tego nie udało mu się wyhamować autobusu, co doprowadziło do uderzenia pojazdu w barierę energochłonną na krawędzi drogi. Doszło do przerwania bariery, osunięcia się autobusu z wiaduktu na znajdującą się poniżej ścieżkę rowerową i rozpadu pojazdu na dwie części – podała. Przypomnijmy, że w wypadku zginęła jedna osoba, a cztery zostały ciężko ranne. 

W sobotę rano prokuratura skierowała do sądu wniosek o tymczasowy areszt dla kierowcy. Kilka godzin później przekazano informację o decyzji sądu - jest tymczasowy areszt na trzy miesiące. O areszcie dla mężczyzny sąd zdecydował na podstawie trzech przesłanek, na które wskazywał prokurator, czyli obawy ucieczki, obawy matactwa poprzez bezprawne wpływanie na gromadzony materiał dowodowy, oraz obawy wymierzenia surowej kary.

Tomasz U. przyznał się, że brał amfetaminę

Początkowo Tomasz U. nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy przyznaje się do popełnienia zarzucanego mu czynu. - Wyjaśnił jedynie, że "urwał mu się film" i niewiele pamięta z tego, co się działo. Pamięta jedynie tyle, że pomagał wyprowadzić jedną z pasażerek autobusu – informowała prokuratura. Teraz okazuje się, że podejrzany przyznał się, że tego dnia brał narkotyki.

Przyznał się do tego, że zażył amfetaminę zanim rozpoczął zmianę, zanim wsiadł do autobusu. Będziemy to weryfikować

– powiedziała Polskiej Agencji Prasowej Mirosława Chyr. Dodała, że prokuratura będzie weryfikować wszystkie okoliczności wypadku na podstawie m.in zeznań świadków i zapisu z rejestratorów w autobusie. - Czekamy aż kierowca zostanie osadzony w areszcie w warunkach oddziału szpitalnego – zaznaczyła Chyr. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP