Zamknij

Przeżył wypadek autokaru w Chorwacji. "Wbił się przodem, góra się przełamała"

07.08.2022 21:10
Ksiądz wspomina moment wypadku polskiego autokaru
fot. PAP/EPA/IVAN AGNEZOVIC

Dobrze pamiętam moment wypadku. Gdy autokar zjechał z drogi, powiedziałem sobie: jedziemy w pole, zaraz będziemy fruwać! Okazało się, że trafiliśmy prosto w wybetonowany rów – powiedział w niedzielę PAP ks. Rafał Działak, jeden z poszkodowanych w wypadku autokaru w Chorwacji.

W wypadku polskiego autokaru na Chorwacji, do którego doszło w sobotę nad ranem na autostradzie A4, zginęło 12 osób. Kolejne 32 osoby zostały ranne, z których 19 jest w ciężkim stanie.

To największa katastrofa drogowa w ostatnich miesiącach z udziałem podróżnych z Polski. Ofiarami i poszkodowanymi są pielgrzymi, którzy jechali do miejsca kultu w Medjugorje.

Ksiądz wspomina wypadek w Chorwacji: "Jedziemy w pole, będziemy fruwać" 

Ks. Działak, kapłan jednej z parafii w Koninie (Wielkopolskie), który ocalał z wypadku, powiedział PAP, że czuje się dość dobrze, nie może jednak wstawać z łóżka. Leży w szpitalu na obserwacji. - Jestem trochę poobijany, trochę poszyty, trochę poobcierany. Mam złamanie kości krzyżowej, kazano mi leżeć, nie mogę ruszać nogami – powiedział ksiądz Działak.

Przyznał, że niewiele wie o losie innych pielgrzymów. - Mam zakaz schodzenia z łóżka, więc nigdzie nie mogę chodzić, nikogo nie mogę odwiedzać. Wczoraj były u nas dwie dziewczyny, które już wróciły do Polski. […] Na sali jestem z jeszcze jednym uczestnikiem tego wyjazdu, panem Pawłem – powiedział duchowny.

Ks. Działak wspomniał, że bardzo dobrze pamięta moment wypadku. - Nie spałem od 3.15. Wprawdzie siedziałem w przedostatnim rzędzie, ale obserwowałem sobie wszystko. Na granicy z Chorwacją czekaliśmy jakieś 20 minut, była kontrola paszportowa. Pan Paweł, z którym jestem w pokoju, mówił, że za przejściem granicznym kierowcy zatrzymali autokar i się wymienili. Ujechali niewiele i wydarzyło się to, co się wydarzyło - relacjonował.

- Pan Paweł mówił mi, że w pewnym momencie usłyszał coś jakby wystrzał koła. Powiedział: jakby autobus złapał kapcia. Dla mnie to byłoby jakieś wyjaśnienie tego, dlaczego autobus nagle zjechał z prostej drogi. Pamiętam, że powiedziałem sobie: Boże drogi, jedziemy w pole, zaraz będziemy fruwać! Okazało się, że trafiliśmy prosto w wybetonowany rów. Autokar wbił się przodem, jego góra się przełamała – opowiadał ksiądz Działak.

Kapłan powiedział, że ma kontakt z rodziną w Polsce, w kontakcie z bliskimi jest także drugi pacjent z jego pokoju. Przyznał, że w przypadku osób zmarłych lub nieprzytomnych mogły być problemy z szybkim ustaleniem ich tożsamości – poszkodowani w chwili zderzenia potracili dokumenty, telefony i inne rzeczy osobiste.

- W autokarze w momencie wypadku wyrwane zostały wszystkie siedzenia. Wszystkie przedmioty, telefony, torebki, które każdy gdzieś miał poleciały, zaginęły. To dlatego nie wiadomo było, kto zginął, kto jest nieprzytomny i trafił na intensywną terapię - powiedział.

Ksiądz przyznał, że nie wie, kiedy wróci do kraju. - Najpierw usłyszałem, że zostanę przetransportowany w pozycji leżącej do Polski, jednak lekarze chorwaccy zdecydowali, że mam zostać na obserwacji. Wrócę w wybranym przez nich, dogodnym momencie, gdy podróż nie będzie się wiązała z dodatkowym ryzykiem dla mojego zdrowia – powiedział PAP kapłan.

RadioZET.pl/PAP - Rafał Pogrzebny

C