Polskie "chinatown": "Jesteśmy najbezpieczniejszym miejscem w Polsce"

27.02.2020 11:47
Polskie "chinatown" o koronawirusie
fot. Shutterstosk

Wólka Kosowska pod Warszawą słynie m.in. z dużego zespołu centrów handlowych. Jest to największe skupisko Azjatów w naszym Kraju — pracuje ich tam około 30 tysięcy. Większość z nich to Chińczycy i Wietnamczycy. Jak epidemia koronawirusa wpłynęła na polskie "chinatown"? O to m.in. zapytała "Gazeta Wyborcza".

W centrum handlowym w Wólce Kosowskiej podobnie jest jak w większości biur w Warszawie — informuje "Stołeczna". Przy umywalce znajdziemy mydło dezynfekujące, w toaletach wiszą kartki, które przypominają o tym, jak ważne jest mycie rąk. Natomiast z głośników słychać komunikaty związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Nic innego nie zmieniło się w polskim "chinatown".

Chcesz być na bieżąco z newsami z Warszawy? Dołącz do naszej grupy na FB

Dobrze się złożyło, że informacje o koronawirusie pojawiły się przed chińskim Nowym Rokiem. Dzięki temu wszyscy wiedzą, jak się zachowywać, a wracając z Chin, są bardzo ostrożni. Muszą być, bo nie chcą, żeby zachorowały ich rodziny. Już pod koniec stycznia zdecydowaliśmy, że wszyscy, którzy wracają z Chin, muszą dwa tygodnie zostać w domu

- powiedział w Rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Tran Trong Hung, prezes zarządu Wólka Center.

Zobacz także

W Wólka Center rozdawane są także broszury, które zawierają zalecania Światowej Organizacji Zdrowia w związku z koronawirusem. Dyrektor wyjaśnił także, dlaczego jest ważne, aby pracownicy po przyjeździe z Azji zostali przez dwa tygodnie w domu.

Z koronawirusem jest o tyle gorzej, że nosiciel może zarażać jeszcze przed pojawieniem się objawów. Dlatego tak ważne jest, żeby przez 14 dni zostać w domu

- podkreślił w wywiadzie dla "Stołecznej" prezes zarządu Wólka Center.

Zobacz także

Tran Trong Hung zapewnił, że do informacji o koronawirusie podchodzą, jak do sytuacji kryzysowych. Śledzą każdą wzmiankę w mediach o rozprzestrzeniającej się epidemii. Prezes dodał także, że zgłosił w gminie Lesznowola, że boi się tego, że nasz kraj nie jest przygotowany na koronawirusa.

W Warszawie jest tylko jeden szpital, w którym można zbadać, czy ktoś złapał koronawirusa. A czy w przychodniach lub karetkach są chociaż kombinezony? Przecież jeśli ratownik przyjedzie karetką do osoby z podejrzeniem zachorowania, a ta osoba rzeczywiście okaże się chora, to bez kombinezonu sam też już będzie zarażony. W Polsce w aptekach brakuje nawet maseczek

- cytuje słowa Tran Trong Hunga "Wyborcza".

Prezes Wólka Center dodał także, że: "my podchodzimy do tematu poważniej niż gdziekolwiek indziej. Dlatego jesteśmy najbezpieczniejszym miejscem w Polsce".

RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza