Zamknij
Mycie rąk
Mycie rąk wcale nie jest takie oczywiste dla wszystkich Polaków
fot: katunes pcnok/Shutterstock

Wreszcie czyści. Pobożne życzenie czy obyczajowa rewolucja?

Aleksandra Pucułek
Aleksandra Pucułek Redaktor Radia Zet
05.08.2022 11:10

Jeśli coś dobrego wyniknie z pandemii to świadomość higieny – zapowiadali medycy, psycholodzy albo zwykli przechodnie korzystający z komunikacji miejskiej. Czy w ciągu ostatnich dwóch lat lepiej i częściej myjemy ręce oraz siebie?

Małgorzata, lekarka w powiatowym szpitalu na Lubelszczyźnie, najbardziej zapamiętała starszego mężczyznę z wysypką na plecach, który zgłosił się na izbę przyjęć. - Spytałam, kiedy się mył. Była środa, powiedział, że we wtorek. Potem okazało się, że we wtorek, ale tydzień wcześniej – opowiada.

Agnieszka, pediatra z Lublina, miała podobną sytuację, z tym, że z nastolatkiem, który leżał na sali z dwójką innych dzieci. - Rodzice pozostałej dwójki narzekali, prosili, żebym coś zrobiła, bo od chłopaka zwyczajnie śmierdziało. Było gorąco, okna nie dało się otworzyć. Nie mogłam przetłumaczyć, pielęgniarki też, chłopak nie widział problemu. Nasłałam na niego ratowników medycznych, pomyślałam, że jak facet powie facetowi po męsku, to może posłucha. Zadziałało. Zadzwonił do mamy, żeby przyniosła mu rzeczy do umycia i przebrania.

Dr Michał Matyjaszczyk, specjalista medycyny rodzinnej z Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki, stwierdza krótko: - Co tu dużo mówić, mamy multum pacjentów, którzy nie pachną fiołkami. I nie dotyczy to tylko pacjentów. Czy za sprawą pandemii Polacy bardziej dbają o higienę, z którą dotychczas byli na bakier?

Maseczka, a na niej resztki obiadu

Jeśli nie każdy to zapewne większość z nas jechała autobusem, tramwajem lub pociągiem, zwłaszcza latem, i wyczekiwała chwili, żeby z tej komunikacji wysiąść. Nie z powodu gorąca, tylko zapachu. Podobne marzenia można mieć w kolejce, na zakupach, albo gdy jedzie się z kimś windą. Badania na temat higieny Polaków przeprowadzone przez TNS OBOP w 2017 roku zdają się to potwierdzać.

Według nich 11 proc. respondentów myje się raz na dwa dni, a ponad połowa (53 proc.) ogranicza się do jednej kąpieli lub prysznica w ciągu doby. 27 proc. przepytanych Polaków - głównie przed 40. rokiem życia – robi to dwa lub więcej razy dziennie. Jeszcze gorzej jest z myciem włosów. Z raportu wynika, że 17 proc. Polaków sięga po szampon raz w tygodniu. Najczęściej myjemy włosy co dwa (28 proc.) lub co trzy dni (29 proc.). Niewiele ponad 20 proc. badanych deklaruje, że robi to codziennie (częściej mężczyźni). Jeśli chodzi o ręce, pięć, sześć lat temu najczęściej powtarzały się takie zatrważające dane: ok. 30 proc. kobiet i ok. 60 proc. mężczyzn nie myje rąk po wyjściu z toalety.

Problem jest jednak bardziej złożony niż się wydaje. Zacznijmy od dzieci.

- 10 lat temu do naszej szkoły chodziła czwórka rodzeństwa. Były bardzo zaniedbane, chociaż nie była to wyjątkowo biedna rodzina. Zdarzało mi się kupować bieliznę, ubranka, robić paczkę i dawać im jako prezent. Koleżanki mówiły mi, fajna inicjatywa, ale zobaczysz, jak to będzie zaraz wyglądać. Miały rację. Ubrania po kilku dniach były podarte, zniszczone - wspomina Natalia Pacocha, wicedyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 w Łodzi. - Mieliśmy też uczniów, których przed lekcjami pedagog brała za rękę i pod prysznic – dodaje.

Lekarka nieraz słyszała od rodziców: jak dzieci w chorobie albo z gorączko to przecież nie wolno myć

Dziś już takich ekstremalnych sytuacji nie ma, ale jak mówi, przerobili już niemal wszystko: jelitówki, świerzb, a w przedszkolu średnio dwa razy do roku, czy pandemia czy nie, wszawicę. Najczęściej jesienią, gdy dzieci zaczynają nosić czapki. - Higiena włosów – stwierdza krótko Pacocha. Gdy informuje o tym rodziców, zawsze ostrożnie, bo to jednak temat tabu, część reaguje, część nie.

- Zdarzało się, że niektóre kilkulatki nie wiedziały, jak się myje włosy. Trzeba było je tego uczyć - opowiada Agnieszka, pediatria z Lublina. Swoim pacjentom na oddziale stara się najpierw tłumaczyć, że jest rano czy wieczór, trzeba się umyć, bo tak jest zdrowo. Mniejsze dzieci są bardziej podatne, gorzej z nastolatkami. - Zwłaszcza chłopaki nie czuły potrzeby, żeby się umyć. Dla mnie abstrakcja, dla nich normalna rzecz. Bały się jak diabeł święconej wody, pielęgniarki nieraz na siłę brały - przyznaje.

Porada o myciu rąk przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie
fot. Marek BAZAK/East News

Julia, lekarka rodzinna w Szczecinie, nieraz słyszała od rodziców: jak dzieci w chorobie albo z gorączko to przecież nie wolno myć. - Pokutuje też przekonanie, zwłaszcza u starszych, że rany nie wolno dotykać, myć. Jak mówiłam, że trzeba zdjąć opatrunek, przemyć wodą z mydłem pod bieżącą wodą, to widziałam zdziwienie na twarzy. Kiedyś woda nie była bieżąca i mogła być dodatkowym zagrożeniem, ale teraz jest inaczej - tłumaczy.

W czasie badania lekarskiego czuć nieraz, jak słuchawka przykleja się do pacjenta

- Momentami było fatalnie – potwierdza dr Matyjaszczyk. - Ludzie nie myli rąk, nie myli się, nie zmieniali ubrania - wylicza. Jak niemal każdy lekarz nieraz przyjmował pacjentów z wysypką, czy z grzybicą, która pojawiła się z brudu. - W czasie badania lekarskiego czuć nieraz, jak słuchawka przykleja się do pacjenta, potem trzeba umyć, zdezynfekować stetoskop, ale każdy pacjent jest pacjentem, trzeba pomóc – dodaje Tomasz Karauda z Kliniki Pulmonologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Barlickiego w Łodzi.

Spoza szpitalnych sytuacji dobrze pamięta też te z publicznych miejsc. - Np. w restauracji w męskiej toalecie symptomatyczne było to, że mężczyźni wychodzili z niej, nie zaczepiając o zlew - wspomina. Zresztą nawet w pandemii nieraz widział maseczki z fragmentami obiadów czy kolacji. - Już zdrowiej dla tych ludzi było je zdjąć – stwierdza.

Żadna pandemia, tylko rodzice

Chociaż kolejne sondaże donoszą, że w ostatnich pandemicznych latach nawyki rzeczywiście się poprawiły: ponad 80 proc. Polaków przepytanych przez CBOS w 2021 roku, zapewniła, że regularnie myje ręce. Przed pandemią deklarowało to 30–40 proc. ankietowanych. W badaniu ARC Rynek i Opinia dla firmy NAOS 65 proc. ankietowanych zapewniło, że dłonie też dezynfekuje. Przed marcem 2020 robiło to tylko 19 proc. respondentów.

Ponad 80 proc. Polaków w 2021 roku zapewniła, że regularnie myje ręce. Przed pandemią deklarowało to 30–40 proc. ankietowanych.

- Na początku pandemii nawet my byliśmy niespecjalnie do tego przygotowani. Brakowało nam wszystkiego jak w wielu szpitalach, ale przez dwa lata z chorymi, zakażonymi nauczyliśmy się, jak się ubrać, umyć, żeby się nie zakazić - opowiada prof. Krzysztof Zeman, kierownik Kliniki Pediatrii, Immunologii i Nefrologii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. - Niektórzy pacjenci nawet zwracali nam uwagę i dopytali, czy dezynfekujemy ręce i wszystko dookoła – dodaje Julia, lekarka rodzinna.

Sami siebie też pilnowali. Agnieszka, pediatra z Lublina, zauważyła chociażby większy porządek w salach, ale też pacjenci i ich rodzice pilnowali mycia rąk, dezynfekcji. Co teoretycznie widać w statystykach.

Od stycznia do końca czerwca 2020 roku było o 1627 mniej bakteryjnych zakażeń jelitowych w porównaniu z poprzednim rokiem

Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że od stycznia do końca czerwca 2020 roku było o 886 przypadków mniej salmonellozy, 1627 mniej bakteryjnych zakażeń jelitowych i aż cztery razy mniej wirusówek jelitowych w porównaniu z analogicznym okresem w poprzednim roku. Wszystkie te schorzenia to tzw. choroby brudnych rąk. - Tylko, że na początku pandemii rodzice panicznie bali się zgłaszać do szpitali z dziećmi, mieliśmy bardzo mało hospitalizacji. Maluchy nie chodziły też do przedszkoli, żłobków, były izolowane, więc przerwano drogi transmisji. Gdy już wróciły na zajęcia, to rodzice nie mogli wchodzić do środka przedszkola, więc kontakty wciąż były ograniczone - i w tym wszystkim Agnieszka widzi powód niższych statystyk.

Teraz znów zapanowało rozluźnienie. Na szafkach, łóżkach, fotelach w szpitalnych sala obserwuje jedzenie położone koło zabawek, w tym wszystkim jeszcze maseczki. A na oddziale znów nie brakuje pacjentów z infekcjami jelitowymi typu dziecięcego, rotawirusami, adenowirusami, które mogą mieć związek z niemyciem rąk. - Nawyk częstego mycia rąk u większości został – stwierdza Dorota Kuchta, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Legionowie. Ma to czarno na białym: wydatki na mydło nie zmieniły się, nieco mniej szkoła przeznacza na środki dezynfekcyjne. - Dzieci wracają za to do dzielenia się jedzeniem, chociaż nie jest to jeszcze picie z jednej butelki – zauważa.

Pandemia pandemią, ale wszystko zależy od rodziców. Brak higieny u dorosłych, to brak higieny u dzieci

Prof. Zeman tak jak zresztą pozostali lekarze ma na to jedną teorię. - Pandemia pandemią, ale wszystko zależy od rodziców. Jak nauczą dziecko i pilnują je, to potrafi o siebie zadbać. Brak higieny u dorosłych, to brak higieny u dzieci – stwierdza. Agnieszce od razu przypominają się rozmowy z matką jednego z pacjentów. - Prosiłam, żeby przyniosła dziecku czyste ubrania, kosmetyki, ale bez większej refleksji do tego podeszła. Jak widzę zaniedbane dziecko, z brudnymi paznokciami, włosami, to najczęściej przychodzi do niego taka sama matka – mówi. - Takie rodziny, bo to najczęściej całe rodziny, były, są i będą, pandemia tego nie zmieni – podkreśla.

I tak np. Natalia Pacocha wciąż w ciągu roku przeprowadza jedną, dwie rozmowy indywidualne z rodzicami o higienie. - Nie lubię ich, krępują mnie. Rodzice są zazwyczaj zawstydzeni, ale musimy reagować. Gdy widzimy, jak inne dzieci nie chcą się bawić z danym uczniem, to jest dla nas pierwszy sygnał, że coś jest nie tak, nikt nie musi nam tego zgłaszać – tłumaczy. Zaznacza też: - Nie chcemy, żeby dzieci były wykluczane, wtedy robi się z tego poważny problem. Zaczyna się od dorosłych, a cierpi dziecko.

U większości dzieci został nawyk częstego mycia rąk
fot. StudioRomantic/Shutterstock

3,5 mln osób bez łazienki

Jedno to rodzina i wychowanie. Drugie to środowisko, w którym żyje rodzina. I wiek. - Wiadomo, że bezdomni czy niepełnosprawni mają okazjonalny i ograniczony dostęp do wody, ale np. starsze osoby nie wiem, czy to ze względu na rachunki za wodę czy z przyzwyczajenia, myją się co kilka dni, albo przed niedzielą – mówi Małgorzata. - Albo przed wizytą u lekarza, tylko to nie wystarczy – dodaje dr Matyjaszczyk. Dlatego Małgorzata nie ukrywa, że maseczki i przyłbice są jej na rękę. Zwłaszcza, że pracuje w małym powiatowym szpitalu na Lubelszczyźnie, pacjenci są głównie z okolicznych wsi. Tacy też przeważają u Agnieszki. Większy problem z higieną widzą u mężczyzn.

W 2020 roku w miastach 4,3 proc. mieszkań pozbawionych było łazienki, na wsiach – 16,5 proc.

- Ten podział miasto-wieś wciąż istnieje, ale wynika nie tylko z mentalności – zauważa Julia. Sama pracuje w przychodni na nowym osiedlu w dużym mieście, więc pacjenci mają najczęściej do niej 10 minut spacerem. Ci z małych miejscowości muszą złapać autobus, często z przesiadką, bez klimatyzacji. - Po takiej wyprawie trudno być wtedy świeżym u lekarza – stwierdza Julia. Nie zawsze taki pacjent ma się też gdzie umyć przed lekarzem. Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że w miastach 4,4 proc. mieszkań pozbawionych jest łazienki, na wsiach – 17,2 proc., czyli znacznie gorzej. To dane z 2017 roku. Trzy lata później, czyli w 2020 roku, odsetek miejskich mieszkań, w których brakuje łazienki niemal nie zmienił się (4,3 proc.), a na wsiach wyniósł 16,5 proc. Tylko to wciąż oznaczało, że w Polsce ponad 1,2 mln domostw nie ma łazienki. Jeśli na statystyczne polskie mieszkanie przypada średnio 2,5 lokatorów, to okazuje się, że bez łazienki żyje ok. 3,5 mln Polaków, głównie na wsiach.

W tych statystykach, oprócz podziału na miasto-wieś, zauważalny wciąż jest też podział na wschód i zachód. Najgorzej wypadają tu województwa lubelskie i podlaskie, najlepiej pomorskie, zachodniopomorskie, śląskie i opolskie. Niektórzy eksperci takie dane łączą z poziomem biedy i gorszą sytuacją materialną niektórych regionów Polski. I pewnie w części wypadków tak jest, tylko w wielu takich mieszkaniach rzuca się w oczy telewizor na 55 cali i podłączone do niego dekodery cyfrowych telewizji, łazienki próżno szukać. Mentalność odgrywa więc główną rolę, a jej pandemia tak łatwo nie zmieni.

Próchnica próchnicą pogania

Dbanie o zęby i higienę jamy ustnej to już zupełnie inna historia. Dr Aleksandra Palatyńska-Ulatowska, stomatolog, kierownik Zakładu Endodoncji Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, podsumowuje krótko obecną sytuację: - Nie wiem, w co ręce włożyć. Mam nawał pacjentów, którzy zgłaszają się z sytuacjami interwencyjnymi, czyli dlatego, że boli. I nieraz już niewiele możemy zrobić, nie da się podjąć leczenia – mówi. Bez wątpliwości ocenia: stan higieny jamy ustnej po pandemii zdecydowanie się pogorszył.

Pacjent przychodzi, pomagamy, mówimy, że konieczne jest dalsze leczenie i kiedy przestaje boleć, pacjent znika. Nawet na dwa lata

Owszem w czasie lockdownu były ograniczenia w dostępie do stomatologów. Ok. 50 proc. wizyt, jak zaobserwowała dr Palatyńska-Ulatowska, pacjenci odwołali, zwłaszcza ci starsi, mający choroby współistniejące. Poza tym zmienił się styl życia w pandemii, a konkretnie dieta i ciągłe podjadanie słodyczy w czasie pracy czy nauki zdalnej nie pomogło zębom.

- Wielu pacjentów usprawiedliwia się COVID-em. Nie przychodziłem, bo pandemia – nieraz stomatolożka słyszy takie wymówki. Wymówki, bo już wcześniej nie było dobrze. - Zdarzało się, że pacjent przychodzi, pomagamy, mówimy, że konieczne jest dalsze leczenie i kiedy przestaje boleć, pacjent znika. Nawet na dwa lata, czyli do momentu kiedy znowu boli – opowiada stomatolożka.

Polacy ewidentnie wciąż zamiast zapobiegać wolą leczyć. Według danych ARC Rynek i Opinia z 2022 roku przygotowanych dla Medicover Stomatologia 67 proc. wizyt u dentysty osób w wieku od 18 do 40 lat wiąże się z leczeniem próchnicy, w tym z założeniem wypełnienia. W najmłodszej grupie (18-24 lat) odsetek ten wynosi aż 55 proc. U co czwartego konieczna jest ekstrakcja, czyli wyrwanie zęba.

Stan higieny jamy ustnej po pandemii zdecydowanie się pogorszył
fot. Nikodash/Shutterstock

Czasem sami pacjenci wybierają taki wariant zamiast leczenia. - Pamiętam dwudziestoparoletnią pacjentkę. Miała mieć leczone przednie zęby kanałowo. Kiedy przeszliśmy do ustalania terminu wizyty, stwierdziła, że jednak usunie chory ząb. Gdy uśmiechnęła się, widziałam, że już nie ma jednego zęba z przodu – opowiada dr Palatyńska-Ulatowska i wciąż zastanawia się, jak to możliwe, żeby młoda osoba wybrała taką opcję. W tym wypadku leczenie było refundowane i nie byłoby bolesne. - Po pierwsze chyba pokoleniowe zaszłości – stwierdza. Wciąż w gabinecie zdarza jej się słyszeć, że zjedzenie jabłka zastępuje mycie zębów, albo że mleczaków się nie leczy, bo wypadną. - Mity - podkreśla i dodaje, że nieprawdziwe jest też kojarzenie wizyty u dentysty z bólem – leczenie może być już zupełnie bezbolesne.

Według ARC Rynek i Opinia 14 proc. Polaków w wieku od 24 do 40 lat nie korzysta na co dzień z pasty do zębów.

Po drugie większość schorzeń, które obecnie obserwuje, to konsekwencje zaniedbań związanych z podstawową higieną, czyli brak dobrych nawyków i systemowej profilaktyki. - Kiedy wkładamy wypełnienie do jamy ustnej i pacjent o nie nie zadba, to nawet jakbyśmy je zrobili z diamentów, pojawi się próchnica – mówi stomatolożka. A pacjenci ewidentnie nie dbają, statystyki są zatrważające. Według ARC Rynek i Opinia 14 proc. Polaków w wieku od 24 do 40 lat nie korzysta na co dzień z pasty do zębów. U osób pomiędzy 18. a 24. rokiem życia jest niewiele lepiej – 11 proc. z nich nie sięga po pastę regularnie.

Po trzecie wciąż wielu Polaków nie wie, jak dbać o zęby. - Ostatnio przyszła do mnie 10-letnia dziewczynka. Próchnica na próchnicy próchnicą pogania, a mama twierdzi, że dziecko myje zęby. Tylko, że nikt 10-latce nie pokazał, jak trzeba to robić - opowiada stomatolożka. Nieraz uczy tego dopiero w gabinecie. Najczęstsze błędy? - Mycie za krótko, bez energii, niedokładnie, nieregularne nitkowanie, brak irygacji – wylicza.

Tylko połowa Polaków (w wieku 18-40) sięga po płyny do płukania ust, a 30 proc. korzysta z nici dentystycznej. Wciąż ponad połowa – 55 proc - wybiera tradycyjną i często przypadkową szczoteczkę manualną. Stąd bywają 20-, 30-latkowie, których dotykają schorzenia jamy ustnej typowe dla 50-latków.

Przedszkolaki najpilniejsze

Wracając do higieny całego ciała, lekarze z dużych i tych bardziej zachodnich miast zauważają przechylenie szali w drugą stronę. Zamiast standardowego prysznica – kosmetyki. Młode osoby – bo to o nich głównie mowa – twarz zmywają tonikiem, do tego dużo dezodorantów, antyperspirantów i perfum, no i suchy szampon do włosów, a do rąk płyn dezynfekcyjny. Zamiast wody.

U niektórych wykształciła się obsesja na punkcie mycia rąk. Mamy trójkę dzieci z takimi zaburzeniami kompulsywnymi

- Kiedyś widziałam, jak dziewczynie zakaziła się dziurka w uchu od kolczyka . Zamiast od razu z tym pójść do lekarza, zaciapała to podkładem, żeby nie było widać. Efekt kosmetyczny często jest istotniejszy niż higieniczny – stwierdza Julia. Dorota Kuchta, dyrektorka ZSP w Legionowie, zetknęła się z kolei z niepokojącymi zachowaniami u dzieci, jeśli chodzi o higienę. - U niektórych wykształciła się obsesja na punkcie mycia rąk. Mamy trójkę dzieci z takimi zaburzeniami kompulsywnymi – opowiada. Prof. Zeman starając się to wypośrodkować, tłumaczy: - Jak jest dostęp do wody, to cieszmy się nim. Wszelkie detergenty, kosmetyki są dobre w ciężkich warunkach trekingowych, np. w górach.

Rodzicom przypomina, żeby nie trzymać dzieci w sterylnych warunkach, dać im się pobrudzić, ale zadbać o to, żeby potem, np. jak siadają do posiłku, umyć je. - Przed wojną pani z dobrego domu jak urodziła dziecko, to jechała na wieś, teraz się do tego wraca. Zauważono, że wychowanie dzieci w środowisku wiejskim, gdzie jest dużo alergenów, powoduje, że potem rzadziej chorują na alergię, astmę. Znam też matki, które wzorem babci, gdy niemowlę ma problemy ze skórą, kąpią je w krochmalu. Korzystajmy z takich wzorców, tylko z tych dobrych – zaznacza ekspert.

Jesteśmy gdzieś w połowie skali, jeśli chodzi o dbanie o higienę

Według dr. Matyjaszczyka biorąc pod uwagę pandemię, ale też mentalność i wychowanie, jesteśmy gdzieś w połowie skali, jeśli chodzi o dbanie o higienę. - Część nawyków, które wymusiła pandemia, została. Z myciem jest lepiej, ale mogłoby być zdecydowanie lepiej. Widać, że ludzie myją ręce, ale trzeba jeszcze siebie umyć - podsumowuje.

Dr Karauda chce być jednak ostrożnym optymistą w tej kwestii. Cieszy się, że pandemia zwróciła uwagę na to, jaką drogą mogą się drobnoustroje przenosić. Jego zdaniem przyzwyczajenie do mycia i dezynfekcji rąk jest mocne, choć osłabło względem dwóch pierwszych fal pandemii. - Higiena wzrosła szczególnie wśród mężczyzn. Korzystając z publicznych miejsc, dużo częściej zdarza się, że muszę poczekać w kolejce do zlewu. Czy to zostanie? Trudno powiedzieć – stwierdza.

Zarówno lekarze, jak i nauczyciele chwalą jedną grupę: przedszkolaków. - W przedszkolu standardy higieniczne są bardzo wysokie, jest dyscyplina i restrykcyjne zasady, które były i są przestrzegane – stwierdza Kuchta. Nie ma np. mowy, by zjeść posiłek bez umycia rąk, a na korytarzach gdy ktoś kichnął i się nie zasłonił, nieraz dyrektorka słyszała, jak inne dzieci natychmiast zwracały uwagę i mówiły: co ty robisz? Zasłoń buzię!

Aleksandra Pucułek
Aleksandra Pucułek

Dziennikarka, teatrolożka. Pisze głównie o edukacji - od żłobków do uczelni. Pracowała w "Gazecie Wyborczej", pisała dla "Dużego Formatu", "Wysokich Obcasów" i "Wolnej Soboty". Współpracowała z tygodnikiem "Polityka". Laureatka Nagrody im. prof. Romana Czerneckiego w kategorii najlepszy artykuł publicystyczny oraz stypendium im. Leopolda Ungera. Nominowana do Grand Press w kategorii wywiad. Nie może żyć bez teatru i czekolady.

Kontakt: aleksandra.puculek@radiozet.pl

C