Zamknij

Dramatyczne wyznane Kijowskiego: Znajomi kupują mi jedzenie, rozważam emigrację

Redakcja
24.11.2017 12:41
Kijowski
fot. Wikimedia.Commons

Jestem w bardzo złej sytuacji, poważanie rozważam emigrację - żali się w wywiadzie dla "Na Temat" Mateusz Kijowski. Nieco zapomniany już były lider KOD-u utyskuje na brak pracy i środków do życia, przez co ponoć nie zawsze stać go na wyżywienie rodziny. Czytając jego wypowiedzi, nie sposób jednak nie dojść do wniosku, że jego wyznania brzmią... dość absurdalnie.

Mateusz Kijowski w czasach, gdy szefował Komitetowi Obrony Demokracji, kreowany był niemal na ludowego zbawiciela i głównego lidera opozycji. Prędko okazało się jednak, że jego charyzma wystarcza zaledwie na kilka miesięcy i parę wywiadów. Do tego doszły problemy z prawem, spowodowane zaległościami w płaceniu alimentów oraz wystawianiem na swoje nazwisko faktur, które opłacane był pieniędzmi ze zbiórek publicznych Komitetu.

Dziś Kijowski nie jest już szefem ani nawet członkiem stowarzyszenia. Osunął się w polityczny niebyt i właściwie trudno powiedzieć, czym się zajmuje. Przypomniał jednak o sobie w rozmowie z portalem "Na Temat".

Nie stać go na jedzenie

Przede wszystkim, były lider KOD pomstuje na trudną, jego zdaniem, sytuację finansową. Ponoć nie stać go nawet na... zaspokojenie potrzeb żywieniowych.

 - Jestem w złej sytuacji (...) Nie jesteśmy w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb naszych dzieci. Jest problem nawet z zakupami spożywczymi. Na szczęście znajomi co jakiś czas robią nam zakupy czy coś ugotują. Dzięki nim jeszcze jakoś funkcjonujemy - mówi.

- Próbuję od roku znaleźć zatrudnienie. Ale dorobiono mi gębę. Kto zatrudni tego Kijowskiego? Każda firma, z którą współpracowałem w 2016 roku ma kontrolę skarbową. Każdy klient indywidualny jest wzywany do Urzędu Skarbowego. Komu są potrzebne takie kłopoty? - pyta i dopowiada, że od kilkunastu miesięcy nie notuje również żadnych dochodów.

Kijowska padł ofiarą spisku?

W następnych wypowiedziach utrzymuje, że to wszystko spowodowane jest... spiskiem ze strony autorytarnej władzy. Kijowski twierdzi bowiem, że jest prześladowany, że dano mu coś w rodzaju "wilczego biletu", że od roku nie może znaleźć pracy, bo firmy boją się go zatrudnić w obawie przed problemami urzędniczymi i wzmożoną kontrolą.

Zresztą, w całym wywiadzie, w co drugim zdaniu, pojawiają się zwroty retoryczne z zakresu teorii spiskowych. - Teraz wiem, że już wtedy zaczęły się przygotowania do tego, co "wybuchło w styczniu". Cała sprawa została przygotowana i sprawnie przeprowadzona - tak relacjonuje wydarzenia z początku roku, czyli wybuch "afery fakturowej". Dodaje również, że "intryga została zawiązana", a "władza dba dzisiaj, żeby na każdego mieć haki".

- Przestałem się wstydzić tego, że padłem ofiarą podstępnych machinacji - przyznaje, przedstawiając jednocześnie swoją teorię, że jego spektakularny koniec kariery politycznej to robota służb bądź innych podmiotów, którym zależało na skompromitowaniu jego i kierowanego przez niego ruchu.

Co dalej? Emigracja?

Kijowski poważnie rozważa emigrację, a jako jej najbardziej prawdopodobny kierunek podaje Wielką Brytanię. Jego zdaniem, mógłby tam wystartować z czystą kartą. Czym jednak zajmowałby się zawodowo?

- W zasadzie umiem robić wszystko. Murować, układać kafelki, w grę wchodzi też elektryka i hydraulika, ale też szyję, kroję, mam doświadczenia w prowadzeniu szklarni i wiele innych. Jedno, czego na pewno nie umiem, to sprzedaż - chwali się.

Pół żartem, pół serio wspomina także o "KOD-dzie" na uchodźstwie, czymś w rodzaju Kultury Paryskiej. Zapewnia przy tym, że są nadal ludzie, którzy namawiają go do powrotu do polityki.

RadioZET.pl/Na Temat/MP