"Nie zgadzamy się na napływ fali emigrantów muzułmańskich". Pytamy, co Straż Graniczna i MSWiA chcą osiągnąć szokującymi obrazkami

Mateusz Albin
11.04.2017 13:41
"Nie zgadzamy się na napływ fali emigrantów muzułmańskich". Pytamy co Straż Graniczna i MSWiA chcą osiągnąć szokującymi obrazkami
fot. Agencja Gazeta/Marek Podmokly

Jeden obrazek na Facebooku Straży Granicznej wywołał burzę. Instytucja zapostowała grafikę z MSWiA, przekonującą, że broni Polaków, sprzeciwiając się migracji ze wschodu. Zapytaliśmy ekspertów, co właściwie próbowano osiągnąć.

"Dbamy o bezpieczeństwo Polski i Polaków. Nie zgadzamy się na napływ fali emigrantów muzułmański" – twierdziło jeszcze niedawno konto Straży Granicznej, które myśl tę wyraziło grafiką stworzoną w MSWiA. Obrazek z miejsca wywołał burzę i chwilę później zniknął. Przedstawiciele instytucji przyznają, że skasowali obrazek, ale nie z powodu jego treści, tylko dyskusji, którą wywołał.

- Była to jedna z wielu grafik, które udostępniamy ze strony MSWiA. Została usunięta ze względu na emocje, które wywołała. Niedopuszczalny był również poziom dyskusji, jaka toczyła się pod postem pomiędzy osobami o skrajnie odmiennych poglądach – przekazała nam ppor. SG Agnieszka Golias, rzecznik prasowy SG.

mswia emigranci

Dziel i rządź

A czemu w ogóle taka treść pojawiła się na stronie państwowej służby? Ksenofobia czy bezmyślność? Do pierwszej opinii przychylają się organizacje działające przeciw rasizmowi, ale rzeczywistość może być jeszcze banalniejsza.

- Moim zdaniem za kampanią, z której pochodzi ten obrazek, stoi celowe wzbudzanie strachu. Tworzona jest figura obcego, w tym przypadku islamskiego najeźdźcy. Niezależnie od wydarzeń na zachodzie, na profilu polskiej Straży Granicznej jest to absolutnie niepotrzebne. Imigranci w Polsce to 2-3 procent populacji, a większość napływowej ludności pochodzi z Ukrainy. Figura „złego muzułmanina” lepiej jednak dociera do masowej świadomości, niż straszenie sąsiadami ze wschodu. Im bardziej odległy obiekt, tym bardziej abstrakcyjny i straszny – ocenia Monika Nowicka, socjolożka migracji Colegium Civitas.

Krótko mówiąc, sprawa dotyczy polityki i, wbrew międzynarodowemu tematowi, wyłącznie tej wewnętrznej. Po co więc to wszystko?

- Rzecz jasna nie chodzi o obronę przed migrantami, tylko o konsolidację wspólnoty, przez tworzenie wrażenia, że stajemy w obliczu wroga. Tym wrogiem nie mogłyby być państwa UE, ponieważ pozostajemy narodem proeuropejskim, za to obawy przed napływem islamu są wyraziste i podbijane medialnie w kontekście terroryzmu – dodaje Nowicka.

Zobacz także

Islamiści nic nie stracą, straci za to Straż Graniczna

Zdaniem Mateusza Zaremby, socjologa i politologa Uniwersytetu SWPS, najwięcej na tym ucierpi wiarygodność instytucji. Nie tylko z powodu tematu, ale także uderzających błędów.

- Moim zdaniem instytucje powinny być zimne. W ich kanałach komunikacji nie powinno być miejsca na emocje, a tutaj do czynienia mamy ze słowami wartościującymi zjawisko. Trzeba też zadać sobie pytanie, po co w ogóle Straży Granicznej strony w social media. Zrozumiałbym istnienie konta na Twitterze, które raportowałoby to, co dzieje się na przejściach granicznych – tłumaczy.

Zaremba zwraca uwagę, że wpis korzysta jednak z technik przypominających marketing. A to kompletnie nie pasuje to służby, o której mówimy. Jaki w tym cel, skoro Straż Graniczna nie oferuje usług, które się kupuje?

- Dodatkowo, w ten sposób służba włącza się do dyskusji publicystycznej, chociaż powinna być przezroczysta ideologicznie. To po prostu przykład nadużywania instytucji do bieżących celów. Do tego nietrafiony, bo zawiera błędy rzeczowe – dodaje.

Wpis mówi o fali emigrantów muzułmańskich, podczas gdy duża część osób napływających ze wschodu to chrześcijanie. Autor najwyraźniej nie odróżnia też... imigranta od emigranta. W efekcie ciężko powiedzieć, czy MSWiA chce powstrzymać muzułmanów przed dostaniem się do Polski, czy przed wyjazdem z niej.

RadioZET.pl/MAAL