Zamknij

Siedmiolatek przyssany do dyszy basenu. Nikt nie zareagował na jego krzyki

Magdalena Barszczak
11.08.2020 08:56
dziecko na basenie
fot. Shutterstock.com (zdjęcie ilustracyjne)

Horror na powsińskim basenie. Siedmioletni chłopiec został przyssany do dyszy basenu. Jak relacjonuje matka dziecka, żaden z ratowników nie zareagował na jego krzyki. Stołeczny ratusz zapewnia, że przypadkowe przyssanie jest praktycznie niemożliwe. Do zdarzenia doszło w wyniku celowego zasłonięcia obydwu czerpni przez dwie osoby - ocenia.

Do dramatycznej sytuacji, o której poinformował portal tvnwarszawa.pl, doszło w piątek około godziny 15. Na pływalni w Powsinie przebywała matka z siedmioletnim synem. W pewnym momencie dziecko zostało przyssane do dyszy w ścianie basenu.

Zobacz także

Siedmioletni chłopiec przyssany do dyszy basenu. Nikt mu nie pomógł

Chłopiec zaczął krzyczeć, jednak - jak relacjonowała jego matka - ani obsługa basenu, ani ratownicy nie zareagowali na wszczęty przez niego alarm. Kobieta z synem znajdowali się w miejscu przeznaczonym dla dzieci, tuż przy samej zjeżdżalni.

Jak podkreśliła rozmówczyni portalu tvnwarszawa.pl, w momencie wypadku na basenie było około 600 osób - tyle, ile wynosi limit. Matka chłopca nie zdołała oderwać sama dziecka od dyszy. Pomógł dopiero starszy mężczyzna, który sam musiał użyć ogromnej siły.

Wydawałoby się, że basen po modernizacji spełnia najwyższe wymogi bezpieczeństwa, jednak mój syn boleśnie się przekonał, że niestety tak nie jest

- mówiła rozżalona pani Dorota w rozmowie z tvnwarszawa.pl.

Matka chłopca długo nie mogła znaleźć nikogo z obsługi, dopiero kiedy udała się do budynku ratowników, jeden z nich zaczął okładać posiniaczone plecy chłopca zimnymi ręcznikami i masować je. Jak dodała, zrobił dziecku zdjęcie, kwitując, że "szef nie uwierzy" i wpisał sprawę do dziennika wypadków.

"Byłam załamana"

Po tym incydencie pani Dorota podeszła do mężczyzny, który został jej wskazany jako osoba z szefostwa.

Pokazałam obrażenia syna, pan badając wodę w basenie powiedział, że już słyszał o sprawie, ale nie jest mi w stanie nic więcej powiedzieć na ten temat, bo to firma zewnętrzna jest odpowiedzialna za sprzęt i to oni udzielają gwarancji

- tłumaczyła.

Kobieta zażądała informacji o przebiegu dalszych działań, aby sytuacja nie powtórzyła się w przyszłości. "Dostałam adres mailowy kogoś od badań jakości wody i propozycję darmowego wejścia następnym razem. Byłam załamana" - podsumowała.

Pani Dorota podkreśliła, że jej syn jest duży - 7-latek waży prawie 30 kg. Dodała, że boi się pomyśleć, co mogłoby się stać, gdyby mniejsze dziecko zostało przyssane na przykład buzią.

Zobacz także

Pływalnia po remoncie

Basen w Powsinie w czerwcu ubiegłego roku przeszedł modernizację. Prace kosztowały kosztowały prawie 9,7 mln zł. Dziennikarze tvnwarszawa.pl zapytali kierownika obiektu Marcina Osucha o przyczynę nieszczęśliwego wypadku. Ten odparł, że dzieci zatykały wloty do pompy i właśnie dlatego jedno z nich zostało przyssane.

Zdaniem Osucha w tym przypadku nie zawinił system. "Wszystko zostało sprawdzone, przebadane" - dodał. Zapytany o przeciwdziałanie takim wypadkom powiedział, że sytuację na bieżąco kontrolują ratownicy. "Są uczuleni na tę kwestię" - podsumował.

Jak w takim razie doszło do piątkowego incydentu? "Myślę, że zwracali uwagę, ale na basenie było dużo osób. Możliwe, że w tym momencie kontrolowali inne miejsce" – odpowiedział Marcin Osuch.

Ratusz: Zjawisko przypadkowego przyssania jest praktycznie niemożliwe

PAP zapytała warszawski ratusz, czy można obwiniać o tego typu zdarzenie dzieci. Jak wyjaśnił zastępca rzecznika prasowego Urzędu m.st. Warszawy Tomasz Kunert, w piątek dwóch pracowników sprawdziło zjeżdżalnie pod kątem warunków, w jakich może dojść do takiej sytuacji.

Zjeżdżalnia anakonda zainstalowana w dużym basenie jest zasilana wodą pobieraną bezpośrednio z niecki basenu przy pomocy dwóch czerpni zabezpieczonych perforowanymi zaślepkami i oddalonych od siebie o około 2 m. Średnica obu czerpni jest tak dobrana, żeby w przypadku zablokowania się jednej z nich strumień pobieranej wody nie był zbyt silny

-tłumaczył. Jak dodał, w wyniku przeprowadzonego sprawdzenia stwierdzono, że zjawisko przypadkowego przyssania jest praktycznie niemożliwe.

Żeby zasłonić czerpnię konieczne jest użycie przedmiotu lub części ciała wielkości dwóch dłoni dorosłego mężczyzny i bardzo dokładnie ją zasłonić. Przy zablokowanej jednej czerpni siła strumienia zasysanej wody nadal nie jest na tyle silna, aby przyciągnąć osobę przebywającą w bezpośrednim jej sąsiedztwie. Konieczne jest w tym przypadku umyślne zasłonięcie dwóch czerpni jednocześnie

- stwierdził.

"W naszej ocenie do zdarzenia doszło w wyniku celowego zasłonięcia obu czerpni przez dwie osoby" - podkreślił zastępca rzecznika ratusza.

Zobacz także

RadioZET.pl/TVN Warszawa