Ksiądz krytykował sołtysa z KO podczas mszy. Parafianie wychodzili z kościoła, kuria zareagowała

Redakcja
28.11.2018 14:57
Kościół
fot. Kościół w Stróżewie/Google Street View

- Koalicja wroga Bogu, radny nie jest już katolikiem. Sam się wyłączył z Boga - w taki sposób proboszcz w wielkopolskiego Stróżewa krytykował miejscowego sołtysa z Koalicji Obywatelskiej. Parafianie byli oburzeni taki zachowaniem księdza, zareagowała już także kuria. To zresztą nie pierwszy raz, gdy wokół tego duchownego pojawiają się kontrowersje. 

O sprawie pisze poznańska "Gazeta Wyborcza". Chodzi o aktywność i otwarcie polityczne komentarze proboszcza parafii pw. Matki Boskiej Szkaplerznej w Stróżewie - wsi w powiecie chodzieskim, oddalonej o 70 km na północ od Poznania.

Atak na sołtysa z KO

Podczas jednego z nabożeństw ks. Józef Wędzikowski otwarcie skrytykował sołtysa Adriana Urbańskiego. Wypomniał mu jego przynależność partyjną i sugerował, że wyklucza go ona ze wspólnoty religijnej. 

- Nie było mnie na mszy, ale mieszkańcy opowiadali mi, że ksiądz krytykował mnie zza ambony. Że bycie w KO jest sprzeczne z wiarą w Boga, z krzyżem, że każdy, kto na mnie zagłosował też nie będzie katolikiem - mówi w rozmowie z "Wyborczą" Urbański. I publikuje na swoim profilu na Facebooku treść ogłoszeń duszpasterskich, które ks. Wędzikowski wygłosił w niedzielę 18 listopada.

"Bóg zapłać za pytanie dwóm parafianom tak gorliwym, którzy postawili mi takie pytanie, co ksiądz proboszcz myśli o naszym radnym w parafii” (..) Zmienił on formację na Koalicję Obywatelską wrogą Bogu, Krzyżowi, Ewangelii i Kościołowi i pokazał to na bilbordach, gdzie kandydował w wyborach" - czytamy.

Potem proboszcz pisał: „Radny już nie jest katolikiem i nie może być radnym, bo będzie nam mieszał w naszej wierze. Przez to sam się wyłączył z Boga”. Przestrzegał również tych, którzy głosowali na Koalicję Obywatelską: „Musi to sobie uświadomić każdy, kto głosuje na taką formację czy opcję”.

"Ksiądz nie powinien dzielić"

Okazuje się, że treść ogłoszenia, udostępniona przez sołtysa, został wcześniej opublikowana przez samego duchownego w mediach społecznościowych oraz w gablocie przy wejściu do świątyni. Sam Urbański nie ma wątpliwości, jak nazwać taką praktykę. "Skandalem jest dzielić mieszkańców względem opcji politycznych. Jest mi ogromnie przykro, że mieszkańcy naszej parafii, którzy poparli mnie w wyborach samorządowych, tak jak i ja, zostali uznani przez naszego proboszcza za ludzi, którzy wyparli się swej religii - napisał na FB.

Zobacz także

Urbański przypomniał w rozmowie z "GW", że w tak małej społeczności, jaką jest Stróźewo, włodarz parafii powinien łączyć, a nie dzielić. Dodał również, że wedle jego wiedzy, część parafian wyszła z kościoła, gdy ksiądz odczytywał swoją pełną niechęci tyradę przeciw politykowi. 

Ksiądz nie rozmawia z mediami, ale...przeprasza

Co ma do powiedzenia sam ks. Wędzikowski, zarządzający parafią od kilkunastu lat? Osobiście unika komentarzy i kontaktów z mediami. "Wyborcza" pisze natomiast, że z gabloty zniknęła kartka z "antyKO-wskim" przesłaniem. Pojawiła się za to inna, datowana na niedzielę 25 listopada. Widniał na niej komunikat z przeprosinami:

„Rozważając przy pomocy modlitwy i Słowa Bożego moją wypowiedź zawartą w ogłoszeniach duszpasterskich z ubiegłej niedzieli, która dotyczyła ostatnich wyborów samorządowych, uznaję, że była ona błędna. Ponieważ moja wypowiedź była publiczna, odwołuję wszystko, co na ten temat powiedziałem i przepraszam tych, których obraziłem” - cytuje "GW". 

Nie pierwszy wybryk ks. Wędzikowskiego

Dziennikarze skontaktowali się również z gnieźnieńską kurią, której podlega parafia w Stróżewiu. - Ksiądz proboszcz został poproszony o wyjaśnienia w związku z zaistniałą sytuacją. Został też upomniany i pouczony, że ambona nie jest miejscem agitacji politycznej i że winien wystrzegać się takich zachowań w przyszłości - poinformował w rozmowie z gazetą kanclerz i rzecznik prasowy Kurii Metropolitalnej w Gnieźnie ks. Zbigniew Przybylski.

Zobacz także

Ks. Wędzikowski już kilkanaście lat temu znalazł się na cenzurowanym. Był bowiem proboszczem w parafiach w Dusznie i Kwieciszewie na Kujawach. Z pierwszej został odwołany po protestach mieszkańców (aczkolwiek ich przyczyny nie są znane), z drugiej również, ponieważ podczas spowiedzi uderzył z całej siły w twarz 12-letniego chłopca. Został wówczas przeniesiony najpierw do Inowrocławia, a następnie własnie do Stróżewa. 

RadioZET.pl/Facebook/poznan.wyborcza.pl/MP