Odrzucił rolę w „Ojcu Mateuszu”. Miał zagrać Araba, który podkłada bombę na placu zabaw

Redakcja
24.01.2018 14:11
Woubishet
fot. Kamila Kubat/Agencja Gazeta

W jednym z odcinków emitowanego w TVP serialu „Ojciec Mateusz” muzułmanin podkłada ładunek wybuchowy na placu zabaw dla dzieci. Jego rolę miał zagrać wrocławski aktor, który jednak odmówił. Producent filmu się broni, a aktor oraz działacze antyrasistowscy zwracają uwagę, że to powielanie szkodliwych stereotypów na temat przybyszów z Bliskiego Wschodu.

O sprawie pisze wrocławska „Gazeta Wyborcza”. Chodzi 240. odcinek popularnego serialu TVP z Arturem Żmijewskim w roli tytułowego duchownego.

Muzułmanin-bomber

Scenariusz „Bezpiecznej odległości” (bo taki tytuł nosi ten odcinek) zawierał scenę, w której na jednym z placów zabaw dla dzieci w Sandomierzu eksploduje ładunek wybuchowy domowej roboty. Bomba rani jedną osobę, a głównym podejrzanym w oczach lokalnej społeczności staje się arabski chrześcijanin, mieszkający w świętokrzyskim od lat, żonaty z Polką.

Okazuje się jednak, że społeczna nienawiść skierowana jest w niewłaściwym kierunku. Odpowiedzialnym za podłożenie i zdetonowanie ładunku jest bowiem Szihab — muzułmański uchodźca. I właśnie ten wątek wywołał największe kontrowersje.

„To jest gra na strachu wobec uchodźców”

Rolę Szihaba zaproponowano Mikołajowi Woubishetowi, na co dzień aktorowi wrocławskiego Teatru Capitol, znanego również z Polsatowskiego serialu „Pierwsza Miłość”. Woubishet ma ciemniejszy kolor skóry po ojcu Etiopczyku. Bez wahania jednak odrzucił propozycję.

Zobacz także

— To historia, która gra na strachu wobec uchodźców. I uprawomocnia nieprawdziwą tezę: że uchodźcy mogą być, byle chrześcijańscy, bo muzułmanie podkładają ładunki na placach, gdzie bawią się polskie dzieci — wyjaśnia aktor w rozmowie z „GW”.

— Mogę zagrać mordercę, gwałciciela, jestem aktorem. Ale dziś, w szczególnie gorącym momencie, nie mogę przykładać ręki do podsycania obaw wobec ofiar kryzysu uchodźczego. Szczególnie kiedy w tym samym czasie angażuję się w działania przeciwko dyskryminacji. Nie chcę brać udziału w krzewieniu ideologii, z którą się nie zgadzam — dodaje. Sam jest zresztą zaangażowany w działalność społeczną mającą na celu walkę z dyskryminację.

Producent się tłumaczy

Dziennikarze gazety poprosili również o komentarz Krzysztofa Grabowskiego z ATM, który jest producentem nadzorującym serialu. Ten broni się, że fabuła odcinka dotyczy czegoś zupełnie innego (miłość dwóch sióstr i konflikt o dziecko — przyp. GW), że ładunek eksplodujący na ekranie nikogo nie rani (postać odwieziona do szpitala odniosła obrażenia w wyniku potknięcia) i że końcowe kazanie Ojca Mateusza mówi o tym, aby nie bać się obcych.

Zobacz także

— Ten konkretny odcinek jest kopią włoskiego, gdzie temat uchodźców jest zdecydowanie mocniej obecny niż u nas, dlatego wiele odcinków jest poświęconych zderzeniu kultur — tłumaczy Grabowski, precyzując, że polscy scenarzyści jedynie w niewielkim stopniu modyfikują fabułę, adaptując ją do polskich realiów.

— Nie wiem też, co moglibyśmy zrobić teraz. Nie jesteśmy właścicielami serii, jest nim TVP. Scenariusz został przez nią zaakceptowany, w ciągu najbliższych dwóch tygodni powinna się odbyć kolaudacja. Jeśli miałyby się pojawić jakieś zmiany w gotowym już odcinku, to tylko w jej wyniku — powiedział „Wyborczej”, dodając, że dziwi się Woubishetowi, że — pomimo specyfiki swojego zawodu — nie przyjął tej roli.

„Emisja tego odcinka to nieodpowiedzialność”

Sytuację skomentował też Maciej Kałuża ze stowarzyszenia „Nigdy Więcej”. Jego organizacja zajmuje się przeciwdziałaniem dyskryminacji i walce z rasizmem. On sam uważa, że taki obraz muzułmanów w popularnym serialu telewizyjnym może tylko pogorszyć ich wizerunek wśród Polaków — a ten i tak sukcesywnie pogarsza się od trzech lat.

Zobacz także

— Popularny serial ma ogromną siłę rażenia. Jeżeli jedyny muzułmanin w mieście podkłada ładunek wybuchowy, jest ogromne ryzyko wzmocnienia stereotypu i przeniesienia postawy jednostki na całą grupę. Nie wiemy, jakie wnioski wyciągnie z tej opowieści widz, ale dziś mamy tyle przypadków zarządzania strachem wobec uchodźców, że emisja tego odcinka wydaje się nieodpowiedzialnością — mówi w rozmowie z „GW”.

— Można tłumaczyć, że to włoska licencja, że ładunek był domowej roboty i że poszło o rodzinne porachunki, jednak od producentów oczekiwałbym większej wrażliwości. Nie dziwię się aktorowi, który odmówił zagrania tej roli — kwituje.

RadioZET.pl/wroclaw.wyborcza.pl/MP