Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Wypadek kolumny z Macierewiczem. Onet: kierowca b. szefa MON nie miał stosownych uprawnień

22.02.2019 12:42
xxx wiadomosci

Kierowca Antoniego Macierewicza, wiozący go podczas wypadku samochodowego w 2017 roku, nie miał uprawnień do prowadzenia pojazdów uprzywilejowanych – wynika z ustaleń Onetu. Stosowne papiery miał otrzymać w ekspresowym tempie dwa tygodnie po zdarzeniu, a prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie. 

Wypadek fot. Paweł Skraba/Reporter

Chodzi o incydent z 25 stycznia 2017 roku w Lubiczu Dolny k. Torunia. Antoni Macierewicz jechał ze spotkania z ojcem Tadeuszem Rydzykiem w Toruniu na galę tygodnika „Sieci” w Warszawie. Na drodze krajowej nr 10 jego auto, będące częścią kolumny trzech rządowych limuzyn, uderzyło w samochody stojące na czerwonym świetle.

Wypadek z udziałem A. Macierewicza

Ówczesnemu ministrowi nic się nie stało, został innym samochodem przetransportowany do Warszawy. W wyniku wypadku ranne zostały jednak trzy osoby, w tym jedna poważnie – stwierdzono u niej problemy z kręgosłupem. 

Zdarzenie to zostało objęte śledztwem, w którego trakcie okazało się, że jego kierowca, Kazimierz Bartosik, nie miał stosownych uprawnień do kierowania pojazdami uprzywilejowanymi. Jak podaje Onet, takie dokumenty miał otrzymać kilkanaście dni po wypadku, wedle przyspieszonej procedury.

Kazimierz Bartosik to jedna z bardziej zaufanych osób w otoczeniu Antoniego Macierewicza. Zarówno w czasach, gdy piastował urząd ministra spraw wewnętrznych, jak i za czasów, gdy szefował Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, pan Kazimierz był jego kierowcą (jako pracownik SKW, w ramach którego awansował do rangi oficera). Według informatorów Onetu jest osobą bardzo wpływową. 

Prokuratura umorzyła śledztwo

Wątek uprawnień stał się jednak przedmiotem odrębnego postępowania, prowadzonego najpierw przez dział wojskowy Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ursynów, a następnie Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Tam zostało ono umorzone, a dokonał tego osobiście Paweł Blachowski, zaufany człowiek Zbigniewa Ziobry.

Śledztwo prowadzono w kierunku możliwości popełnienia przestępstwa z art. 179 Kodeksu karnego („Kto wbrew szczególnemu obowiązkowi […] dopuszcza do prowadzenia pojazdu mechanicznego na drodze publicznej przez osobę nieposiadającą wymaganych uprawnień, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”).

„Z dokumentów wynika, że Bartosik nie spełniał podstawowych wymogów prawnych wobec kierujących pojazdami uprzywilejowanymi. Na przesłuchanie przyniósł co prawda zezwolenie do kierowania pojazdem uprzywilejowanym, tyle że wystawione 6 lutego 2017 r. - a więc 12 dni po wypadku. Jak wynika z dokumentów śledztwa, odpowiednie papiery po czasie wystawiła Bartosikowi Służba Kontrwywiadu Wojskowego, podległa Macierewiczowi. Wcześniej takich papierów po prostu nie miał” – czytamy w artykule Onetu.

Czy auto było pojazdem uprzywilejowanym?

SKW miało z kolei nie mieć żadnych informacji nt. procedury wydawania takiego dokumentu K. Bartosikowi przed 6 lutego. Z kolei, również wedle informacji Onetu, Bartosik miał zeznać, że w dniu wypadku „nie posiadał aktualnych badań lekarskich wymaganych do prowadzenia pojazdów uprzywilejowanych”.

Dlaczego więc kierowca ówczesnego szefa MON w ogóle prowadził auto? Jak cytuje Onet, SKW broniła się tym, że „przekazanie pojazdu nie było jednoznaczne z dopuszczeniem do kierowania tym pojazdem jako pojazdem uprzywilejowanym”. Jednym słowem pojazd dla ministra oddany w ręce jego kierowcy wedle SKW wcale nie musiał być wykorzystywany jako pojazd uprzywilejowany.

W momencie wypadku samochód z Macierewiczem w środku nie miał włączonych jednocześnie sygnałów świetlnych i dźwiękowych, co oznacza, że można go było nie uznać za tzw. pojazd uprzywilejowany. I taką właśnie wykładnię, jakkolwiek absurdalnie brzmiącą, zastosowała stołeczna Prokuratura Okręgowa, umarzając śledztwo.

RadioZET.pl/Onet.pl/MP

Oceń