Chciała przejechać dwa przystanki, musiała pokonać 25 km... na wózku inwalidzkim

14.01.2020 13:20
niepełnosprawna
fot. Facebook/Archiwum prywatne

Warszawianka na wózku inwalidzkim razem z koleżanką chciały pokonać 3-kilometrowy odcinek. Aby dostać się na Saską Kępę z Torwaru, musiały jechać przez Żoliborz. Ta historia pokazuje, jak wygląda codzienność niepełnosprawnych osób.

Warszawa, sobota, późna noc. Karolina i jej koleżanka wracały właśnie z koncertu na Torwarze, który skończył się po godz. 22. Gosia porusza się na wózku inwalidzkim, dlatego znajoma chciała jej pomóc wrócić na Saską Kępę. Jak się okazało, zadanie je przerosło.

Chcesz być na bieżąco z newsami z Warszawy? Dołącz do naszej grupy na FB

Historię na jednej z warszawskich grup na Facebooku opisała Karolina, a przytoczyła ją "Gazeta Stołeczna". Teoretycznie rzecz biorąc, koleżanki miały wygodne połączenie - autobus 141, który dwa przystanki powinien pokonać w ciągu 4 minut. Powinien, gdyby się zatrzymał. Przystanek Legia-Stadion jest przystankiem na żądanie.

Nikt inny nie machał na przystanku. Nawet gdybym zdążyła pojawić się w odpowiednim miejscu, to nie wiem, jak kierowca miałby zareagować, bo jechał szybko środkowym pasem. Mogłybyśmy czekać na kolejny 141, ale Gosia nie może spędzać tyle czasu w jednej pozycji, więc musiałyśmy działać - tłumaczyła Karolina.

Kolejny 141 miał być dopiero pół godziny później, dlatego Karolina stwierdziła, że spróbuje innego sposobu. Wsiadła do autobusu 185, który jedzie w zupełnie innym kierunku. Dziewczyny miały jednak nadzieję, że uda im się przesiąść przy następnym moście. Nie wiedziały, że na kolejnych przystankach znów czekają je przeszkody.

Zobacz także

"Nie jestem strongwoman"

Wysiadły przy Centrum Nauki Kopernik, ponieważ znak informował tam o połowicznej barierze architektonicznej. Szybko jednak mina im zrzedła.

I tak oto o 23 utknęłyśmy w tunelu. Żadna winda nie działała, schody do nieba, Gocha latać nie umie, a ja nie jestem strongwoman, by samodzielnie wnieść po nich wózek inwalidzki z kobietą na pokładzie - kontynuowała swoją opowieść Karolina.

Na szczęście w rozkładzie był jeszcze jeden autobus 185. Tym razem koleżanki chciały uniknąć ryzyka - zdecydowały, że podróż będą kontynuować metrem, co oznaczało podróż aż na Żoliborz, do placu Wilsona.

Modliłyśmy się w duchu, by działała winda. Jest. Ulga. Szybko okazało się jednak, że nasza podróż kończy się na -1, a peron jest na... -2. Ulga była więc przedwczesna. Szukamy windy na -2. Wchodzimy do następnej, ta też tylko -1 i 0. Trzecia winda to samo - pisała Karolina.

Ostatecznie znalazły windę, którą dostały się na peron metra i przejechały kilka przystanków. Z Politechniki było już z górki. Koleżanki przesiadły się w autobus linii 188 w kierunku Gocławka i wysiadły na przystanku Saska. Trasa, która powinna trwać kilka minut, trwała ponad godzinę. Przejechały ponad 25 km.

Co z windami?

W tym roku stolicy przypadła przyznawana przez Komisję Europejską nagroda Access City za poprawę dostępności miasta dla osób niepełnosprawnych. Jak się okazuje, wiele jest jeszcze do poprawy.

To upokarzające dla osoby niepełnosprawnej, że musi tyle kombinować, żeby dostać się do domu. Nie jest też tak, że nie ma żadnych możliwości: mogłybyśmy wezwać taksówkę. Ale taka podróż też wymaga specjalnego zaaranżowania, bo nie każdy taksówkarz jest gotowy wnosić człowieka do samochodu. Niedziałające windy lub ich brak to zmora dla osób z niepełnosprawnościami - skarży się Karolina.

Niestety, na windy przy moście Poniatowskiego na razie nie ma co liczyć. Mają one być gotowe do końca 2021 r. Budowę zapowiadano już kilka lat temu, ale most Poniatowskiego to obiekt zabytkowy, więc miasto czekało na zgodę konserwatora.

W styczniu ogłosimy trzyczęściowy przetarg na budowę ośmiu wind przy moście Poniatowskiego. W planach są cztery windy przy Wybrzeżu Kościuszkowskim oraz po dwie przy PKP Powiśle i na Solcu. ZMID przeznaczył na ten cel 5,5 mln zł - oświadczyła w rozmowie ze "Stołeczną" rzeczniczka Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych Agata Choińska-Ostrowska.

Zobacz także

RadioZET.pl/"Gazeta Stołeczna"/Facebook