Zamknij

Czworaczki we wrocławskim szpitalu. Ojcu dzieci grozi deportacja z Polski

21.09.2021 13:48
Czworaczki
fot. Bignai/Shutterstock (ilustracyjne)

W szpitalu we Wrocławiu urodziły się czworaczki. Ich rodzicami jest małżeństwo Ukraińców. Ojcu dzieci grozi deportacja z powodu braku pozwolenia na pracę w Polsce.

Czworaczki przyszły na świat w poniedziałek we wrocławskim Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym. Chłopcy o imieniach Adam, Alan, Kaj i Noe urodzili się za pomocą cesarskiego cięcia. 

- Jestem niesamowicie szczęśliwy, wzruszony i dumny ze swojej żony - powiedział Oleksij Kucher, ojciec czworaczków, cytowany przez portal Onet.pl. Matka dzieci, Marina Kucher, podkreślała, że nie mogła nawet dotknąć własnymi dłońmi dzieci, które znajdują się w inkubatorach. Będzie to mogła zrobić tylko przez specjalne rękawice. - To nic, że jestem po operacji bardzo obolała. Najważniejsze, że dzieci szczęśliwie już przyszły na świat - dodała.

Czworaczki we wrocławskim szpitalu. Ojcu grozi deportacja

- Całkiem niedawno rodziła u nas mama trojaczków, ale poród czworaczków był dla nas ogromnym wyzwaniem. Taka ciąża zdarza się raz na prawie 600 tysięcy przypadków - mówił dr n. med. Bogusław Malik, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu.

Dr n. med. Małgorzata Olesiak-Andryszczak, ginekolog z wrocławskiego szpitala, przekazała, że pierwszy z noworodków w momencie narodzin ważył 1310 gramów, drugi 1550, kolejny 1380, a ostatni 1370 gramów. - O tym, kiedy pani Marina wyjdzie ze szpitala, zadecyduje przede wszystkim stan noworodków, a czeka je dość długa hospitalizacja. Mama zostanie z razem z nimi tak długo, jak będą tego potrzebowały – dodała w rozmowie z Onet.pl.

Stan zdrowia czworaczków to nie jedyne zmartwienie pary Ukraińców. Oleksij Kucher przyjechał do Polski 6 lat temu wraz z Mariną, która wówczas była jego narzeczoną. Poza czworaczkami para ma również syna w wieku szkolnym. Mężczyzna pracował w jednej z firm, gdzie kontrolę przeprowadziła Straż Graniczna.  

- Odkryli, że nie miałem ważnego prawa do wykonywania pracy, które obcokrajowcom wydają urzędy wojewódzkie. Niestety, ten dolnośląski jest pod tym względem wyjątkowo niewydolny. (...) To jest po prostu gehenna. Zapłaciłem więc trzy tysiące kary, a i tak do paszportu Straż Graniczna wbiła mi pieczątkę z nakazem deportacji - tłumaczył Oleksij w rozmowie z Onet.pl.

Portal przypomniał, że ewentualna realizacja decyzji o deportację naruszałaby międzynarodowe konwencje i byłaby wyjątkowo niehumanitarna. Powodem oczywiście narodziny czworaczków oraz pozostawienie opieki nad nimi i starszym synem tylko na barkach matki.

- Moim zdaniem pan Oleksij Kucher ma duże szanse na to, aby jego sprawa zakończyła się pomyślnie. Jednak podkreślam, że decyzja o jego deportacji została podjęta zgodnie z prawem, bo nie dopełnił obowiązków prawnych, które powinien był przeprowadzić. Ale postępowanie w sprawie trwa, bo w Urzędzie do spraw Cudzoziemców zostało złożone zażalenie dotyczące deportacji mojego klienta – mówił Artur Zieliński, prawnik z Kancelarii Doradztwa Prawnego i Gospodarczego "Consultor", cytowany przez Onet.pl.

RadioZET.pl/Onet.pl