Wstrząs w kopalni Zofiówka: odnaleziony przez ratowników górnik nie żyje. To już druga ofiara

Katarzyna Mierzejewska
06.05.2018 16:33
Wstrząs w kopalni Zofiówka: odnaleziony przez ratowników górnik nie żyje. To już druga ofiara
fot. PAP

Nie żyje drugi z pięciu górników, zaginionych po sobotnim wstrząsie w kopalni Zofiówka - podał prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej Daniel Ozon. Ratownicy kontynuują akcję, mającą na celu dotarcie do trzech pozostałych poszkodowanych.

Sobotni wstrząs w Zofiówce, oceniany na 3,5-4 stopnie w skali Richtera, był najsilniejszym w historii tej kopalni – powiedział prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej Daniel Ozon. Miał energię stanowiącą 40 proc. energii wszystkich wstrząsów od 1989 r.

Zofiówka - akcja ratownicza w kopalni

W kopalni trwa akcja ratownicza. W niedzielę po południu ratownicy wydostali z wyrobiska drugiego z pięciu poszukiwanych pod ziemią górników z kopalni Zofiówka. Pracownik nie dawał oznak życia, został przetransportowany na noszach do podziemnej bazy.

W niedzielę po godzinie 16:00 do mediów dotarła informacja, że ten odnaleziony przez ratowników górnik nie żyje. Zidentyfikowano jego ciało. To druga śmiertelna ofiara sobotniego wstrząsu w kopalni Zofiówka. 

To drugi wydostany w niedzielę przez ratowników górnik, z pięciu poszukiwanych po sobotnim wstrząsie. Pierwszy odnaleziony przez ratowników mężczyzna również był przygnieciony w wyrobisku. Lekarz stwierdził jego zgon.

Nie ma natomiast ostatecznego potwierdzenia tożsamości pierwszego, odnalezionego wcześniej, zmarłego górnika - przedstawiciele JSW przypuszczali, że jest to 38-letni pracownik, jednak formalnej identyfikacji jeszcze nie przeprowadzono - ma to nastąpić w poniedziałek, z wykorzystaniem badań DNA.

Jak mówił Ozon, obecnie ratownicy kontynuują akcję równolegle w dwóch chodnikach; wciąż instalowany jest tzw. lutniociąg doprowadzający powietrze do objętego zawałem rejonu, gdzie prawdopodobnie znajdują się trzej górnicy.

Wstrząsy w kopalni Zofiówka w Jastrzębiu-Zdroju

Prezes powiedział podczas kolejnej konferencji prasowej, że od stycznia 1989 roku do dziś w kopalni Borynia-Zofiówka-Jastrzębie, której częścią jest obecnie Zofiówka, zarejestrowano ponad 110 tys. wstrząsów. Ten sobotni stanowił 40 proc. sumy całej energii wyzwolonej podczas tych wszystkich.

Kopalnia jest wyposażona w ponad 20 stanowisk sejsmometrów oraz sondy sejsmologiczne. Obszar górniczy zatrudniającej ponad 8 tys. pracowników kopalni Borynia-Zofiówka-Jastrzębie wynosi ponad 52 km kw. Wydobycie dobowe wynosi 17 tys. ton.

Po sobotnim wstrząsie pod ziemią zostało siedmiu górników; dwaj z nich zostali w sobotę odnalezieni i trafili do szpitala, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Trzeci górnik, przygnieciony elementami obudowy wyrobiska, został wydobyty w niedzielę przed południem - lekarz stwierdził jego zgon. Czwarty poszkodowany również nie żyje. Los trzech kolejnych pracowników jest nieznany - ratownicy usiłują do nich dotrzeć.

Jak mówił  prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej Daniel Ozon, obecnie ratownicy kontynuują akcję równolegle w dwóch chodnikach; wciąż instalowany jest tzw. lutniociąg doprowadzający powietrze do objętego zawałem rejonu, gdzie prawdopodobnie znajdują się trzej górnicy.

Prezes przyznał, że w miejscu, gdzie doszło do wstrząsu, były pewne ograniczenia w zakresie prowadzenia prac kombajnowych. "Były one w pełni respektowane" - zapewnił Ozon, precyzując, że ograniczenia dotyczyły czasu pracy kombajnów w tym rejonie.

Obecnie stężenie metanu w rejonie prac ratowników jest w granicach 4 proc., czyli poniżej poziomu wybuchowości tego gazu (wybucha w stężeniu między 5 a 15 proc.), choć są miejsca, gdzie stężenie metanu sięga nawet 24 proc. - stąd m.in. potrzeba stałego napowietrzania i instalacji kolejnych elementów tzw. lutniociągu doprowadzającego powietrze.

W drugim chodniku zainstalowany został natomiast nowy wentylator o zasilaniu elektrycznym (a nie, jak wcześniej, pneumatycznym), podający do wyrobiska dwa razy więcej powietrza.

- Zależy nam na tym, aby wtłaczać tędy jak najwięcej powietrza. Myślę, że w ciągu najbliższych dwóch-trzech godzin - w zależności od postępu prac instalacji lutni na tej pochylni - zadecydujemy, czy wysyłać znowu ratowników i zastępy z aparatami - mówił prezes JSW.

- Zależy nam na tym, aby jak najszybciej dotrzeć i znaleźć górników, którzy są tutaj uwięzieni; aby jak najszybciej zawężać obszar poszukiwania, zwiększając szanse na znalezienie w jak najszybszym czasie tych górników - dodał Ozon.

Ratownicy pracują w aparatach tlenowych - powietrza starcza w nich na ok. 90-120 minut pracy. Akcję utrudnia też niewielki przekrój wyrobiska (jego wysokość w pierwszej części to 1,5 metra, w dalszej jedynie pół metra) - w niektórych momentach, aby przejść dalej, ratownicy musieli ściągać aparaty i nieść je za sobą.

Drogę tarasują też uszkodzone elementy urządzeń i sprzętu, jaki znajdował się w zdeformowanych wyrobiskach - to m.in. uszkodzone przenośniki taśmowe czy elementy podwieszanej kolejki.

Prezes powiedział, że wiadomo, gdzie przypuszczalnie są poszukiwani górnicy - to odcinek o długości ponad 200 m. Wszystko wskazuje na to, że nie ma ich w ślepym fragmencie chodnika, prowadzącego do przodka. Potwierdzają to wszyscy ratownicy, którzy uczestniczyli w akcji; wiadomo też, że górnicy wycofywali się po pracach wykonywanych przy chodniku podścianowym – zaznaczył Ozon.

- Przed godziną 11. (w sobotę - PAP) górnicy telefonowali z dołu na górę, więc wiedzieliśmy z jakiego rejonu, wiemy gdzie są telefony i wiedzieliśmy, o której godzinie rozmowy były prowadzone – dodał prezes.

Kolejne informacje na temat postępów akcji mają być podane w niedzielę ok. 18.30.

RadioZET.pl/PAP/KM