Zamknij

„Kultura za***lania na ulicach”. Patoinfluencer zabił niepełnosprawnego?

20.07.2021 13:30
Śmiertelne potrącenie niepełnosprawnego w Warszawie
fot. Facebook/Miasto Jest Nasze/screen

Kierowca porsche, który śmiertelnie potrącił niepełnosprawnego w centrum Warszawy to motoryzacyjny patoinfluencer - ogłosili aktywiści ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Dodają, że prawdopodobnie brał udział w nielegalnych wyścigach i zarzucają policji bezczynność. - Dostajemy takie sygnały od obserwatorów, że nawet jak dzwonią na policję, to są proszeni o podanie imienia, nazwiska i numerów rejestracyjnych uczestników takich imprez. Policja po prostu nie współpracuje z mieszkańcami - powiedziała w rozmowie z portalem RadioZET.pl rzeczniczka MJN Marta Marczak.

Kierowca porsche potrącił śmiertelnie niepełnosprawnego przechodzącego przez ulicę Marszałkowską w nocy z 17 na 18 lipca. Aktywiści miejscy ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze wskazują, że w sprawie jest wiele niejasności. Nie wiadomo dokładnie, z jaką prędkością porsche jechało w chwili wypadku, choć policja przyznaje, że była ona wyższa niż dozwolona. Na zdjęciach widać, że maska pojazdu jest wgnieciona, uszkodzony jest też dach, a przednia szyba została rozbita, co wskazuje na dużą siłę uderzenia.

- Jest dużo zdjęć z wypadku i widać, że policja stoi ze sprzętem do pomiaru prędkości. To prawda, że sprawą zajmuje się prokuratura i będą rozstrzygać o tym biegli, ale policja zrobiła pomiar wstępny - powiedziała portalowi RadioZET.pl rzeczniczka MJN Marta Marczak. Dodała, że aktywiści zwrócili się do stołecznej policji z pytaniem o prędkość porsche w chwili wypadku, ale nie otrzymali odpowiedzi.

Komenda Stołeczna Policji obwinia pieszego, który w ocenie policjantów przeszedł w niedozwolonym miejscu. Aktywiści z MJN są przeciwnego zdania. Uważają, że niepełnosprawny miał prawo przejść przez ulicę w miejscu, w którym doszło do wypadku.

Prawo o ruchu drogowym mówi, że kierowca ma obowiązek zatrzymać pojazd i umożliwić przejście osobie niepełnosprawnej lub o widocznej ograniczonej sprawności ruchowej. Rzeczniczka stowarzyszenia Miasto Jest Nasze zwróciła uwagę, że pieszy, który zginął pod kołami porsche, poruszał się o kulach, więc kierowca nie mógł ich nie zauważyć. Policja z kolei tłumaczy, że przepis nie dotyczy jezdni, na której są tory. Choć ulicą Marszałkowską rzeczywiście poruszają się tramwaje, rzeczniczka MJN uważa, że w tym przypadku nie jest tak łatwo rozstrzygnąć, że pieszy nie mógł przejść przez ulicę. - Jeden samochód tam ustąpił pierwszeństwa, wtedy mężczyzna wszedł na jezdnię i został potrącony - zwróciła uwagę Marczak.

Wypadek z udziałem porsche. Zginął niepełnosprawny. Sprawcą motoryzacyjny patoinfluencer?

MJN w poniedziałek ogłosiło na Facebooku, że sprawcą wypadku jest motoryzacyjny patoinfluencer. Wieczorem policja przekazała, że 27-letni Patryk D. został aresztowany i czeka na rozmowę z prokuratorem.

Aktywiści jako dowód opublikowali zdjęcia pokazujące nick umieszczony na karoserii porsche, a także screen z tik toka patoinfluencera. Widać na nim licznik samochodu pokazujący prędkość przekraczającą 300 km/h.

„Chwalił się w social media jazdą 300 (!) km/h. W sobotę zebrał tego owoce: zabił pieszego poruszającego się o kulach. Wjechał w niego z taką siłą, że jego szczątki były rozrzucone na kilkanaście metrów. Ile musiał jechać? Policja nie podała tej informacji, za to zaczęła od razu przerzucać winę na ofiarę, pisząc kłamstwa o „przechodzeniu w niedozwolonym miejscu” - napisali aktywiści. Dodali, że „są to efekty budowanej przez lata «kultury» za****lania po ulicach jako stylu życia”. Odpowiadają za to nie tylko patoinfluencerzy i wspierające ich organizacje i grupy, które należałoby potraktować jako przestępcze. To przede wszystkim wina polskiej policji, która latami zajmowała się rozdawaniem odblasków pieszym, zamiast infiltrować znane wszystkim grupy facebookowe poświęcone nocnym wyścigom po mieście i wyłapywaniem potencjalnych drogowych zabójców. Przecież sami chwalą się swoimi przestępstwami w sieci. Ale policja nie zrobiła z tym absolutnie NIC. Komenda Stołeczna Policji – na co czekacie? Mamy wam podać adresy tych stron i profili, które zachęcają do zabijania na ulicach?” - czytamy w poście stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Aktywiści zapowiedzieli, że nie pozwolą, by sprawa ucichła.

Według MJN sprawca wypadku mógł być uczestnikiem nielegalnych nocnych wyścigów Warsaw Night Racing. Jedna z takich „imprez” odbywała się w sobotę i zakończyła się przed północą, około pół godziny przed wypadkiem. „Gazeta Wyborcza” zapytała organizatorów WNR, czy kierowca, który potrącił śmiertelnie pieszego, uczestniczył w takim wyścigu. Zaprzeczyli, by mieli z kierowcą coś wspólnego. Zapewnili też, że ich spotkania są bezpieczne, bo "nie szaleją na drogach publicznych, a tym bardziej w centrum miasta".

Rzeczniczka Miasto Jest Nasze powiedziała, że aktywiści otrzymują skargi od mieszkańców na nielegalne wyścigi.

Dostajemy takie sygnały od obserwatorów, że nawet jak dzwonią na policję, to są proszeni o podanie imienia, nazwiska i numerów rejestracyjnych uczestników. Policja po prostu nie współpracuje z mieszkańcami, którzy zgłaszają przekraczanie prędkości lub podejrzenie nielegalnych wyścigów.

Marta Marczak, rzeczniczka stowarzyszenia Miasto Jest Nasze

Stowarzyszenie miejskich aktywistów zamierza podjąć walkę z piractwem drogowym w Warszawie i wspomóc mieszkańców. - Będziemy chcieli, żeby mieszkańcy miasta, którzy dostrzegają problem nielegalnych wyścigów, dali temu odpór. Niebawem poinformujemy, jakie działania zamierzamy podjąć - przekazała rzeczniczka MJN.

RadioZET.pl/Miasto Jest Nasze/"Gazeta Wyborcza"/"Super Express"/oprac. AK