Zamknij

38-latek zginął w drodze po chleb. "Mieliśmy robić święta, będzie pogrzeb"

21.12.2022 13:32

38-latek zmarł po upadku na oblodzonym chodniku na warszawskiej Pradze-Północ. - Radek wyszedł po chleb i już nie wrócił - mówiła zrozpaczona babcia mężczyzny w rozmowie z Wirtualną Polską. Prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie. Wcześniej prezydent stolicy Rafał Trzaskowski przekazał, że za fragment chodnika, na którym doszło do tragedii, nie odpowiada miasto, tylko prywatny podmiot.

karetka
fot. Stanislaw Bielski/REPORTER (zdj. ilustracyjne)

Do tragedii doszło we wtorek rano w Warszawie na skrzyżowaniu ulic Targowej z Kłopotowskiego. Tego dnia na drogach panowały fatalne warunki, a IMGW wydał ostrzeżenia przed marznącymi opadami. Spowodowały one "szklankę" na drogach.

- 38-letni mężczyzna szedł chodnikiem. W pewnym momencie wywrócił się - powiedział rzecznik Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak. W wyniku upadku 38-latek prawdopodobnie uderzył głową o chodnik. - Niestety zmarł na miejscu. Wyjaśniamy okoliczności zdarzenia - przekazał.

38-latek zmarł po upadku. "Nie wiem, co teraz będzie"

Wirtualnej Polsce udało się porozmawiać z babcią zmarłego. Radosław pracował jako kierowca, poza tym mieszkał z seniorką i opiekował się nią. Kobieta jest zrozpaczona. - Co ja teraz zrobię? Moja córka [mama Radka - red.] nie żyje. Zięć też nie. Radek to był taki dobry chłopak. Opiekował się mną. Sprzątał, robił zakupy. Nie wiem, co teraz będzie - mówiła pani Anna.

Jak dodała, wnuczek poszedł rano po zakupy. - Ja mam 84 lata. Ledwo wychodzę z domu. Tego poranka Radek poszedł po chleb. Jeszcze rozmawialiśmy o tej szklance, która była na chodniku. Mówił: "babciu, żeby tobie nie przyszło do głowy, żeby gdzieś wychodzić". Kiedy długo nie wracał, zaczęłam się martwić. Nagle zadzwonił jeden z moich synów. Powiedział, że zaraz do mnie przyjedzie. Jak przyjechał, dowiedziałam się o tragedii, która rozegrała się prawie pod naszymi oknami - relacjonowała.

Kobieta nie ukrywała wzburzenia. - Jestem wściekła, bo mój wnuczek zginął tylko dlatego, że ktoś nie posypał chodnika. Nie chcę zemsty, ale ktoś musi za to odpowiedzieć. Człowiek na własnym podwórku nie może czuć się bezpiecznie. Co robi administracja? Przecież ich obowiązkiem jest dbać o chodnik. Ja płacę co miesiąc 1200 złotych czynszu. Na co to idzie? - denerwowała się w rozmowie z WP.

- Mieliśmy robić święta. Zamiast tego będzie pogrzeb. Kto chciałby mieć takie Boże Narodzenie? - podsumowała. Zapytani o 38-latka sąsiedzi współczują jego babci. - Miły, wesoły, uczynny chłopak - mówili o zmarłym w okolicznym sklepie.

Śledztwo i sekcja zwłok po tragedii na oblodzonym chodniku

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prokurator Katarzyna Skrzeczkowska przekazała, że zostało wszczęte śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci 38-latka. Zarządzono też sekcję zwłok. - O godzinie 5.50 służby zostały zawiadomione, że na chodniku leży mężczyzna, od którego wyczuwalna jest woń alkoholu, miał przy sobie puszki z piwem - powiedziała. Zaznaczyła, że gdy na miejsce przyjechała policja, znaleźli się świadkowie, którzy widzieli, jak mężczyzna przewraca się. - To są wstępne ustalenia. Wszystko to będzie dokładnie sprawdzane - podkreśliła.

Do tragicznej sytuacji we wtorek odniósł się prezydent Warszawy. Nie ma nic do zarzucenia miejskim służbom oczyszczania miasta. - Z moich informacji jasno wynika, że za ten fragment chodnika nie odpowiada miasto, tylko prywatny podmiot. Staramy się egzekwować, żeby również prywatne podmioty odśnieżały tam, gdzie są za to odpowiedzialne - powiedział Trzaskowski. Złożył też kondolencje rodzinie.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/Wirtualna Polska/PAP