Zamknij

Dramatyczna sytuacja przedsiębiorców. Sprzedawcy apelują o pomoc

03.11.2020 16:24
Cmentarze
fot. East News/Jakub Kaminski

Warszawa. Bramy stołecznych cmentarzy znów zostały otwarte. Jednak mieszkańcy stolicy nie ruszyli tłumnie, aby odwiedzać groby. W związku z tym sprzedawcy kwiatów oraz zniczy załamują ręce. "Prosimy mieszkańców, żeby nas wsparli, bo wszystko trafi do kosza" - przekazał jeden z przedsiębiorców w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

Koronawirus w Warszawie. W piątek, 30 października premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że rząd podjął decyzję o zamknięciu cmentarzy w dniach od 31 października do 2 listopada. Od wtorku, 3 listopada nekropolie są znów otwarte. Jednak z możliwości odwiedzin grobów nie skorzystało wielu mieszkańców Warszawy.

Warszawa. Sprzedawcy kwiatów i zniczy apelują o pomoc

Według handlujących kwiatami oraz zniczami, którzy stoją przed bramami nekropolii, ruch we wtorek był niewielki. Przy Cmentarzu Bródnowskim bez problemu można było znaleźć miejsce do parkowania, a sprzedawcy wypatrywali klientów. "Cały ten rok ma wirusa, a my przez to kwarantannę finansową. Najpierw Wielkanoc, kiedy dwa tygodnie mieliśmy zamknięty interes. Teraz w ostatniej chwili zamknięcie cmentarzy przed Dniem Wszystkich Świętych. Całe wiadra ciętych chryzantem wyrzuciłam już do kosza, za chwilę trafią tam kolejne. Po pięć złotych je kupuję, a nawet po tyle już nie sprzedam" – powiedziała pani Anna, pokazując pożółkłe, cięte kwiaty w pojemniku. "Za chwilę to samo będzie z wiązankami, a koszt takiej wiązanki dla mnie to 30 złotych, sprzedaję po 50. To wszystko pójdzie na śmietnik" – dodała.

Zobacz także

Kobieta przekazała także, że nie zamierza wnioskować o zadeklarowaną przez premiera pomoc, bo "to i tak jej nie pomoże". Handlujący wzdłuż ul. Powązkowskiej nadzieję pokładają w pomocy mieszkańców. "Proszę zaapelować do mieszkańców, żeby przyszli, chociaż jeden znicz kupili, albo kwiat. Bo nikt nie przychodzi. Cały weekend nie można było grobów odwiedzać, a dziś pada deszcz, ludzie poszli do pracy, nie mamy komu tego sprzedać" – mówiła pani Bożena. Kobieta sprzedająca kwiaty na sąsiednim stoisku powiedziała, że zastanawia się nad skorzystaniem z rządowej pomocy.

Wielkie straty przedsiębiorców 

"Na razie mamy tylko straty, nawet nie chcę mówić jakiego rzędu, ale ogromne. Nie mamy na podatki, na opłaty. Gdyby człowiek wiedział dwa, trzy dni wcześniej, że cmentarze będą zamknięte, toby nie zamówił części towaru. A tak zostałam z kwiatami, które będę musiała do kosza wyrzucić. Była jeszcze nadzieja w ludziach, którzy zamówili u nas wiązanki na 1 listopada, ale i oni w większości w piątek zrezygnowali z zamówienia. Jak tak samo będzie w Boże Narodzenie, to branża padnie" – mówiła pani Anna. 

Zobacz także

Podobnie sytuacja wygląda przy Cmentarzu Parafialnym w Ząbkach. Sprzedawcy rozkładają ręce, bo nie mają nadziei na sprzedanie towaru, w który zainwestowali pieniądze. "Będziemy się starać o rządową pomoc, byle tylko przetrwać do wiosny. Wszystko wskazuje na to, że zostanę z tym towarem. Zniczy prawie nikt nie kupuje. Z Wielkanocy mi zostały świąteczne, może sprzedam za rok? Nie wiadomo. Ale strach zamawiać towar na święta, bo nie wiadomo co będzie" – mówiła właścicielka stoiska przy cmentarzu.

Zobacz także

Od wtorku 3 listopada do niedzieli 8 listopada w Warszawie uruchomiono dodatkowe linie, które będą wozić mieszkańców na cmentarze. W ubiegły weekend stołeczny ratusz zainicjował także akcję "kup chryzantemę". Miała ona na celu wspomóc przedsiębiorców, którzy sprzedają znicze oraz kwiaty.

RadioZET.pl/PAP