Zamknij

Drugi górnik z Bielszowic wciąż pod ziemią. Może już nie żyć. "Zostało kilka metrów"

07.12.2021 06:51
Bielszowice
fot. PAP

Do wtorkowego poranka ratownikom nie udało się wydostać ze strefy zawału ciała 42-letniego górnika, zasypanego w sobotę w podziemnym chodniku po wstrząsie w kopalni Bielszowice w Rudzie Śląskiej. Przygotowanie drogi transportu wymaga usunięcia metalowych elementów lub wykonania specjalnego przekopu. Ratownicy nie mają jednak wątpliwości, że mężczyzna nie żyje. 

Górnik poszukiwany był od sobotniego poranka, kiedy w kopalni w Bielszowicach doszło do silnego wstrząsu i zawału chodnika na długości ok. 50-60 metrów. Po około 15 godzinach akcji, w nocy z soboty na niedzielę, ratownicy odnaleźli innego uwięzionego w zawale górnika - 31-latka, który obecnie w dobrym stanie przebywa w szpitalu w Sosnowcu. Do końca tygodnia ma opuścić lecznicę.

Wypadek w kopalni Bielszowice. Drugi górnik wciąż pod ziemią

W poniedziałek rano ratownikom spieszącym na pomoc drugiemu poszkodowanemu pozostało do przeszukania ok. 6 metrów rumowiska. Przed południem zlokalizowano poszukiwanego górnika, który jednak nie dawał oznak życia. Znajdował się w miejscu, które wytypowano wcześniej m.in. na podstawie sygnału z nadajnika umieszczonego w jego górniczej lampce. Od tego czasu trwa udrożnianie wyrobiska, by dało się przenieść poszkodowanego i przetransportować na powierzchnię.

O szczegółach akcji poinformował we wtorek rano w rozmowie z Polską Agencją Prasową rzecznik prasowy Polskiej Grupy Górniczej, do której należy rudzka kopalnia, Tomasz Głogowski.

Cięcie metalowych elementów przenośnika jest bardzo trudne i czasochłonne. Równocześnie ratownicy drążą więc przekop pod trasą przenośnika, którym będą chcieli wytransportować poszkodowanego. Zostało im do niego kilka metrów

Tomasz Głogowski, rzecznik PGG

Nie jest możliwe przetransportowanie górnika drogą, którą przedostał się do niego - korzystając z rozmaitych pustek i szczelin w zwałowisku - jeden z ratowników. Zastępy ratownicze muszą też usunąć ciężki element przygniatający nogi poszkodowanego poniżej kolan. Obecnie trudno oszacować, ile jeszcze potrwa prowadzona 780 m pod ziemią akcja.

Poszkodowany górnik pracuje w kopalni od 14 lat. Ewentualne potwierdzenie jego zgonu przez lekarza będzie możliwe po wydostaniu mężczyzny ze strefy zawału. Ratownicy nie mają jednak wątpliwości, że 42-letni górnik nie żyje. Gdyby podejrzenia te się potwierdziły, byłaby to 13. w tym roku śmiertelna ofiara wypadków w polskim przemyśle wydobywczym, w tym dziewiąta w kopalniach węgla kamiennego.

Okoliczności wypadku wyjaśniają kopalniane służby oraz Okręgowy Urząd Górniczy w Gliwicach. Najczęstszą przyczyną wstrząsów jest następujące wskutek eksploatacji węgla odprężenie górotworu, co skutkuje uwolnieniem się skumulowanej w nim energii. Wstrząsy trudno przewidzieć, choć kopalnie mają swoje stacje sejsmologiczne.

RadioZET.pl/PAP (M. Błoński)

C