Zamknij

Wyrzucono ją z pracy za maseczkę z błyskawicą. "Poczułam gorycz i wściekłość"

10.06.2021 17:47
Błyskawica Strajku Kobiet
fot. Karol Porwich/East News (zdjęcie poglądowe)

Nikt nie powinien być powstrzymywany od noszenia tego, co mu się podoba, zwłaszcza iż w żaden sposób nie krzywdzi tym nikogo. Nie został mi nigdy przedstawiony żaden dokument kawiarni, który przedstawiałby wytyczne dotyczące ubioru i ekspresji siebie w czasie godzin pracy - wyznała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" 20-latka zwolniona z jednej z wrocławskich kawiarni za noszenie maseczki z błyskawicą - symbolem Strajku Kobiet. 

Historia opisywana przez "Gazetę Wyborczą" miała miejsce w kawiarni Słodki Adres we Wrocławiu. Pracowała tam 20-letnia Julia (imię zmienione na potrzeby artykułu), 20-latka zaangażowana w działalność Instytutu Równości.

Z uwagi na swoją aktywność społeczną, niczym dziwnym nie wydawało jej się noszenie maseczki z czerwoną błyskawicą, symbolem Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Jej szefowa również nie widziała w tym nic złego. Aż do momentu, gdy jedna z klientek zostawiła w sieci komentarz.

Wrocław. 20-latka wyrzucona z pracy za maseczkę z symbolem Strajku Kobiet

"Bardzo dobre ciasta, czuć, że właściciel dba o jakość wyrobów. Tylko jedna uwaga: po co ten wielki piorun przez pół twarzy pani ekspedientki? Nie można chociaż w kawiarni wyluzować?" - napisała (cytata za: wroclaw.wyborcza.pl). Po tym komentarzu właścicielka lokalu zasugerowała, a następnie wprost zapowiedziała swojej pracownicy, że nie powinna nosić maseczek z tak wyrazistą symboliką. Julia jednak zaprotestowała:

Poczułam gorycz i wściekłość. [...] Nikt nie powinien być powstrzymywany od noszenia tego, co mu się podoba, zwłaszcza iż w żaden sposób nie krzywdzi tym nikogo. Nie został mi nigdy przedstawiony żaden dokument kawiarni, który przedstawiałby wytyczne dotyczące ubioru i ekspresji siebie w czasie godzin pracy

20-letnia Julia w rozmowie z "GW"

Julia następnego dnia przyszła do pracy w takiej samej maseczce. Gdy szefowa wysłała ją do sklepu po zakup jednorazowej, dziewczyna odmówiła. Gdy kolejnego dnia znów pojawiła się z maseczką z symbolem błyskawicy, przełożona zwolniła ją z pracy i kazała opuścić kawiarnię.

- Pójście w tej maseczce ostatni raz było dla mnie znakiem buntu i nieugięcia się. Manifestem, iż nie zamierzam się dostosowywać do systemu, w którym panują chore zasady, gdzie dobro pracownika plasuje się na ostatnim miejscu - wyjaśniła Julia w rozmowie z "Wyborczą. 

- Prawo do ekspresji siebie powinno być powszechnie respektowane, nie zaś traktowane jak przywilej. Czy ktokolwiek został kiedykolwiek zmuszony do ściągnięcia z szyi łańcuszka z krzyżem, gdyż psuje komuś dzień >>obnoszeniem się<< ze swoją religią? Trudno sobie wyobrazić taką sytuację, brzmi kuriozalnie. Poczułam narastającą frustrację, która przekształcała się w bunt - dodała. 

Prawnik: nie wolno zakazywać pracownikowi głoszenia poglądów, jeśli są zgodne z prawem

Sprawę skomentował - także w rozmowie z "Wyborczą" prawnik Radosz Pawlikowski z Dolnośląskiego Centrum Praw Człowieka. Jego zdaniem, "pracodawca nie może narzucać pracownikowi swoich poglądów ani zakazywać mu głoszenia własnych, jeśli nie są one niezgodne z prawem".

- Może natomiast oczekiwać od pracownika, że będzie respektował obowiązujące w firmie zasady dotyczące stroju. Nawet jeśli właścicielka kawiarni nie ustaliła ich na początku, to dookreśliła je, prosząc pracownicę, by zdjęła maseczkę z emblematem strajku kobiet. Oczywiście tego typu zakaz powinien obowiązywać wszystkich zatrudnionych w tej firmie i dotyczyć każdego logotypu, a nie tylko tego jednego i tej jednej osoby - tłumaczył dziennikarzom. 

RadioZET.pl/wroclaw.wyborcza.pl