Zamknij

Przyjechał ws. rozrusznika, nie ma gdzie usiąść. Szpital: procedury zachowane

28.05.2020 13:33
kolejka do szpitala
fot. ANNA KACZMARZ / DZIENNIK POLSKI / POLSKA PRESS/Polska Press/East (zdjęcie ilustracyjne)

Ludzie tłoczą się w kolejce do Szpitala Bielańskiego. Dyrekcja placówki zapewnia, że organizacja przyjęć jest zgodna z procedurami, a o porządek przed budynkiem powinni zadbać sami pacjenci. W sprawie interweniował Rzecznik Praw Pacjenta.

  • Pacjenci tłoczą się w kolejkach przed Szpitalem Bielańskim. Na wizyty nierzadko często kilkadziesiąt osób. Do ich dyspozycji są trzy ławki.
  • Ministerstwo Zdrowia oświadczyło, że zapewnienie pacjentom odpowiednich warunków podczas przyjęć leży po stronie dyrektora danego podmiotu. Dyrektor placówki twierdzi, że organizacja przyjęć w placówce "jest zgodna z przepisami i obowiązującymi w czasie pandemii procedur.
  • Swoje wątpliwości dotyczące organizacji wizyt w przychodniach Szpitala Bielańskiego wyraził rzecznik praw pacjenta.

"Przyjechałam z tatą w sprawie rozrusznika serca" – wyjaśniła pani w wieku ok. 40 lat. Do wizyty mieli jeszcze ok. godziny, ale nie było nawet gdzie usiąść. Przed Szpitalem Bielańskim znajdują się bowiem zaledwie trzy ławki parkowe. Sytuację opisała PAP.

Kolejka była już o 5.30, choć przyjęcia zaczynają się dopiero dwie godziny później. Jedna z pacjentek przyjechała spod Płocka. Robiła badania USG i na wynik miała czekać do czwartku. Nie mogła się dodzwonić, żeby zapisać się do chirurga naczyniowego, więc postanowiła przyjechać do szpitala.

Ja dzwoniłam trzy dni, w końcu postanowiłam przyjść tu z samego rana. Muszę zrobić badania krwi i zapisać się do lekarza

– wtórowała jej inna starsza kobieta.

Zobacz także

20 osób przed szpitalem podczas epidemii i trzy ławki

76-letni mieszkaniec Żoliborza przyszedł na umówioną wizytę ok. godz. 7.

Jeszcze przed tą epidemią lekarz wyznaczył mi termin operacji na maj. Wcześniej miałem operowanego tętniaka, a teraz zrobiła mi się przepuklina. Myślałem, że w związku z koronawirusem przesuną mi operację na później. Zdziwiłem się, kiedy się dowiedziałem, że zabieg będzie w terminie

– relacjonował.

Przed wejściem do przychodni czekało ponad 20 osób. Dla nich przygotowano jedynie trzy ławki. Po 7.30 z budynku wyszły dwie osoby w fartuchach, maskach chirurgicznych i rękawiczkach ochronnych.

Mężczyzna zarządził, by pacjenci ustawili się w kolejkach: jednej do badań krwi, drugiej - do przychodni specjalistycznych, trzeciej - dla osób, które chcą się zapisać do lekarzy specjalistów. Miała być też oddzielna kolejka dla kobiet w ciąży, rodziców z dziećmi oraz osób z niepełnosprawnościami.

W tym samym czasie kobieta w zielonym fartuchu rozdawała do wypełnienia druki ankiety. Pacjenci mieli odpowiedzieć ma pytania o to, czy mieli w ostatnich dniach gorączkę, kaszel, problemy z oddychaniem, czy mieli kontakt z osobą zarażoną koronawirusem; czy wyjeżdżali za granicę.

Zobacz także

Żołnierz mierzy temperaturę

W przedsionku stał żołnierz z termometrem elektronicznym i każdemu wchodzącemu mierzył temperaturę. Przy drzwiach zawieszono kartkę z informacją, że pacjent lub osoba towarzysząca, która ma gorączkę, nie zostanie wpuszczona do szpitala.

Pracownik szpitala, który stał u wejścia, nawoływał pacjentów zapisanych na wizyty w poradni specjalistycznej. Podawał godzinę wizyty i zapraszał po kilka osób do wejścia. Tymczasem pod budynek wciąż przyjeżdżali nowi pacjenci, większość dużo wcześniej niż ich zaplanowane wizyty.

"Dziś mamy szczęście, bo jest ładna pogoda" – podkreślił jeden z mężczyzn, który czekał na przyjęcie w poradni specjalistycznej. Wyjaśnił, że dwa tygodnie temu "wymarzł", a "ludzi było trzy razy tyle, co dziś".

Zobacz także

Dyrektor szpitala: "Organizacja przyjęć jest zgodna z przepisami"

PAP zapytało Ministerstwo Zdrowia, czy organizacja przyjęć do przychodni i na badania jest zgodna z przepisami. W odpowiedzi resort odpisał, że "kwestie organizacji pracy i przyjęć pacjentów w placówce medycznej należą do dyrektora danego podmiotu".

Podobną opinię wyraził rzecznik mazowieckiego NFZ Andrzej Troszyński.

Organizacja przyjęć pacjentów leży oczywiście po stronie placówki

- wyjaśnił.

Jak dodał, organizacja przyjęć w poradniach specjalistycznych w czasie epidemii podlega wytycznym czy zaleceniom Głównego Inspektora Sanitarnego, "co ma oczywiście na celu bezpieczeństwo i personelu medycznego i pacjentów".

Dyrektor Szpitala Bielańskiego Dorota Gałczyńska-Zych oceniła, że organizacja przyjęć w placówce "jest zgodna z przepisami i obowiązującymi w czasie pandemii procedurami od +drzwi szpitala+".

Gałczyńska-Zych dodała, że "oczekujących poza (drzwiami szpitala – red.), obowiązują ogólne zasady izolacji w przestrzeni publicznej i za ich przestrzeganie odpowiadają sami oczekujący". Podkreśliła, że "egzekwowaniem (prawa – red.) zajmują się służby porządkowe, na które zostało takie prawo nałożone".

W ocenie Gałczyńskiej-Zych poprawa warunków oczekiwania, czyli zapewnienie miejsc do siedzenia i zadaszenia "przy uwzględnieniu zasady izolacji (…) jest niewykonalna".

Zobacz także

Interwencja Rzecznika Praw Pacjenta

Swoje wątpliwości dotyczące organizacji wizyt w przychodniach Szpitala Bielańskiego wyraził rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec.

Przedstawiona procedura pracy w Szpitalu Bielańskim w Warszawie budzi wątpliwości, dlatego wystąpiłem do dyrekcji szpitala o złożenie wyjaśnień w zakresie organizacji przyjęć pacjentów

– oznajmił Chmielowiec.

Jak dodał, za organizację pracy w podmiocie leczniczym odpowiada kierujący placówką. "Zatem w zakresie przyjęć pacjentów podmiot leczniczy powinien zapewnić odpowiednie warunki pacjentom zgłaszającym się na wizyty do poradni" – podkreślił Rzecznik.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP