Zamknij

17-latek o zatrzymaniu przez policję na proteście: krzyczeli "szmato, na ziemię"

24.11.2020 07:25
Demonstracja pod Sądem Okręfowym w
fot. Marek Berezowski.REPORTER

Zostałem po prostu rzucony na ziemię, kilku funkcjonariuszy się na mnie rzuciło, przycisnęli mnie twarzą do ziemi, dusiłem się, nikt się nie przedstawił. Nawet nie wiem, czy to był policjant, bo stał z policją, ale nie był umundurowany. Nikt mi nie przedstawił żadnych zarzutów, za co mnie zatrzymują - mówił w rozmowie z TVN24 Jan Radziwon, zatrzymany przez policję podczas protestu przed Sądem Okręgowym w Warszawie. 17-latek zapewnił, że mimo tego nadal będzie uczestniczył w demonstracjach. 

W czwartek przed Sądem Okręgowym w Warszawie przy al. Solidarności odbyła się demonstracja, w której trakcie protestowano w związku z m.in. posiedzeniem aresztowym Izabeli O. Uczestnicy zgromadzenia chcieli wyrazić solidarność z aktywistką, zatrzymaną pod koniec października podczas jednego ze strajków kobiet.

W piątek w rozmowie rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak przekazał, że w trakcie czwartkowych działań zatrzymano łącznie 10 osób, z czego sześć z powodu przestępstw. - Mówimy o takich czynach jak naruszenie nietykalności, zmuszenie do zaniechania czynności służbowych czy czynnym udziale w zbiegowisku- tłumaczył nadkomisarz

Zobacz także

Dodał również, że wśród zatrzymanych jest 17-latek, w przypadku którego policjanci poinformowali zarówno jednego z jego rodziców, jak i również adwokata. - Zakończyły się już czynności z częścią osób, m.in. ze wspomnianym 17-latkiem. Po postawieniu zarzutów został on zwolniony - powiedział Marczak w rozmowie z Polską Agencją Prasową. 

17-latek zatrzymany na proteście: zostałem rzucony z krzykiem "szmato, na ziemię"

Wspomniany 17-latek to Jan Radziwon, któremu policja zarzuca naruszenie nietykalności cielesnej jednego z funkcjonariuszy. W mediach społecznościowych opublikowano film, na którym widać brutalną interwencję policji wobec niego:

Przebieg całego zajścia Radziwon zrelacjonował w rozmowie z Andrzejem Morozowskim w TVN24. - Nie mogę mówić o szczegółach w związku z dobrem sprawy, natomiast mogę powiedzieć, że uciekałem przed policją i zostałem brutalnie rzucony na ziemię. Z krzykiem: "szmato, na ziemię", zostałem od razu zakuty w kajdanki - opisywał 17-latek, który wraz z grupą protestującym blokował także przejazd busa oklejonego antyaborcyjnymi hasłami.

- Jeden z "prolajfowców" zadzwonił po policję, a gdy policja się pojawiła, to my się usunęliśmy z drogi i zaczęło się zagęszczać, zaczęło się pojawiać coraz więcej ludzi. Policja zaczęła nas otaczać i robić krąg, robić kocioł. Wtedy jedna z koleżanek próbowała stamtąd wyjść i została dość brutalnie popchnięta, prawie się przewróciła. W pewnym momencie zaczęła uciekać. W pewnym momencie, nie myśląc za wiele, zacząłem biec - mówił w rozmowie z TVN24.

Zobacz także

Jak dokładnie wyglądało jego zatrzymanie? - Zostałem po prostu rzucony na ziemię, kilku funkcjonariuszy się na mnie rzuciło, przycisnęli mnie twarzą do ziemi, dusiłem się, nikt się nie przedstawił. Nawet nie wiem, czy to był policjant, bo stał z policją, ale nie był umundurowany. Nikt mi nie przedstawił żadnych zarzutów, za co mnie zatrzymują - kontynuował.

Radziwona przewieziono do komendy na ul. Żeromskiego. W trakcie transportu nie powiedziano mu, dokąd jest zabierany ani co się z nim będzie działo. Zapewnia jednak, że ten incydent nie zniechęci go do uczestnictwa we manifestacjach. - Pójdę jeszcze wielokrotnie na protesty, będę chodził, będę zachęcał do tego wszystkich wokół, nawet mam do tego jeszcze więcej energii - powiedział Andrzejowi Morozowskiemu. 

RadioZET.pl/tvn24.pl/PAP