Zamknij

Zabójstwo na Gocławiu w Warszawie. 78-latek zginął od ciosów nożem w serce

12.05.2021 13:51
Strzelanina w Warszawie
fot. Piotr Molecki/East News

Na warszawskim Gocławiu 7 maja doszło do strzelaniny i ataku nożownika. Zginął 78-letni właściciel pralni. Prokuratura podała wyniki sekcji zwłok. 78-latek zginął najprawdopodobniej od ciosów nożem zadanych w serce.

73-letni właściciel pralni na Gocławiu w Warszawie zginął najprawdopodobniej od dwóch ran kłutych w okolicy serca. Informację o wynikach przeprowadzonej sekcji zwłok przekazała warszawska prokuratura. Mężczyzna miał liczne rany kłute i cięte m.in. na rękach i na plecach. Domniemany zabójca, 37-letni syn mężczyzny, w stanie ciężkim przebywa w szpitalu.

Zabójstwo w pralni na Gocławiu. Wyniki sekcji zwłok

Jak przekazała prok. Katarzyna Skrzeczkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, sekcja zwłok 73-latka odbyła się we wtorek i trwała do późnych godzin. Biegli stwierdzili, że prawdopodobną przyczyną zgonu mężczyzny były dwie rany kłute w okolice serca. Mężczyzna miał także rany, zadane najprawdopodobniej nożem, na plecach.

Skrzeczkowska dodała, że ofiara miała rany cięte na rękach, co może świadczyć o tym, że broniła się przed atakiem.

Syn podejrzany o zabójstwo ojca

Na miejscu zdarzenia znaleziono dwa noże. O zadanie śmiertelnych ciosów 73-latkowi podejrzewany jest jego 37-letni syn. W piątek, krótko po zdarzeniu, mężczyzna został ujęty przez wezwanych do interwencji w pralni na Gocławiu funkcjonariuszy policji. Formalnie 37-latek nie został zatrzymany. W stanie zagrażającym jego życiu trafił do szpitala i kilka dni przebywał w śpiączce, z której został wybudzony.

– Z mężczyzną nie można przeprowadzić czynności, nie pozwala na to stan jego zdrowia – powiedziała prok. Skrzeczkowska. 37-latek ma liczne rany kłute i cięte brzucha, pocięte nadgarstki i podcięte gardło. Ta ostatnia rana obecnie uniemożliwia mężczyźnie samodzielne oddychanie i mówienie. 37-latek pilnowany jest w szpitalu przez funkcjonariuszy policji.

Śledztwo w sprawie zabójstwa w pralni chemicznej przy ul. Bora Komorowskiego na warszawskim Gocławiu prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga Południe. Już na początkowym etapie udało się przesłuchać m.in. rodzinę zmarłego i pracowników punktu usługowego. Z ustaleń PAP wynika, że jedna z pracownic zeznała, że w piątek miało dojść do konfliktu pomiędzy 73-letnim właścicielem pralni, a zatrudnionym tam jego 37-letnim synem. Zamordowany mężczyzna miał zwracać uwagę synowi na złą technikę prania dywanu. Z relacji świadków wynika, że 37-latek chorował psychicznie, ale odmawiał przyjmowania leków. Wątek ten będzie weryfikowany przez prokuraturę w toku śledztwa.

Strzelanina i atak nożownika na Gocławiu. Zginął mężczyzna

Do zabójstwa doszło 7 maja pomiędzy godz. 13 a 14. Nie było bezpośrednich świadków zdarzenia.

– Około godziny 13.30 funkcjonariusze policji zostali wezwani do interwencji w jednym z lokali usługowych. Ze zgłoszenia wynikało, że ktoś może potrzebować pomocy. Na miejsce policjanci przybyli jednocześni ze strażą pożarną, której funkcjonariusze umożliwili dostanie się do lokalu, którego drzwi były zamknięte. W środku policjanci zastali mężczyznę, który trzymał w dłoni niebezpieczne narzędzie, nie reagował na polecenia. Mężczyzna wyszedł z lokalu i zaatakował funkcjonariuszy, podjął próbę ucieczki – mówił w piątek asp. Rafał Retmaniak z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji.

37-latek został ujęty po tym, jak funkcjonariusze oddali strzały z broni palnej. Został zabrany do szpitala, ponieważ na jego ciele ujawniono liczne rany kłute i cięte.

Moment zatrzymania relacjonowali PAP świadkowie. Pani Elżbieta mieszkająca na Gocławiu zobaczyła strażaków i policjantów, gdy stała na przystanku.

– Strażacy szli z bosakiem do pralni i nagle zaczęli uciekać. Trzech mężczyzn wyskoczyło i za czwartym uciekającym wyskoczył napastnik z nożem, zakrwawione miał ręce i tors zakrwawiony - opowiada kobieta, dodając, że mężczyzna z nożem był półnagi.

– Zaczął gonić z nożem policjanta. Ja się schowałam za budkę przystanku, bo policjant krzyknął "niech pani ucieka!". Wystraszyłam się. Policjant uciekał przed nim tyłem, a ten w ręku trzymał ten nóż. I ten policjant zaczął mu strzelać w nogi – dodała.

RadioZET.pl/PAP