Zamknij

Warszawa. Napluł im w twarz na środku ulicy, bo rozmawiały po angielsku

16.10.2020 23:32
Warszawa
fot. Ul. Mokotowska w Warszawie, gdzie doszło do ataku/Google Street View

Szedł przed nami. W pewnym momencie odwrócił się, nazwał "kur...i" i splunął nam prosto w twarze - mówi "Wyborczej" Zuzanna. Polka wraz ze swoją koleżanką z Francji zostały we wtorek w Warszawie zaatakowane przez przypadkowego mężczyznę za to, że rozmawiały po angielsku. 

Warszawa. Do zdarzenia, o którym pisze stołeczna "Gazeta Wyborcza", doszło we wtorkowe popołudnie. 32-letnia Tiphaine, ciemnoskóra Francuzka oraz jej rok młodsza koleżanka Zuzanna spacerowały ul. Mokotowską w kierunku placu Zbawiciela. W trakcie spaceru rozmawiały po angielsku.

- Przed nami szedł wysoki, szczupły mężczyzna w czarnym płaszczu. Miał ok. 40-50 lat. Wyglądał zwyczajnie, nie zwrócił naszej uwagi. Kiedy byłyśmy w pobliżu Wydziału Pedagogiki UW, mężczyzna nagle odwrócił się w naszą stronę i podszedł bliżej, mówiąc coś pod nosem. Zapamiętałyśmy, że maseczkę miał pod brodą. Z jego wypowiedzi zrozumiałam tylko słowo "kur...y". Kiedy był blisko, napluł w kierunku naszych twarzy i odszedł, jakby nic się nie stało. Wszystko trwało może dwie sekundy - relacjonuje Zuzanna w rozmowie z "Wyborczą".

 - Stanęłam jak wryta. Przez chwilę nie docierało do mnie, co właściwie się wydarzyło. Zuza wyjęła z kieszeni chusteczkę i wytarła ślinę z mojego płaszcza i szalika. Zanim oprzytomniałyśmy, mężczyzna zniknął z pola widzenia. Kiedy wróciłam do domu, opowiedziałam wszystko chłopakowi i popłakałam się. Poczułam się upokorzona i bezsilna (...) Nikt nigdy mnie tak nie upokorzył. W Paryżu spotykałam się z przemocą, ale napluć komuś w twarz? - dodaje Francuzka Tiphaine.

Warszawa. Napluł dwóm kobietom w twarz. Bo rozmawiały po angielsku

Kobiety były w takim szoku, że dopiero następnego dnia skontaktowały się z prawniczką. Mec. Agata Bdzyn w rozmowie z "GW' potwierdza, że złożyła w ich imieniu w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Podkreśla, że było to konieczne, ponieważ w przypadku czynu zabronionego, jakim jest naruszenie nietykalności cielesnej, sprawy ścigane są z powództwa oskarżenia prywatnego. Być może uda się ustalić tożsamość mężczyzny na podstawie kamer miejskiego monitoringu. 

Zobacz także

- Najbardziej dotknęła mnie naturalność jego zachowania. Napluł nam w twarz i po prostu odszedł. Jakby zrobił coś zwyczajnego, o czym za kilka dni może nawet nie będzie pamiętał - mówi Zuzanna. Tiphaine dodaje przy tym, że takie sytuacje sprawiają, że "przestajesz czuć się swobodnie. Ktoś odbiera ci twoje prawo do bezpieczeństwa" (cytat za: warszawa.wyborcza.pl). 

RadioZET.pl/warszawa.wyborcza.pl