Zamknij

Pies konał we własnych odchodach. Właściciel nie potrafił wyjaśnić, co się stało

24.01.2020 13:40
konający pies
fot. Fundacja Viva!

Przedstawicielki fundacji Viva! odebrały psa właścicielowi, który najprawdopodobniej znęcał się nad zwierzęciem. Było ono skrajnie wyniszczone, w hipotermii, na granicy śmierci. Mężczyzna tłumaczył, że stan czworonoga nagle się pogorszył.

Zwierzę znalazła w czwartek mieszkanka Warszawy, spacerująca z psem w parku Sowińskiego. Usłyszała przeraźliwy skowyt dochodzący z zakładu kamieniarskiego przy cmentarzu przy ulicy Wolskiej. Zaniepokojona podążyła za głosem czworonoga. Od pracowników zakładu usłyszała, że na jego terenie kolejny dzień przebywa konający pies.

Chcesz być na bieżąco z newsami z Warszawy? Dołącz do naszej grupy na FB

Kobieta zawiadomiła fundację Viva!. Na miejscu przedstawicielki organizacji zastały dramatyczny widok - skrajnie wychudzonego psa w typie owczarka niemieckiego. Zwierzę leżało w kałuży własnego moczu i odchodów i próbowało się podnieść.

Konający pies
fot. Fundacja Viva!

Właściciel nie potrafił wytłumaczyć, co się stało

Właściciel psa tłumaczył, że zwierzę źle się poczuło tego samego dnia. Przedstawicielki Fundacji przewiozły czworonoga do lecznicy weterynaryjnej. Diagnoza lekarzy była druzgocąca - pies był skrajnie wyniszczony i trwało to już od dłuższego czasu.

Wskazywały na to zapadnięte gałki oczne i pozbawione czucia obie lewe kończyny, świadczące o tym, że zwierzę długo leżało w jednej pozycji. Pies był w hipotermii, na granicy śmierci. Od razu podano mu kroplówki i umieszczono na matach grzewczych.

Konający pies
fot. Fundacja Viva!

Zobacz także

Kiedy weszłyśmy do kojca, fetor był taki, że trudno było opanować mdłości, a amoniak z zalegającego wszędzie moczu gryzł drogi oddechowe. Właściciel właściwie nie potrafił wytłumaczyć się z tego stanu psa, poza tym, że twierdził, że pies leżał od kilku godzin, co było oczywistą nieprawdą - relacjonuje Katarzyna Filipczuk - inspektor Fundacji Viva!

 

Kiedy w lecznicy dostał kroplówki i trochę się ogrzał, zaczął pić tak łapczywie, że nie widziałam, żeby pies tak rzucał się na wodę. Obawiam się, że był tak skrajnie odwodniony z winy właściciela, który najprawdopodobniej zwyczajnie nie dawał mu wody i jedzenia, czym doprowadził do tego, że pies mógł nie przeżyć do wieczora - dodaje Filipczuk.

Rokowania są cały czas bardzo ostrożne. Psa zbadano i nie wykryto "żadnej pierwotnej choroby", stan zwierzęcia jest więc najprawdopodobniej objawem skrajnego zaniedbania.

Jak tłumaczy fundacja, właściciele często próbują usprawiedliwiać wyniszczenie i wychudzenie zaawansowanym wiekiem zwierząt, co w większości przypadków nie byłoby możliwe do aż takiego stopnia, gdyby miały normalną opiekę i godne warunki.

Sprawa trafi do organów ścigania jako przypadek znęcania nad zwierzęciem. Jak mówi Paweł Artyfikiewicz, koordynator grupy interwencyjnej Fundacji Viva!, właścicielowi grozi za to kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności.

Zobacz także

Konający pies
fot. Fundacja Viva!

RadioZET.pl/Fundacja Viva!