Zamknij

To oni zginęli w katastrofie w Szczyrku. Tę rodzinę znali w okolicy wszyscy

06.12.2019 12:14
Wojciech Kaim z rodziną zginęli w tragedii w Szczyrku. Kim byli?
fot. Jakub Kaminski/East News

Wybuch w Szczyrku to największa tragedia w historii kurortu. Jego mieszkańcy są pogrążeni w żałobie. Wszyscy bardzo dobrze znali ofiary eksplozji – rodzinę Kaimów, wśród nich był trener narciarstwa Wojciech Kaim, jego żona i troje małych dzieci.

Szczyrk jest wstrząśnięty. Po środowej eksplozji przy Leszczynowej 6 wydobyto ciała ośmiorga mieszkańców zawalonego budynku. Ofiary to członkowie szanowanej i znanej w Szczyrku rodziny, znanej także w świecie narciarskim i snowboardowym.  To od ich nazwiska – Kaim - pochodzi nazwa ośrodka narciarskiego Kaimówka, w którym swoje pierwsze kroki na nartach stawiali turyści z całego kraju. 

W domu przy Leszczynowej 6 mieszkała wielopokoleniowa rodzina: 60-letni dziadek Józef Kaim, który w młodości odnosił liczne sukcesy w narciarstwie alpejskim, a później otworzył serwis narciarski, jego żona - 60-letnia Jolanta, a także ich 39-letni syn Wojciech Kaim z rodziną. To 38-letnia żona Anna i troje dzieci: 3-letni Staś, 7-letnia Marcelina i 9-letnia Michalina.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ: Tragedia w Szczyrku: Nie żyje trener narciarstwa

W zawalonym w środę domu był też inny wnuk Józefa, 10-letni Szymon. Jego mama Katarzyna jako jedyna spośród mieszkańców budynku ocalała. W momencie katastrofy była w pracy. Jej rodzina zginęła na miejscu.

Zobacz także

W rozmowie z Polską Agencją Prasową Sabina Bugaj, pracująca w miejskim ośrodku kultury, promocji i informacji, przyznała, że rodzina była bardzo lubiana i szanowana w okolicy.

To była rodzina z tradycjami narciarskimi, sportowymi. Mieli rodzinny stok narciarski »Kaimówka«, na którym, jak mam 40 lat, to przynajmniej 35 lat jeździłam. Mieli rodzinny interes, jedną z pierwszych wypożyczalni sprzętu narciarskiego sportowego, serwis sprzętu. Byli trenerami narciarstwa, snowboardu

- powiedziała Bugaj. „A my się tu wszyscy znamy – mamy 5,6 tys. mieszkańców. Wszyscy spotykamy się w kościele, albo w ośrodku zdrowia, na zakupach, na ulicy. Widujemy się praktycznie na co dzień – to mała społeczność, zatem dotyka to wszystkich" - podkreśliła Bugaj. Ale wstrząśnięci tragedią są nie tylko sąsiedzi ofiar, ale też turyści, którzy tę rodzinę bardzo dobrze znali.  "Ludzie dzwonią z Polski, dokładnie znają tę rodzinę i jej nazwisko" – powiedziała Bugaj. Inny mieszkaniec miasta, Antoni, również przyznaje, że bardzo dobrze znał rodzinę Kaimów. "Na nartach razem jeździliśmy, oni prowadzili warsztat, w którym ostrzyli i smarowali narty" – powiedział. "Dzwonił też do mnie pan z Warszawy, który przyjeżdżał na narty, i pyta, gdzie to się stało, co się stało. Mówię mu: tam, gdzie ostrzyłeś te narty, u tego Józka. To znany człowiek" – dodał pan Antoni.

Szczyrk w żałobie

W pobliżu miejsca katastrofy mieszkańcy i turyści zostawiają zapalone znicze. Na wielu domach wiszą biało-czerwone flagi przewiązane kirem. Burmistrz Szczyrku Antoni Byrdy i ogłosił żałobę, prosząc jednocześnie mieszkańców i przyjezdnych, aby do 8 grudnia włącznie powstrzymali się oni od organizowania w mieście imprez. Nikt jednak o tym nie myśli. W czwartkowy wieczór wielu z nich pojawiło się na mszy w kościele św. Piotra i Pawła w intencji ofiar tragedii, ich rodzin oraz ratowników, którzy brali udział w akcji.

RadioZET.pl/PAP